-Co proszę?!!!!-krzyknęła Tsunade a wszyscy się jej bali, nawet ja-Jak to "Została"?!
-Noooo...Ekem...To dość zabawna historia-zaczął próbować wylizać się z tego Kiba-No tak jakoś wyszło...
-Tak na dobrą sprawę wciąż jest razem z klanem więc nie zrobiła nic złego-powiedziałem-Jest w rodzinnym mieście pod opieką, więc możemy być o nią spokojni. Jeżeli chcesz możemy cię do niej zaprowadzić. Ty z nią pogadasz
-Może masz rację Uchiha-machnęła na mnie ręką z zamyśleniem-Niech będzie. Za trzy dni ty, Uzumaki i ja ruszymy do wioski Ukrytej w Wiśni. A teraz wynocha mi stąd!
Po wyjściu z budynku należącego do Hokage poszedłem z Naruto na ramen. Staruszek dał nam znowu zniżkę, Naruto był w końcu jego najczęstszym i najlepszym klientem. Nie dziwię się czemu klepał biedę, wszystko wydawał na ogromne porcje jedzenia w budce
-Jak się czujesz po rozstaniu?-spytał przerywając którąś tam dokładkę
-Zajebiście-nie skłamałem. Naprawdę dobrze się czułem. Teraz jedyną dziewczyną na której mi zależało i o którą chciałem walczyć była Sakura-Miło jest być wolnym
-Przynajmniej w domu nie będzie ci śmierdzieć-prychnąłem, ale Naruto miał rację. Yuuri wszędzie rozsiewała swój mdły zapach
-Sakura-san!-usłyszałam krzyki z podwórka-Sakura-san uważaj!
Podniosłam się szybko i wybiegłam na zewnątrz. Chwyciłam się za serce widząc niebezpiecznych ninja atakujących jedną Sakurę. Ona jednak nie przejmowała się ich większą ilością i szybko się z nimi rozprawiła. Dla niej wcale nie byli niebezpieczni, byli przeciętni. Nie darowała im życia, tym razem nie powinna. Podnieśli broń na Ayanasaki, była to mała blondynka z wielkimi zielonymi oczami, która pokładała całą swoją radość w Sakurze. Usłyszałam kroki obok mnie i poczułam dłoń na ramieniu
-Misako jestem pewna że sobie poradzi-powiedziała Rotari, była ona członkinią rady.-Dzisiaj są jej osiemnaste urodziny złóżmy jej należyte życzenia. Poza tym, czuję że niedługo odwiedzi nas sam Hokage
-Może masz rację ale-tu spojrzałam z czułością na wnuczkę-Ona wciąż jest roztrzęsiona po aktywacji najwyższego stopnia Misharin'a. Nie umie go jeszcze kontrolować i nie sądzę że ktokolwiek ją tego nauczy
-Spokojnie, nauczy się w swoim czasie-powiedziała wracając do środka-Wierzę w to, wierzę w nią
-A kto nie wierzy?-spytałam z uśmiechem wychodząc przed dom-Sakura! Sakura, chodź!
Dziewczyna się odwróciła i przetarła oczy. Rozczochrała włosy Ayanasaki i przyszła do mnie szybko. Weszła za mną do budynku i zaprowadziłam ją do kuchni. Usiadła przy stoliku i podałam jej herbaty
-Bolą cię oczy?-skinęła lekko-To przez to że jeszcze nie oswoiłaś się z Misharin'em. Połóż się
Położyłam na jej przymknięte oczy okład z ziół. Kazałam się jej odprężyć i mazią leczniczą jeździłam po jej twarzy
-Nie mogę ci pomóc inaczej niż usiłowaniem uśmierzania bólu-westchnęłam zataczając kręgi na jej twarzy-Myślę jednak że masz już pomysł, jak opanować tę moc
-Chcę spróbować zmienić ją w postać materialną-szepnęła-Istotę widoczną, kłębisko mocy skupioną w daną postać. Myślę że było by to jakieś zwierzę, bo skoro Kurama i Misharin "współpracowali" to dlaczego nie mogli by mieć podobnej postaci, prawda?
-To szalone-do kuchni wszedł Ikotti-Nie masz pewności czy w ogóle to się uda
-Ikotti tak będzie mi to łatwiej kontrolować-powiedziała-Jeżeli mi się uda, może będę w stanie odkryć coś istotnego dla naszego całego klanu
-Pomoże nam to?-usiadł obok niej i chwycił jej dłoń-A co będzie z tobą jeżeli ci to nie wyjdzie?
-To nam pomoże-nie odpowiedziała na drugie pytanie-Ale potrzebuję na to trochę czasu i spokojnego miejsca. No i oczywiście pozwolenia rady, oraz twojej pomocy Babciu
-Załatwię to wszystko. Jednak będziesz musiała mi jasno dać polecenia-ściągnęłam z jej oczu opatrunek, dzięki niemu jej oczy nie były przekrwione i zmęczone-Jak się czujesz?
-Lepiej, jednak nie jestem pewna czy przy uosobieniu Misharin'a nie będę potrzebowała Kuramy-usiadła i wstała-Idę na pole, za godzinę wrócę
Wyszłam z posiadłości. Przeszłam przez duży ogród i wkroczyłam na pole zboża. Obok niego rozciągał się duży las, do którego bałam się wchodzić. Przechadzałam się dotykając delikatnie źdźbeł pszenicy. Wiat delikatnie kładł je po sobie i rozwiewał moje włosy porywając je do tańca. Moje bose stopy kroczyły spokojnie wśród zboża. Słońce dopiero wstawało, nie było nawet południa. Skupiłam się i aktywowałam Misharin'a. Wyobraziłam go sobie jako bezkształtny dym z jaśniejącym światłem w centrum. Był bardzo realny, zbyt realny otworzyłam oczy, jednak było to zbyt nagłe przez co musiałam zasłonić lewe oko dłonią. Ledwo widoczny błękitny obłok z moich wyobrażeń tańczył mi przed oczami
-Ohayo-powiedziałam cicho-Chciałbyś istnieć?
Światełko tylko poruszyło się niespokojnie jakby chciało się przede mną bronić. Myślę że uosobieniem materialnym Misharin'a był by wilk. Jednak pozwolę mu samemu wybrać czym chciałby być. Podniosłam dłoń na wysokość iskierki i zbliżyłam do niej rękę. Zbliżyła się nieznacznie i jakby badała mnie
-Spokojnie-szeptałam-Pozwolę ci istnieć, tak jak będziesz chciał ale będę musiała cię oswoić. To będzie trudne ale uda nam się. Będziesz istnieć jako materialne zwierzę, a ja nadam ci imię
Obłok jakby cicho warknął, tak chicho że ledwo ja to usłyszałam. Naskoczył na moją dłoń niespokojnie i zaatakował ją. Syknęłam i puknęłam palcem w jasne światło po czym dezaktywowałam zdolność. Na dłoni miałam zadrapanie, zaśmiałam się
-Dzika bestia z ciebie.-powiedziałam cicho i zaczęłam wracać do posiadłości. Miałam świadomość że Misharin będzie teraz mieszkał we mnie, w mojej duszy bądź umyśle. Miałam świadomość że będzie on potężny ale wiem też że będzie on połączony ze mną. Tak jakby w symbiozie-Będziemy sobie pomagać, więc jeżeli będziesz mnie atakować, ja będę atakować ciebie albo to ty będziesz siebie sam atakować. Myślę że nazwę cię Azusa Więc będzie lepiej jeżeli będziesz współpracować!
Szłam powoli trzymając rękę na sercu. Czułam się dziwnie, tak lekko. Jakbym co najmniej schudła 10 kilogramów. Byłam pewna że się rumienie, chociaż sama nie wiem dlaczego. Po prostu czułam się dobrze. Przekroczyłam bramę ogrodu w której czekała na mnie Asaya. Była bardzo radosna, wyciągnęła do mnie dłoń
-Chodź-powiedziała a ja czułam się jak zahipnotyzowana.-Czas świętować
Podałam jej rękę i zostałam pociągnięta do środka domu. Na tarasie czekała na mnie Misako
-Chodź-Wyciągnęła do mnie ramię. Wciąż trzymając dłoń kuzynki ruszyłam idąc pod ramię z babią-Czas świętować
Wciąż oczarowana pięknie przystrojonym domem dałam się prowadzić. Przed drzwiami frontowymi stał Ikotti. Babcia i kuzynka puściły mnie przez co wpadłam w ramiona chłopaka
-Chodź-powiedział mi do ucha-Czas świętować
Skinęłam a on otworzył przede mną rozsuwane drzwi. Uśmiech samowolnie wkradł się na moje usta. Ikotti sprowadził mnie po schodkach i weszłam na pięknie przystrojony plac na którym zgromadził się cały klan. Śpiewali równo życzenia. Kiedy skończyli zaczęłam klaskać ze łzami wzruszenia w oczach. Przytulali mnie i składali życzenia. Później zaczęła się zabawa. Tańce i śpiewy trwały do późna
-Mamy dla ciebie prezent Sakura-san!-zawołała wesoła Asaya
-Hm? Dla mnie?-wskazałam na siebie palcem ze śmiechem-Nie trzeba było!
Nagle na placu pojawiła się rada Wioski ukrytej w Wiśni z nową bronią. Wręczyli mi ją
-Używaj jej z głową dziecko-wręczyli mi ogromniasty topór, który okazał się dużo lżejszy niż wyglądał. Skinęłam a do naszej posiadłości zawitały tłumy mieszkańców wioski
-Coś się stało?-spytałam ale oni trzymali w dłoni niezapalone świece-Hm?
-Przyszliśmy świętować z wami!-powiedział starszy mężczyzna-Przecież dzisiaj jest rocznica twoich urodzin oraz data wyginięcia klanu! Trzeba to uczcić!
-Wszystkiego najlepszego Sakura!-krzyknęli zaraz po skończeniu mowy staruszka po czym dookoła mnie ustawili świece-Rozpalisz?
-Ja chcę!-krzyknął Ikotti i już zabrał się za układanie pieczęci
-Czekaj młody-zaśmiałam się i kucnęłam. Dotknęłam serca i zamknęłam oczy-Współpracujmy Azusa, rozpalmy niebieski płomień
Otworzyłam oczy i dotknęłam palcem wskazującym koniec świeczki. Udało się, pojawił się błękitny płomień. Wstałam i machnęłam dłonią w okół siebie a reszta świec zapłonęła niebieskim światłem. Zaczęłam klaskać a reszta ze mną i zachwycać moją nową umiejętnością. Zebrali się na około świec i zaczęli śpiewać tutejsze, tradycyjne piosenki. Były wesołe więc zaczęłam się kręcić w okół własnej osi. Kiedy poczułam że kręci mi się w głowie płomienie zgasły a ja upadłam jak kłoda na ziemię. Głowa zaczęła mi pękać, ból był tak mocny że podkurczyłam nogi do brzucha i zasłoniłam uszy dłońmi. Krzyczałam i to głośno, a łzy bólu uderzały o brukowaną posadzkę. Ikotti i Asaya chcieli do mnie podejść ale nagle świece zapłonęły niebieskim ogniem, kiedy ktoś się zbliżył wzrastały do kolosalnych rozmiarów i syczały. Tworzyły barierę w okół mnie, uniemożliwiając nikomu wykonać jakiś ruch. Nagle znów zrobiły się małe, jednak między nimi albo to właśnie z nich wyrósł wilk. Nie był duży, młody szczeniak. Jego oczy były jasnym światłem, to było jego centrum. Syknęłam i otworzyłam oko. Podniosłam się na łokciu i z trudem obserwowałam jak wilk chodzi w polu mojego wzroku
-Azusa wracaj skąd przybyłeś-szepnęłam cicho a wilk syknął jak wcześniej płomień. Oparłam się na obu łokciach i niezdarnie wstałam. Zachwiałam się i ledwo utrzymałam pion. Zacisnęłam pięść, a drugą wyciągnęłam dłoń w stronę wilka-Wybacz mi Azusa
-Sakura!-usłyszałam krzyk z zewnątrz-Zniszcz to! Natychmiast!
-Nie!-spojrzałam już pewnie w oczy wilka-Azusa przestań!
Jednak on już warknął i zrobił się nagle większy. Czerpał pokłady z mojej czakry przez co czułam jak moje ciało płonie tak jak on. Aktywowałam Misharin, nie mogłam go zniszczyć. On już istniał, pozbycie się go byłoby jak zabicie zwierzęcia z okrucieństwem
-Jako dziedzic Misharin'a, twoja pani oraz dusza ci bratnia dzięki której istniejesz rozkazuję ci: Azusa wilku zrodzony z płomieni. Wróć skąd przybyłeś, opanuj się i bądź mi posłuszny!-krzyknęłam wykonując pieczęcie. Wilk krążył niespokojnie przez chwilę i stanął przede mną przygotowując się do skoku. Wiedziałam kiedy to nastąpi i kiedy miał już mnie pożreć krzyknęłam, darując sobie pieczęcie-Ja Sakura Haruno jako dziedziczka Misharin'a mocy, której jesteś wytworem i dzięki której istniejesz. Rozkazuję ci moje bóstwo: Opanuj się!!!!
Wilk usiadł i wrócił do rozmiarów niekształtnego obłoczka. Podleciał do mnie i jakby znów badał mnie
-Ohayo-powiedziałam z lekkim uśmiechem -Czyli jednak chciałbyś istnieć?
Azusa mruknął, tak jakby mnie przepraszał. Wiedziałam że po takim pokazie i dawce bólu jaki mi zapewnił, nie było mu łatwo mnie przeprosić
-Spokojnie Azusa-mówiłam coraz ciszej-Pozwolę ci istnieć, obiecuję, będziesz istnieć tak jak będziesz chciał ale będę musiała cię oswoić. To będzie trudne ale uda nam się Azusa. Tylko mi pomóż...
Delikatnie dotknęłam jego centrum a on wchłonął się we mnie. Płomienie zniknęły, a siła którą pochłonął Azusa wróciła do mnie w niewielkim stopniu. Byłam wyczerpana, zachwiałam się i nogi się pode mną ugięły. Poleciałam na bok jednak nie upadłam. Znalazłam się w ramionach Inoritoriego, był w moim wieku. To znaczy tak jakby. Jego dusza wróciła tu kiedy miał 18 lat, więc czysto teoretycznie ma już 36 lat ale to nie ważne. W okół mnie nagle znaleźli się wszyscy. Widziałam ich zmartwione twarze
-Przepraszam że sprawiłam wam zmartwień i strachu-uśmiechnęłam się a chłopak podniósł mnie do pionu-Myślę, że jest już odpowiednia pora żeby iść odpocząć. Wybaczcie, jestem wyczerpana. Dziękuje wszystkim za przybycie!
-Wszystko w porządku Sakura-san?-spytała Asaya chwytając mój łokieć
-Jak najbardziej, muszę tylko trochę wypocząć-zapewniłam i dałam się prowadzić do domu
Brunet pomógł mi jeszcze wejść po schodach i już chciałam odejść do siebie, kiedy usłyszałam głos Misako
-Sakura, musimy porozmawiać-powiedziała i ruszyła przodem do salonu. Razem z Ikottim poszliśmy za nią. Kiedy weszliśmy zobaczyliśmy całą starszyznę i osoby należące do rady-Ikotti idź do siebie. Ty nie możesz tu teraz być, jesteś za młody
-Jestem ten sam rocznik co Sakura!-uniósł się nagłym gniewem-To nie sprawiedliwe!
-W porządku Ikotti-dotknęłam jego ramienia-Nie będzie tu zbyt przyjemnie, lepiej żebyś tego nie słyszał. Idź odpocząć to był długi dzień
On westchnął i odszedł a ja zajęłam jedyne wolne miejsce. Usiadłam na kolanach i przejechałam po wszystkich wzrokiem. Starszyzna milczała, byli źli a ja byłam zmęczona i rozdrażniona
-Sakura jesteś najważniejszym elementem klanu Haruno-zaczęła kobieta o siwych włosach w sile wieku-Nie możesz sobie pozwolić aby coś cię osłabiało
-Proszę się o to nie martwić-mruknęłam-Poradzę sobie
-Sakura zrozum to, mamy co do ciebie duże plany a ty swoimi pomysłami zabijasz się-rozzłościła się Misako-Nie możemy ci na to bezkarnie pozwalać!
-To co mi zrobicie? Wygnacie z wioski?!-wstałam gwałtownie ale usiadłam po chwili wzburzenia-Przepraszam. Jednak nie sądzę że robię coś złego
-Sakura dlaczego tego nie zniszczyłaś?!-babcia naprawdę była zła-To przecież mogło zrobić ci krzywdę, albo nam wszystkim! Dlaczego tego nie zabiłaś!
-To jest tak jak z wami-zaczęłam bardzo spokojnie-Mimo że mieliście umrzeć nie potrafiłam tego zrobić. Łączyła nas zbyt głęboka więź abym was zabiła. Azusa jest poi prostu przestraszony~
-Nazwałaś tego demona?!-przerwała mi babcia a ja już byłam na granicy cierpliwości-Czyś ty zwariowała?!
-To nie jest demon!-uderzyłam pięściami w stół i wstałam-Ja sprawiłam że to istnieje, stworzyłam z nim więź! Nazwałam go! Dałam mu szansę! Nie potrafię go zniszczyć! To byłoby sprzeczne z moją naturą! Jeżeli tak bardzo ci przeszkadza jego obecność, zabij mnie!
-Sakura opanuj się!-mierzyłyśmy się wzrokiem-Zniszcz to! Nie będzie z tego pożytku!
-Wolę żebyś mnie zabiła-powiedziałam poważnie z zaciętą miną-Azusa i ja to jedno, nazwij mnie potworem i zabij mnie. Bo ja pozwalam mu istnieć!
-Pomyśl o innych Sakura-sama-powiedział mężczyzna z bródką, wyglądał z nią trochę jak tata Shikamaru-Masz pewność że to cię nie zabije?
-Jeżeli to oswoję to będę miała nad tym pełną kontrolę-zapewniłam-Jeżeli to mi wyjdzie mam pewien pomysł
-A jeżeli nie wyjdzie?
-Zginę.-podniosłam na nich oczy-A jeżeli mi się uda będę w stanie obudzić Misharin'a w nas wszystkich. Dawkę nie za dużą, nie sprawiającą problemów dzięki której będziemy mogli się bronić. Nie robię tego dla własnego kaprysu, robię to dla wioski. Misako i ja nie będziemy mogły wiecznie bronić wioski, a kolejnego dziedzica jakoś ni widu ni słychu
-Ile ci to zajmie?-usiadła Misako-Będziesz potrzebowała pomocy?
-Dajcie mi dwa dni i chwilę na zregenerowanie sił-ruszyłam do wyjścia jednak przy drzwiach się zatrzymałam-Ikotti jest na tyle dorosły, że powinien wiedzieć o wszystkim. Jednak nikt nie może mu wspominać że mogę zginąć przez moją głupotę. Rozumiemu się?
-Hai
-Dobranoc
Zamknęłam za sobą drzwi i od razu zacisnęłam zęby. Czułam jak moja dusza płonie
-Najwidoczniej ty też jesteś niespokojny Azusa-szepnęłam ruszając do siebie-Proszę, spróbuj się opanować. Ja cierpię...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz