-Jest już w porządku-usiłowałam go zbyć uśmiechem-Łykam rano i wieczorem, tak jak kazałeś
-W takim razie...Jak mam na drugie imię?-spytał nagle
-Nie masz drugiego imienia, ciołku-mruknęłam pakując broń i zapasy żywności do plecaka
-Mimo, że jeż jest z tobą okej to nie jestem pewny czy możemy cię puścić-położył się na plecach na moim łóżku-Po za tym sama nie wiesz gdzie idziesz, prawda? Czego ty właściwie szukasz Sakura?
-Czegokolwiek Sasori-westchnęłam przypinając kaburę na plecy-Po za tym będę miała przewodnika
-Niby kogo?-podniósł samą głowę i spytał z jakby irytacją
-Misako Haruno
-Twoją zmarłą babcie?-zakpił
-Dokładnie
-I właśnie dlatego nie chcę cię nigdzie puszczać-wstał-Sakura ona nie żyję!
Puściłam mu oczko i wyszłam z pokoju, wyszłam stamtąd. Wszyscy byli na jakichś misjach, co prawda obiecałam, że wyruszę kiedy wrócą, ale ja nie mogłam dłużej czekać. Za długo pozwalałam aby czas przesypywał mi się przez ręce niczym piasek. Poczółam dłoń na moim ramieniu, spięłam się momentalnie. Nie spodziewałem się go tu
-Eh i co ja z tobą mam-westchnął odwracając mnie do siebie przodem-Miałaś czekać
-Miałeś być na misji-mruknęłam patrząc w jego onyksowe oczy-Itachi ja tu już nie wrócę
Spuściłam głowę w dół, nie byłam w stanie łamać mu serca. Przecież ocalił mi życie niezliczoną ilość razy. A ja mu mówię od tak że go zostawiam. Ale nie chciałam tu być, czułam się tak źle
-Chcę wrócić do domu-zacisnęłam pięści-Wiem, że to tu przyjęliście mnie jak rodzinę ale to chyba nie jest mój dom Itachi
-To gdzie w takim razie jest?
Westchnęłam głęboko i głośno. Załamałam ręce i spojrzałam na Itachiego błagalnie z nutką zażenowania
-Nie wiem! Ale chcę go znaleźć, może moim domem będzie wioska rodziny Haruno, może to będzie Konoha? Na prawdę nie wiem Itachi, ale zrobię wszystko żeby znaleźć mój dom
-Sakura-powiedział a ciszę zakłócił świst rześkiego wiatru. Płatki wiśni przeleciały nam przed nosami, zrobiły koło wokół mnie i poleciały na zachód-Spotkamy się i wtedy powiesz mi gdzie jest twój dom. Pamiętaj że nie możesz używać często Misharin'a
Skinęłam głową i pocałowałam go w policzek. Później używając techniki Konan rozpadłam się na płatki wiśni i pogoniłam za tamtymi. Co prawda znalazłam się zaledwie paręnaście kilometrów od Itachiego ale na więcej nie mogłam sobie pozwolić, ta technika nie była specjalnością mojego klanu. W sumie nie znałam technik mojego klanu. Zbyt szybko zużywała moja czakrę, ruszyłam w długą podróż za grupką co chwila znikających płatków wiśni. Czułam się jak Alicja biegająca za białym królikiem.
-A więc to ona jest dziedziczką Misharina...-powiedziałam patrząc na panoramę Konohy-Po raz pierwszy od dwóch pokoleń był ktoś na tyle silny, żeby go użyć. Jednak nie wiem czy mam powód do uciechy, w końcu to jednak Sakura go uaktywniła
-Co to jest ten Misharin?! I co to coś zrobiło z jej oczami dattebayo!?-odwróciłam się gwałtownie i uderzyłam dłonią w biurko. Uzumaki w końcu zamilkł
-Tsunade-sama z całym szacunkiem ale Naruto ma rację-powiedział Uchiha
-Silne klany mają unikatowe zdolności. Hyuga ma Byakugana, a Uchiha Sharingana-zaczęłam opowieść siadając na biurku i zakładając nogę jedna na drugą-Klan Haruno wcale nie jest z Konohy, nie powinno go tu być. Jednak po masakrze w ich klanie byliśmy zobowiązani przyjąć ich do ojczystej ziemi
-Jak to:"ojczystej"?-blondyn był zdziwiony i zmieszany
-Kiedyś kraj Ognia należał do klanu Haruno. Dziadek pierwszego Hokage chciał władzy. Wykorzystał przywódczynię, później ją zabił, a resztę klanu wypędził stąd-przejechałam ręką po włosach-Babcia Sakury jeszcze się w tedy się nie urodziła, jej matka była w ciąży. Założyli nowe państwo, a na przywódcę posadzili mamę Misako Haruno, a później ją samą. To właśnie ona obudziła w sobie Misharina i to dzięki niej wrócili do Konohy. Wierzono, że Misharin to najgorszy pod względem życiowych, wrodzona umiejętność. Wszyscy którzy go obudzili są niczym tykające bomby. Masakra w klanie Haruno, nikt nie wie co się tam dokładnie stało, było to mniej więcej w czasie ataku Kyuubiego na Konohe
-Co się tam stało?-spytał zimno Uchiha. W jego klanie też była masakra i zrobił to jego brat
-Prawdopodobnie uważa się, że Kurama przymusowo obudził Misharina w Sakurze-Naruto zacisnął szczękę-Sakura...to właśnie ona wybiła cały swój klan-chłopaków najwyraźniej zaskoczyłam, nie mogli uwierzyć w moje słowa-Wszyscy co widzieli mówili, że Sakura nagle zapłonęła niebieskim światłem, wyglądała jak pięcioletnie dziecko. Unosiła się nad ziemią w białej sukience, a jej niesamowicie długie włosy, sięgające na oko kostek latały, nie działała na nią grawitacja. Podobno otworzyła oczy i był tam już od razu drugi stopień Misharina, później w paru sekundach był już ostatni. Podobno było to niesamowicie piękne, jej oczy były niebieskie, a w nich zamiast pojedynczych płatków, był cały kwiat wiśni
-A w jej oczach było widać galaktykę-szepnął Sasuke, ale wszyscy obecni go słyszeli
-Wtedy powietrze przeciął ryk Kuramy, a w głównej posiadłości Haruno krzyk pięcioletniego dziecka-mówiłam patrząc w podłogę
-Przeżyło pięć osób-zaczął Kakashi-Jej rodzice, Misako, jej ciotka w ciąży i przypadkowa osoba, pisarz. Poeta, napisał później wiersz o tym co się działo
Westchnęłam i machnęłam na Shizune ręką. Ona wyszła i poszła do jednego z najbardziej strzeżonych pomieszczeń w budynku
-Ludzie znienawidzili by Sakurę za to co się tu działo. Pomagała nieświadomie Kyuubiemi, to się liczy jako zdrada wioski-westchnęłam-Jesteście teraz objęci tajemnicą państwową
-A Sakura o tym wie?-spytała niebieskooka blondynka-Czy wie że zabiła swoją rodzinę?
-Nie-powiedziałam twardo-Musicie ją znaleźć i przeszkodzić w jej najważniejszej misji!
To brzmiało niedorzecznie. Przeszkodzić Sakurze w jej najważniejszej misji. Shizune wróciła ze zwojem, który był zadbany. Tsunade przełknęła ślinę i rozwinęła go
I paromiesięczne dziecko o różowych włosach przestało płakać
Jej idealne zielone oczy stały się nagle inne, jakby stała się dzikim kotem
Ucichło tak naglę jak nagle zaczął się atak Kuramy na wioskę
Wszyscy teraz bardziej bali się tego co się stanie
Wszyscy z tego klanu czuli się dziwnie
Już nie bali się Kyubiego
Bali się dziecka
Grobową ciszę zmącił jednak krzyk kobiety trzymającej dziecko
Upuściła je
Jednak na podłogę nie upadł niemowlak
Na dwóch nogach wylądowała piękna pięcioletnia dziewczynka
Zamknęła oczy i to był znak ich końca
Zaczęła emanować niebieskim światłem
Owe światło uniosło w górę jej włosy a później ją
Biała sukienka tańczyła wraz z jej długimi różowymi włosami
Z wioski dało się słyszeć ryk dziwięcioogoniastej bestii
W tym samym momencie dziecko otworzyło oczy
W jej niebieskich oczach był cały biały kwiat wiśni
W jej oczach było widać galaktykę
Tak piękny nieboskłon usiany gwiazdami jak posypką
A z jej młodego gardła wydobył się krzyk bólu
Nagle wszystkich oślepiło tak niebieskie światło
I tak jasne że odbierało wzrok
A krzyk był tak głośny że ogłuszał
Wiedzieli że umierają
Cieszyli się że odchodzą widząc coś tak pięknego
Kiedy światło zniknęło razem z krzykiem
To wszystko odeszło wraz z całym klanem
Z nieba w ich dzielnicy spadł deszcz
Z nieba leciały płatki kwiatu wiśni
I paromiesięczne dziecko o różowych włosach znów zaczęło płakać
Patrzyłem zbity z tropu w Hokage, nic już nie rozumiałem. Otworzyłem oczy i znalazłem się przed klatką Kyubiego
-Coś ty zrobił Sakurze?!
-Wyzwoliłem jej prawdziwą moc-odpowiedział z tym jego wiecznym uśmiechem-Uznałem ją za silną, nie zabiłem jej
-Pozwoliłeś jej wybić całą rodzinę!-krzyknąłem wściekły
-Nie całą...
-A co się stanie jeżeli nie zatrzymamy Sakury?-spytała nieśmiało Hinata podnosząc rękę w górę
-Możliwa powtórka z programu-powiedziała twardo Tsunade, ale ja miałem inne zdanie
Wstałem patrząc w podłogę, pięści miałem mocno zaciśnięte i zaciskałem zęby by nie zacząć krzyczeć. Podniosłem wzrok na blondynkę
-Jak długo masz zamiar kłamać Tsunade-sama?-spojrzałem na prawo. Sasuke tak jak ja stał i tak jak ja był wściekły. W końcu jako jedyni mogliśmy wiedzieć coś o cierpieniu jaki przeżyje Sakura-Jak długa masz zamiar być głupia?!
-Nie zatrzymamy jej za nic na świecie dattebayo!-wskazałem na naszą dwójkę-I dopilnujemy żeby nikt tego nie zrobił!
-Dlaczego to wy chcecie być głupi?-spytała wstając-Chcecie żeby znowu wyzwoliła się w niej prawdziwa moc Misharina? Chcecie żeby cierpiała?!
-Chcesz żeby całe życie żyła w kłamstwie?!-krzyknąłem-Ja...Sasuke...Doskonale znamy jej ból. Kurama zabrał mi rodziców, mieli mnie za potwora przez całe życie!
-Straciłem cały klan! Wytykany przez masakrę dokonaną przez własnego brata!-warknął Sasuke
-Jeżeli chcesz ją chronić, to czemu nie chroniłaś nas?!
-Sakura nad tym panuje!-uderzył w jej biurko pięścią czarnowłosy-Nie uchronisz jej okłamując jej całe życie. A kiedy nawet straci kontrolę, to my ją uratujemy! Bo my rozumiemy jej cierpienie!
Zatrzymałam się w wiosce w Kraju Ziemi. To podobno gdzieś tutaj znajdę Ikottiego, wiem jedynie że jest w moim wieku. Weszłam do jednego z barów. Usiadłam przy samym barze, który obsługiwał gruby, spocony facet z siwym wąsem i łysiną na głowie
-Szukam kogoś-zaczęłam spokojnym głosem-Słyszał pan o Haruno?
-Jak każdy tutaj ślicznotko-odwrócił się do mnie i oparł ramieniem o blat-Przychodzi tu codziennie, będzie za jakieś 10 minut. Poczekasz?
-Na zewnątrz-wstałam i już miała odejść, ale rzuciłam przez rękę-Dzięki
Równo dziesięć minut później na horyzoncie zjawiło się dwóch chłopaków, byli w moim wieku lub starsi. Wyższy miał ciemne włosy i brązowe oczy, był umięśniony. Drugi z nich miał podobny typ czakry co ja, czułam to już z takiej odległości. Miał rudawe włosy i intensywnie zielone oczy. Identyczne do moich, ale ubrany był jak zwykły chłopak. Opierałam się plecami z rękami założonymi na piersiach, patrzyłam na nich. Jeden z nich to na pewno Ikotti. Zbliżyli się a ja wyszłam im na przeciw. Zagrodziłam im drogę
-Co jest?!-krzyknął kiedy nie pozwoliłąm mu przejść
Zawiał mocny wiatr i płatki drzewa wiśniowego towarzyszące mi wleciały między nas, jeden z nich został mu na głowie. Podeszłam i ściągnęłam go, jego oczy zabłyszczały. Tak to na pewno był on
-Ikotti Haruno?-spytałam odsuwając się
-Kim jesteś?-odparł ostrożnie
-Nazywam się Sakura Haruno i jestem twoją kuzynką-powiedziałam, a chłopak wyglądał jakby miał zemdleć. Jednak on wybuchł śmiechem jakbym powiedziała jakiś dobry żart
-Pacanie ma strój z częściami klanu Haruno-mruknął jego przyjaciel
-Hm?-przyjrzał mi się dokładnie-Rzeczywiście
Jego przyjaciel parsknął śmiechem i uderzył się otwartą dłonią w czoło. Nie wiedziałam co teraz, naprawdę nie przemyślałam tej całej wyprawy. Poszłam totalnie na żywioł
-Ikotti-chłopak spojrzał na mnie-Musimy porozmawiać, ale nie tu
-W takim razie zapraszam cię do mojego mieszkania!-chwycił mnie po ramię i zaczął ciągnąc w sobie znaną stronę-To na razie Hiko!
Tamten jedynie machnął do niego ręką. Po tym jak mój kuzyn przeciągnął mnie przez całe miasto do swojego mieszkanka w którym panował idealny porządek. Podał mi herbaty i ugościł mnie w salonie
-Nie wiem od czego zacząć, jest tyle spraw o których muszę z tobą porozmawiać-westchnęłam gestykulując-Masz do mnie jakiś pytania, bo może tak będzie prościej?
-Skąd jesteś?-spytał patrząc na mnie zabawnie nie spodziewałam się że tak łatwo uwierzy w moje słowa
-Z Konohy-skinęłam sobie z uśmiechem-Urodziłam się tam i wychowałam
-Teraz twoje pytanie
-Czy ktoś jest jeszcze z naszego klanu, no wiesz czy masz jakąś rodzinę tutaj?
-Nie, moja mama umarła kiedy miałem trzy lata od tej pory jestem sam. A ty?-posmutniał
Kucnęłam przed nim i chwyciłam jego dłoń, uśmiechnęłam się smutno
-Hej, młody. Nie jesteś sam, teraz masz mnie-pociągnęłam go w dół i przytuliłam mocno do siebie-Nie pozwolę żebyś był sam Ikotti, wiem co to znaczy. Moi rodzice umarli dwa lata temu, kiedy nie było mnie w wiosce. Nie mogłam im pomóc
Chłopak odwzajemnił mój uścisk i wtulił czoło w moje zagłębienie szyjne. Ikotti pachniał jak świeżo skoszona trawa i jak lato. Mogłabym wąchać go całymi dniami
-Ikotti widzisz jestem tu nie bez powodu-skinął mi myślę że Ikotti był całkiem sprytnym chłopakiem-Przez dwadzieścia jeden dni byłam w śpiączce, zraz przed obudzeniem widziałam się z naszą babcią. To ona mnie tu zaprowadziła, wiem to może brzmieć normalnie ale ale ona nie żyję
-Mi też się przyśniła, powiedziała że przyjdziesz po mnie i razem uratujemy nasz klan-spojrzał mi w oczy-Uratujemy go?
Czy chciałam uratować mój klan? Miałam tu przyjść żeby dowiedzieć się kim jestem, a klan i tak zanika. Później chciałam wrócić do Konoszy do Naruto i Sasuke, przecież nie mogą czekać w nieskończoność. Z drugiej strony jestem zobowiązana do odbudowania klanu i zajęcia się Ikottim, on mnie potrzebował
-Ikotti ja...przyszłam tu żeby dowiedzieć się kim tak na prawdę jestem-spojrzałam na niego przepraszająco-Podczas mojej śpiączki czekało na mnie dużo osób, nagle zniknęłam w dzień przebudzenia. Nie jestem pewna czy powinnam też tak długo kazać im czekać. Jednak nie jestem też pewna czy powinnam odmawiać jedynej rodzinie jaką mam-uśmiechnęłam się do rudowłosego-Więc przyjaciele muszą poczekać jeszczę trochę
-Sakura jesteś najlepsza!-rzucił mi się na szyję z taką siłą że przewróciłam sie na kanapę a on na mnie. Roześmialiśmy się głośno-To kiedy wyruszamy i gdzie?
-Do rodzinnego miasta Klanu Haruno i to jutro o brzasku wychodzimy z wioski-oplotłam go nogami na plecach i zaczęłam łaskotać-Pójdziemy za południowy-zachód i będziemy szli tak długo, aż nie dojdziemy do Kraju Ptaków
-Czemu akurat tam?-spytał kiedy go puściłam, był cały czerwony ze śmiechu
-Moja znajoma opowiadała mi o nim, podobno jest on pełen drzew wiśniowych, więc pewnei w centrum będzie nasza wioska
-I to tam spotkamy się z Misako?-skinęłam-Ile będziemy szli?
-To zależy od ciebie, dostosuję się do twojego poziomu umiejętności-wzruszyłam ramionami-Nie musisz sie bać że ze mną zginiesz, jestem dobrym medic-ninja
-Całe szczęście-odetchnął z ulgą łapiąc się za serce
Następnego dnia już przed świtem słońca skakaliśmy po drzewach w dość szybkim tępię. Mieliśmy za sobą dopiero parę godzin i żadne z nas nie potrzebowało przerwy. Dopiero pod wieczór zrobiliśmy postój aby uzupełnić zapasy żywności oraz wody. Zatrzymaliśmy się na otwartej polanie tuż przy jeziorze. Siedziałam po turecku zajadając się kanapkami
-Mogę ci coś pokazać?-spytał rudy wstawiając-To będzie magiczne, wstawaj
Podniósł mnie z ziemi i ściągnął katanę z mojego pasa. Odłożył ją koło plecaka i kopnął w trawę koło nas. Z niej wyleciało stadko świetlików, uśmiechnęłam się. Chłopak wystawił w moją stronę dłoń
-Gotowa?-ostrożnie podałam mu ją-No to jedziemy!
Pociągnął mnie i biegliśmy przez polanę, za nami stada świetlików wzbierało się do lotu. Puścił moją dłoń i rozbiegliśmy się na dwie strony. Oboje się głośno śmialiśmy. Wybiłam się w górę i uderzyłam pięścią w ziemie. Wszystkie świetliki które nie latały nagle poderwały się do lotu. Ikotti roześmiał się głośno i objął mne ramieniem za karkiem
-Zobacz-wskazał na niebo do którego zmierzały świetliki-Niesamowite, nie?
-Nawet bardzo-mruknęłam obejmując go ręką w pasie-Cieszę się że cię znalazłam Ikotti
-Cieszę się że po mnie przyszłaś Sakura-pokazał mi kciuk w górę-Uratowałaś mnie
Poczohrałam jego włosy i wróciłam po katanę
-Bierzesz pierwszą wartę-zaśmiałam się złośliwie wchodząc do śpiwora
-No wiesz ty co-mrugnął siadając po drugiej stronie ogniska
-Musimy się jak najszybciej dostać do naszego domu Ikotti-szepnęłam-Chcę w końcu znać prawdę
-Ja też Sakura-słyszałam jak kładzie się-Ale co później? Znowu się rozstaniemy na siedemnaście lat?
-Nie Ikotti-odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się lekko-Wrócisz ze mną do Konohy, albo zamieszkamy w Sunie, albo zostaniemy w Kraju ptaków. Zaopiekuje się tobą, nie pozwolę żebyś był już sam
-Sakura-szepnął ledwo a z jego zielonych oczu popłynęły łzy-Tak się cieszę że jesteśmy razem

Ikotti Haruno

Strój Sakury
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz