No więc kochani! To jest już ostatni rozdział, czuję że coś za krótko prowadziłam tą serię i wiem że powinna ona mieć z przynajmniej 15 rozdziałów oraz epilog. Nie wiem co bym napisała jednak w kolejnych pięciu rozdziałach. Jeżeli coś wpadnie mi do głowy, co będę potrafiła rozwinąć to zobaczycie rozdział 11, a później kolejne. Jeżeli jednak nie to czas się pożegnać z tą serią i od nowego roku zacząć nową! Tak dobrze przeczytaliście. Po epilogu nie byłoby kolejnej serii w roku 2015. Byłoby to dla mnie bez sensu szczególnie że możecie się spodziewać Świątecznej Jednopartówki nad którą mogłabym dłużej popracować. Tak więć do zobaczenia w Epilogu lub Rozdziale 11
~Hoshi
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podróżowaliśmy za Sakurą dużą grupą i co chwila rozdzielaliśmy się na mniejsze jednostki aby sprawdzić większy teren. Nikt nie umiał jej znaleźć, po prostu jakby zniknęła z powierzchni ziemi. Kiedy byliśmy prawie pewni że wpadliśmy na jej trop i śledziliśmy go przez dwa dni nagle się urwał na dużej polanie. Postanowiliśmy rozejrzeć się na niej dużo dokładniej, były tam spalone gałęzie. Wyglądało to na ognisko zapalane kilka dni temu
-Akamaru czujesz ją?-spytał blondyn a pies zaczął węszyć
Trwało to chwilę, a chyba każdy czekał w napięciu. Akamaru w końcu zaszczekał głośno. Kiba zjawił się koło niego i spojrzał w kierunku z którego pies wyczuwał trop
-Idziemy!-krzyknął po chwili i ruszyliśmy za białym psem
Akamaru po dłuższym biegu przez las zdawał się nie być pewny swojego tropu i zwolnił. Aż w końcu zatrzymaliśmy się w miejscu. Zawiał lekki wiatr, coś zapachniało mi bardzo znajomo, może i zbyt znajomo. Zaciągnąłem się zapachem trochę mocniej i odwróciłem się w stronę w którą nikt nie patrzył. Zaparło mi dech w piersi, za wąską rzeką, a właściwie strumykiem przez który prowadził mały most z barierką po jednej stronie. Trawa pod drugiej stronie była bardziej zielona, wszędzie były drzewa wiśni już przekwitające
-O matko-mruknąłem, to właśnie tak pachniała Sakura-Tam to jej na pewno nie znajdziemy
-Hm? O co ci chodzi Sasu...-Naruto się odwrócił i zamarł tak jak ja, zaciągnął się powietrzem i jęknął-Kurde no! Nie mamy wyboru! Idziemy!
Przez chwilę zdawało mi się że mignęły mi różowe włosy zza drzewa
-Hm...-zamyśliła się staruszka o niebieskich oczach-Rezydencja Haruno mówicie?
Ikotti i ja skinęliśmy głową a starsza pani uśmiechnęła się delikatnie
-Może nam pani pomóc?-spytałam-Naprawdę potrzebujemy tej informacji
-A mogłabym wiedzieć, kochanie kim jesteście?-wskazała na moje włosy, oraz nasze zielone oczy-Wyglądacie jak wyciągnięci z legend o tym klanie
-Nazywam się Sakura Haruno-powiedziałam a kobieta jakby wystraszyła się tego-To jest mój kuzyn Ikotti, jesteśmy ostatni z klanu Haruno. Czy teraz pomoże nam pani?
-To cudownie!-krzyknęła nagle i poderwała się z krzesła jak oparzona-Mori, Kori!
Z sąsiedniego pokoju wyszli jej wnukowie, chłopaki byli na oko w naszym wieku. Być może mieli po 18 lat, jednak nie byli identycznie. Różnił ich kolor włosów jak i oczu
-Co się stało babciu?-mruknął lekceważąco Mori
-Oni są z klanu Haruno!-pochwaliła się nami, a ja z niezręcznym uśmiechem machnęłam do nich dłonią-Przyszli odkupić swoje winy!
-Chwila...jakie winy?!-wstałam nagle poruszona przypływem złości-My nic nie zrobiliśmy, shannaro!
-Sakura spokojnie-chwycił mnie za łokieć Ikotti i posadził znowu na krześle-Powie nam pani gdzie jest dzielnica naszego klanu?
-Och oczywiście!-zaśmiała się-Musicie iść jeszcze trochę na wschód zgodnie ze ścieżką od głównego placu. Jeżeli będziecie nią podążać zobaczycie wasz dom
Serce mi szybciej zabiło, wstałam gwałtownie i chwyciłam Ikottiego za nadgarstek. Ukłoniłam się nisko
-Dziękujemy!-krzyknęłam wyskakując z chłopakiem przez okno
-Prr szalona!-zaśmiał się kiedy biegliśmy już po ścieżce-Nacieszmy się tym
Cała drżałam z poddenerwowania i ekscytacji, chwyciłam Ikottiego za dłoń i mocno ją ścisnęłam
-Ajć Saku to boli!-jęknął a ja puściłam jego dłoń
-Przepraszam, tak się cieszę-w kącikach moich oczu zebrały się łzy, nie wiedział jednak czy to odpowiedni moment żeby płakać
Ikotti uśmiechnął i się i zatrzymał w miejscu. Prze chwilę mogłam się przyglądać jego przystojnej twarzy, która zamarła w zachwycie. Chłopak spojrzał w moje oczy i chwycił mój podbródek, odwrócił głowę w stronę w którą się wpatrywał. Zaparło mi dech w piersiach, rezydencja a właściwie jej brama była jak nowa. Podeszliśmy bliżej a nasz wzrok objął dwa szeregi pięknych domów z drewna. Pomiędzy nimi był duży i przestronny plac z fontanną, za nią był największy budynek. Najważniejsza rezydencja klanu Haruno, należąca do przywódcy. Chwyciłam drżącą dłonią Ikottiego, tym razem lekko dodając sobie otuchy ścisnęłam jego dłoń
-Chodźmy do domu Ikotti-powiedziałam z uśmiechem mrużąc oczy-Najwyższa pora dowiedzieć się kim jesteśmy i uratować nasz klan
Rozglądaliśmy się bardzo uważnie po całym placu, wszystko wyglądało jak nowe. Tak jakby członkowie klanu wciąż tu mieszkali. I nagle stało się coś niesamowitego. Zawiał mocny wiat, przez który kwiaty wiśni upadły do fontanny, zaśmiałam się i spojrzałam na Ikottiego. Miał inny strój, zamiast zwykłych ciuchów był ubrany w bladoniebieskie kimono z granatowym pasem, a na plecach miał duży znak naszego klanu. Spojrzałam na moje ciuchy, miałam na sobie również bladoróżowe kimono z mocniejszym kolorem na pasie i zakładałam że na plecach widnieje duże białe koło. Podeszliśmy do fontanny i nachyliłam się nad nią. Moje włosy były upięte w koka z wypuszczonymi pasmami z przodu. Usłyszałam gwar ludzi za nami więc wyprostowałam się. Ujrzeliśmy z Ikottim mnóstwo przeźroczystych ludzi, wyglądali jak duchy. Zajmowali się swoimi codziennymi sprawami ale mimo to witali się z nami miło. Pod naszymi nogami przebiegła dwójka dzieci. Zrobiło mi się smutno gdy pomyślałam że mogłabym być to ja i Ikotti bawiący się jako dzieciaki w rodzinnej wiosce. Chłopak pociągnął mnie lekko do głównego budynku, teraz zauważyłam że jako jedyni mieliśmy bose stopy. Weszliśmy tam po schodkach i Ikotti zapukał
-Wejdźcie!-usłyszałam ze środka znajomy głos i razem przesunęliśmy drzwi. Dom był ogromy jednak od razu po wejściu zobaczyliśmy otwarte drzwi na taras na którym siedziała Misako-Ah to wy! Chodźcie, chodźcie!
Zachęciła nas ruchem ręki a ja wciąż oczarowana je urodą poszłam do niej ze łzami w oczach. Od razu po wejściu na taras rzuciłam się w jej ramiona, Misako była jak najbardziej materialna. Mogłam ją zobaczy, powąchać i dotknąć. Pachniała tak jak ja, ale ładniej, wyraźny zapach wiśni unosił się w okół niej jak i w powietrzu. Kobieta zaczęła gładzić moje włosy a Ikotti wtulił się w jej drugie ramię
-Opowiem wam naszą historię-powiedziała spokojnie-zaczynając od narodzin różowo włosego dziecka. Była w tedy śliczna wiosna, chyba najpiękniejsza jaką kiedykolwiek widziałam. Moja córka spodziewała się dziecka, które otrzymało błogosławieństwo od Boga. Różowe włosy oraz śliczne, iskrzące zielone oczy. Druga z moich córek była już w ciąży i spodziewała się chłopca pod koniec roku. Jednak kiedy paromiesięczna dziewczynka dorastała w miłości, zdarzył się atak Kuramy na Konohę. Wszyscy z klanu znajdowali się w jednym pomieszczeniu, a jednak i tak byli blisko zagłady. Kurama wyzwolił moją moc, nad którą ledwo panowałam. Jednak dziecko o różowych włosach było zbyt słabe żeby opanować tak silną moc. A Kurama wyzwolił ją całą, z pierwszego stopnia Misharin'a w chwilę był już ostatni. Po raz pierwszy widziałam kogoś z taką siłą, niemowlę zmieniło się w pięcioletnie dziecko już z długimi włosami. Misharin podnosił ją całą, kiedy Kurama atakował, atakował i Misharin. A z tego że Kurama otrzymywał obrażeń to dziecko cierpiało i to bardzo. Krzyk dziecka i światło które błysło z całego jej ciała zniszczyła cały obszar rezydencji w Konszy. Przeżyło tylko parę osób, matka i ojciec niemowlęcia, jej ciotka w ciąży, narzeczony jej dalekiej kuzynki oraz ja. Misharin zaczął wyniszczać ciało dziecka. Ledwo zapieczętowałam blokadę a i dziecko by zginęło. Poświęciłam siebie, jednak od urodzenia dziecka wiedziałam że będzie silne. Tak właśnie skończyła się masakra klanu Haruno
-Czy...czy tym dzieckiem, które wszystkich zamordowało...byłam ja?-spytałam a żołądek zawinął mi się w supeł na samą myśl, że to przeze mnie zniknął mój klan
-Tak Sakura-szepnęła a łzy zaczęły mi płynąć coraz mocniej-Jednak nie zabiłaś klanu, mimo wszystko łączyła cię z nim silna więź, której nie mogłaś zniszczyć. Po prostu uśmierciłaś ich ciała, dusze przywędrowały z powrotem tutaj wcześniej zostawiając w twoim sercu odwagę i nadzieję
-Co mogę zrobić, żeby przywrócić im życie?-spytałam poważnie, otarłam łzy i wstałam-Jestem w stanie poświęcić wszystko co mam
-Nawet siebie?-jej wzrok powiódł za mną
-A zwłaszcza siebie-skinęłam głową z powagą, mówiłam prawdę-Tylko żeby naprawić mój błąd jestem w stanie oddać życie dla mojego klanu. Chcę oddać Ikottiemu rodzinę
-Jedyne co musisz zrobić to ponownie wyzwolić pełną moc Misharina-machnęła na to lekceważąco ręką-Jednak to nie powinno być takie trudne, gorzej że nie jesteśmy tu sami. Widziałam twoich przyjaciół, którzy szukają ciebie
-Teraz to nie jest ważne..
-A właśnie że jest!-wstała odkładając głowę śpiącego Ikottiego na taras-Jest pośród nich chłopak na którym ci zależy, który może zginąć
-Sasuke?-ona z uśmiechem wzruszyła ramionami-Babciu! Nie bądź taka, powiedz mi!
-Sama sobie powiedziałaś, dziecko drogie-objęła mnie ramieniem i wyszłyśmy na plac główny-Muszę zdjąć z ciebie pieczęć, ale żeby wyzwolić moc Misharina musisz być bardzo silna. Ale nie tu-dotknęła dłonią moich mięśnie przedramienia-A tu i tu-puknęła palcem mojego serca i głowy
-Emocjami?-spytałam a ona uśmiechnęła się promiennie
-Jesteś bardzo bystra-położyła mi dłonie na ramiona i sprowadziła do klęczek-Siedź spokojnie, trochę poboli ale zdejmę z ciebie to na oczach wszystkich, żeby wiedzieli że zbawienie nadeszło
Misako Haruno była kobietą zdecydowanie idealną. Silna, mądra i piękna. Chciałabym kiedyś być taka jak ona. Wykonywała szybko ale z gracją szeregi trudnych pieczęci, musiała skończyć bo moje ciało przeszła faja kującego bólu, jakby ktoś wbijał we mnie setki, a nawet tysiące igieł. Wiedziałam że to jest nic z porównaniem do bólu jaki poczuję przy aktywacji Misharin'a. Wstałam z ziemi i przetarłam łzy, spojrzałam po ludziach dookoła
-Wybaczcie mi!-krzyknęłam głośno-Uratuję was! Uratuję cały klan!
Oni zaczęli uśmiechać się i płakać ze szczęścia. Po chwili zamknęli mnie uścisku, poprosiłam aby zajęli się Ikottim i przyjęli go jak w domu
-To jest jego dom!-oburzyła się młoda kobieta-Przyjmiemy go jak należy, jak kogoś kto zabłądził w drodze do domu
-Liczę na was-uśmiechnęłam się i chciałam iść, ale na moim ramieniu spoczęła czyjaś dłoń-Hm? Co się stało?
-Twoja katana-podała mi ją Misako-Używaj jej z głową
Przełożyła mi ją przez pas i lekko popchnęła w stronę wyjścia z terenu posiadłości. Odwróciłam się po przejściu przez bramę jednak nikogo tam nie było, chciałam aktywować Misharin'a tylko po to żeby sprawdzić czy tam są jednak uznałam że nie na to czas. Zaciągnęłam się powietrzem, czułam je wyraźniej, słyszałam wyraźniej i lepiej widziałam. Czyli to blokowała pieczęć, tylko jak ja przez siedemnaście lat mogłam jej nie zauważyć?! Siedemnaście? Przecież jutro kończę osiemnaste urodziny, które tak bardzo chciałam obchodzić w domu z rodziną i chyba mi wyszło. Czy to znaczy, że moi rodzice...że mama Ikottiego będą tam kiedy uwolnię moją pełną moc? Ruszyłam szybkim krokiem przez ścieżkę i dopóki nie zeszłam z niej na główny plac miasta nie zwalniałam. Tam zobaczyłam chłopaka opierającego się o mur, podszedł do mnie i dotknął ręką mojego policzka gładząc go. Zamknęłam oczy, jego dotyk wciąż czułam na swojej skórze. Kiedy podniosłam powieki byliśmy gdzie indziej. Ogromna polana ze wzniesieniem na którym staliśmy, pagórek nie był duży miał może ze trzy metry wysokości i łagodnie schodził w dół równając się z zieloną trawą o intensywnym kolorze
-Co tu robisz Itachi?-spytałam chwytając po katanę
-Mówiłem cie że przyjdę sprawdzić czy znalazłaś dom-położył mi dłoń na głowę i lekko mnie pogłaskał-Nic ci nie zrobię Saku
-Za to ja nie jestem pewien-usłyszałam za sobą a strach mną wstrząsnął od razu aktywowałam Misharina i odwróciłam się przodem do gada-Ach spokojnie kochana, nie ma się co denerwować
-Czego tu chcesz?-warknęłam po czym odsunęłam się bliżej Itachiego-O co tu chodzi?!
-Przyszedłem tu żeby zobaczyć się z twoją babką-wiedziałam że kłamał, ale wyprostowałam się
-Kłamiesz-powiedziałam pewnie-Tak naprawdę cię tu nie ma, chciałeś sprawdzić co potrafię, prawda?
-A więc to jest jedna z tych specjalnych zdolności-uśmiechnął się z uznaniem-No cóż masz rację, nie ma mnie tu
-Odejdź Orochimaru-powiedziałam pewnie, już się nie bałam teraz byłam zła-Odejdź stąd!
-Odejdę ale chciałbym cię jeszcze ostrzec-roześmiałam się kpiąco
-Czemu miałabym słuchać twoich rad?
-Bo ktoś cię śledził odkąd wyszłaś z tym chłopaczkiem z kraju Ziemi-założył ręce na piersi-I ten ktoś najprawdopodobniej jest w twojej rezydenci i nie ma dobrych zamiarów co do twojego śpiącego rycerza. A jak myślisz, niematerialne duchy go obronią?
-Ikotti-krzyknęłam szybko i ruszyłam biegiem w kierunku posiadłości
Skakałam po drzewach tylko żeby być tam szybciej. Po ścieżce biegłam, tak szybko jak mogłam. Po przejściu przez bramę zobaczyłam mężczyznę który stał już z wyciągniętą kataną nad wciąż śpiącym Ikottim. Duchy usiłowały go zatrzymać jednak on ich nie widział, nie słyszał jak krzyczały. Wzbiłam się w powietrze i wyciągnęłam katanę
-Shannaro!-krzyknęłam wbijając broń w plecy mężczyzny-Nie nauczyli cię że nie zabija się śpiącego?
Pchnęłam miecz głębiej a z jego ust wypłynęła krew, broń wychodziła z jego brzucha. Wyciągnęłam ją a mężczyzna którego nigdy nie widziałam oparł ledwo żywy na ziemie
-Misako?-spytał patrząc na mnie zamglonym wzrokiem
-Sakura Haruno-powiedziałam cofając Misharina
-Wiec jednak to prawda...-kaszlnął krwią-Dziedzic Misharin'a powrócił żeby zniszczyć to co zostało
-Dziedzic Misharina powrócił żeby uratować to co zostało zniszczone-powiedziałam twardo patrząc w jego twarz
-Wybacz mi pani-szepnął i wyciągnął w moją stronę dłoń-Wybacz mi zło uczynione
-Kuso-przeklęłam po czym jęknęłam-Znaj łaskę moją-klęknęłam i zaczęłam leczyć jego ranę-Jednak oczekuję czegoś w zamian
-Zrobię wszystko pani
-Powiedź wszystkim że Dziedzic Misharin'a powrócił a z nim klan Haruno!-krzyknęłam kończąc leczyć jego rany-W końcu powrócił ktoś kto tu wszystko ogarnie!
-Hai!-usiadł i złapał się za ranę po której nie było już śladu
Wstałam i spojrzałam na Ikottiego, westchnęłam z ulgą
-Zdążyłam na czas-uśmiechnęłam się jednak usłyszałam potężną eksplozję w miejscu w którym spotkałam Orochimaru. Szary dym uniósł się w powietrzu i dało się słyszeć odgłosy walki. Jęknęłam-Znowu coś się dzieję? No tak, Dziedzic Misharin'a wraca i od razu roboty po pachy. No nic, zabierzcie Ikottiego w najbardziej bezpieczne miejsce w tym domu i pilnujcie go. Najwyżej niech kwiaty wiśni po mnie przyjdą
-Jest limit Misharin'a?-spytałam babci ale ona nic nie powiedziała-Zaraz się okaże
Chciałam ruszyć, jednak usłyszałam zaspany głos kuzyna
-Sakura?-spytał przecierając oczy
-Pilnujcie żeby nie wyszedł z terenu posiadłości-spojrzałam twardo na Misako-Nie martw się Ikotti niedługo będzie po wszystkim
Skoczyłam na drzewo i przeniosłam się z powrotem na pole bitwy. Wylądowałam znowu na wzniesieniu, wciąż stał tam Itachi i Orochimaru
-Dziękuje Orochimiaru-sama-skinęłam lekko głową co on odwzajemniła-Nande?
-Chcę zobaczyć wyzwolenie twojej mocy w inny sposób-uśmiechnął się dziwnie i wskazał palcem na pole bitwy-Liczę na ciebie Dziedziczko Misharin'a
Prychnęłam i lekko przykucnęłam do skoku
-Nie zawiodę cię!-krzyknęłam szybko wybijając się w powietrze
Przeskoczyłam między gęsty kłęb dymu i unikając broni latających dosłownie wszędzie wylądowałam w lesie po drugiej stronie. Otrzepałam się z kurzu i wyszłam do grupki osób stojących do mnie tyłem. Oparłam dłoń na biodrze a w drugiej trzymałam katanę, jej pochwę zostawiłam w rezydencji. Odgarnęłam grzywkę z moich oczu i podeszłam do nich żwawym krokiem, blondyna poznałam już z daleka
-Co tu się dzieję?-spytałam podchodząc do nich
Wszyscy odwrócili się jak na zawołanie, ich oczy otworzyły się szerzej. Jednak nikt nie ruszył się z miejsca. Westchnęłam i rozpuściłam moje włosy
-Sakura!-krzyknęła Ino-Wró~
-To nie czas na gadanie-machnęłam na nią ręką mocniej chwytając rękojeść katany. Światło się od niej odbiło-Kto walczy?
-Sasuke i Itachi oraz jacyś ludzie nie z tej wioski-kurz zdążył opaść i zobaczyłam opaski z wioski dźwięku oraz z kraju Ptaków
-Doskonale-uśmiechnęłam się wyciągając miech przez siebie-Shannaro! Nadchodzę!
Wybiłam się w górę i rozwaliłam pięścią ziemie na którą wylądowałam. Ona się zatrzęsła a wszyscy nagle przestali walczyć. Spojrzeli na mnie wciąż mając bronie przygotowane
-Co to za głupia dziewucha?!-krzyknął koleś z wioski dźwięku, a ja wyprostowałam się i otworzyłam oczy-Co tak stoisz?!
Aktywowałam Misharin'a a ludzie z wioski Ukrytej w Wiśni wstrzymywali oddechy. Zaśmiałam się i byłam pewna że mój Misharin właśnie wszedł już na czwarty poziom. Ten wspomagał prędkość, więc nim ktokolwiek coś powiedział narzekający na mnie mężczyzna leżał z moją kataną wbitą w klatkę piersiową
-Dziedzic Misharin'a!-krzyknęłi ze szczęściem-Pomożesz nam pani?
-Nie pozwolę zbezczeszczać Kraj Ptaków i Wioskę Ukrytą w Wiśni!-krzyknęłam chwytając miecz po czym odwróciłam się do braci Uchiha-Nie przeszkadzajcie sobie. Dopilnuję żeby nikt wam nie przeszkodził. Naruto-spojrzałam na chłopaka-Pomożesz nam?
-Jasne Sakura-chan!-podbiegł do nas-No dalej ludziska! Jedziemy!
-Dobra łamagi! Zabijmy ich!-krzyknęłam i wszyscy zaczęliśmy walczyć
Moi przyjaciele z Konohy pomogli nam bardzo, a kiedy zobaczyłam mężczyznę z Otto który chciał zaatakować zajętego Sasuke szybko wdałam się z nim w bójkę
-Nie wiem kim jesteś ale mnie nie pokonasz!-zaśmiał się
Szybko znalazłam się za nim i przyłożyłam mu katanę do szyji po czym mu szepnęłam na ucho
-To ja sprawiłam że cały klan Haruno zniknął-mina mu zrzedła i zabiłam go
Poczułam ukłucie bólu, oznaczało to że Misharin wszedł na piąty poziom. Zakuło mnie w sercu więc zakołysałam się i złapałam za nie. Czułam że miałam upaść, jednak ktoś mnie podtrzymał
-Trzymaj się Sakura-chan-powiedział Naruto-Jest ich coraz mniej, damy radę. Jakiś dzieciak wpadł i nam pomaga
-Jaki dzieciak?-blondyn wskazał palcem na rudowłosego chłopaka walczącego kunaiem. Nie wiedziałam czy jestem bardziej wściekła czyt przerażona. Pobiegłam tak szybko na ile pozwalały mi bose i poranione przez walającą się wszędzie broń stopy. Machnęłam na przeciwnika rudowłosego kataną a jego samego chwyciłam na kołnierz i uciekłam za wzniesienie-Ikotti co ty tu robisz?!
-Przyszedłem cię uratować-powiedział i kaszlnął krwią
-Gdzie masz ranę?-odwrócił się do mnie tyłem a ja zobaczyłam dużą plamę krwi na znaku Haruno-Sciągaj to, natychmiast
Odwiązał pas i posłusznie odsłonił mi plecy, rana wyglądała okropnie. Mogło się wdać zakażenie, jednak zaczęłam go uleczać. Później jeszcze raz spojrzałam na zaplamiony krwią znak naszego klanu i byłam jeszcze bardziej zroxzpaczona
-Ikotti kto ci to zrobił?-spytałam usiłując aby mój głos nie drgał z wściekłości i smutku-Powiedz mi kto cię skrzywdził?
Wskazał smukłym palcem na osobę, którą nie chciałam dotykać w tej wojnie. Ikotti jednak był pewny swej decyzji
-Nie ruszaj się stąd bo inaczej będzie z tobą kiepsko-położyłam dłoń na jego głowie i przekazałam mu swojej czakry, osłabiło mnie to jednak-Masz teraz w sobie niewielką część Misharin'a którą jesteś w stanie aktywować. Bój się, a wtedy on cię obroni, albo pomyśl o czymś pięknym o jakimś dobrym wspomnieniu wtedy on pomoże ci w walce. Ale to ma być ostatecznością, rozumiemy się?!
-Hai
Wyskoczyłam zza pagórka i pomknęłam w stronę Itachiego który właśnie chciał zadać ostateczny cios Sasuke. Katanę miał wyciągniętą w górę i zamachnął się nią, jednak zimna stal jego broni nie spotkała się z ciałem Sasuke. Po polu bitwy rozbrzmiał dźwięk spotykającej się stali a mi ani powieka nie drgnęła
-Sakura-jęknał ze złoscią Sasuke-Powiedziałaś że nie będziesz się wpieprzać!
-To było zanim Itachi dotknął Ikottiego-powiedziałm twardo rozpoczynając atak, jednak Itachi był trudnym przeciwnikiem
Atakowałam go bez przerwy, on unikał moich ataków skutecznie. A wyraz mojej twarzy się nie zmieniał, teraz miałam w nosie że uratował mnie niezliczoną ilość razy, że mnie kochał i że pozwolił mi mieszkać z nimi. On chciał zabić Ikottiego!
-Sakura nie wierzę że robisz mi coś takiego!-zaśmiał się-Ja przez całe twoje życie o ciebie dbałem!
-Pieprzysz głupoty Itachi-warknęłam wciąż go atakując-Powiedz w końcu o co ci chodzi!
-Jak myślisz kto zabił najlepszych medyków w sunie żeby wysłać cię na misję? Albo kto dawał ciągle Tsunade dziwne przypadki żeby nie miała czasu cię nauczyć walczyć?-wymieniał-Jak myślisz kto zabił twoich rodziców, tylko po to żebyś nie wracała do wioski? Kro zabił mamę tego głąba za którego teraz walczysz? Jak myślisz kto wysłał tych trzech shinobii żeby wstrzyknęli ci tą truciznę? Jak myślisz czemu Akatsuki cię przyjęło? Chcieliśmy tylko twojego Misharin'a bez niego jesteś nikim Sakura!
Zaczęłam być coraz bardziej wściekła, on odebrał mi to co w życiu było dla mnie najważniejsze; rodzina. Poczułam ukłucie bólu było to jednak zbyt słabe aby wyzwolić moc Misharin'a. Nie wierzyłam Itachiemu. Spojrzałam na lewo, Ikotti używał Misharin'a, a ja cierpiałam. Przecież Ikotti nie wiedział że czerpie z moich pokładów czakry. jednak tak bardzo chciałam podnieść Misharin na kolejny poziom i znów wydłużyć jego limit. Mimo że był już na piątym poziomie wciąż były cztery przede mną. Oczy zaczęły mnie już boleć i z oczu poleciały mi krwawe łzy
-Przepraszam Ikotti-szepnęłam i cofnęłam Misharin'a u kuzyna też sam się dezaktywował. Spojrzał na mnie wystraszony a jego przeciwnik od razu przejął tępo walki-Uratuję cię bez tego gówna
Wstałam z ziemi niezdarni i już miałam biec, kiedy nagle wszystko się zmieniło. Siedziałam na kolanach koło Misako na tarasie, chmury zastygły na niebie, wszystko przestało się ruszać
-Czemu traktujesz Misharin'a jak coś złego i czemu chcesz go uaktywnić za pomocą złości Sakura?-powiedziała z wyrzutem-Przecież jest jeszcze tyle innych emocji! Miłość, radość, szczęście, poczucie odpowiedzialności za czyjeś życie! Sakura pomyśl trochę, przyjaźń, akceptacja!
-Przepraszam, ale czy to co Itachi mówił to prawda?-kobieta skinęła mi głową-Zabiję go!
-Nie jesteś tu żeby zabijać, jesteś tu żeby ratować-machnęła na mnie ręką i podała mi dłoń. Pomogła mi wstać-Pamiętasz kiedy pierwszy raz go aktywowałaś, pamiętasz coś z tej historii?
-Nie używałam wtedy cały czas Misharin'a-poczułam że uczucia z tego dnia wracają do mnie jak bumerang, widziałam znowu moich rodziców. Widziałam Misako i innych członków klanu. Chwyciłam się za serce-Bałam się wtedy o wszystkich, że umrzemy i już nigdy nie będziemy razem. Uwolniłam tę moc chcąc wszystkich obronić, chciałam żebyśmy po ataku znaleźli szczęśliwe i spokojne miejsce. Prawdziwy dom...Oto kim jestem, to właśnie moja droga! Uratuje nas, obiecuję!
-Dokładnie-pogłaskała mnie po włosach-Na bitwie rozejrzyj się, na pewno zauważysz że tak na prawdę nie chcesz chronić Ikottiego...
Wszystko zniknęło w białym świetle a ja już po chwili znowu byłam gdzie być powinnam. Znów wznowiłam bieg i szybko pozbyłam się przeciwnika Ikottiego. Jego samego rzuciłam za wzniesienie, on sam upadł tam na plecy. Spojrzałam gdzie jest Naruto, walczył z dwoma silnymi przeciwnikami, Ino walczyła z Temari z jednym gościem a TenTen i Hinata razem z Nejim i Kibą przeciwko piątce gościów. Shikamaru i Choji razem z Shino walczyli przeciwko zbyt dużej liczbie żeby ich zliczyć. Sasuke ledwo radził sobie z Itachim. A ja znów byłam bezużyteczna, mój Misharin nie był w stanie zatrzymać zbyt dużej liczby osób w stanie w jakim obecnie byłam. Dlaczego myślę że to wszystko się samo wyzwoli?! Zawsze można pomóc losowi! Spojrzałam na Naruto i Sasuke, a w moich oczach nie było już łez. Sasuke miał poważne rany i blondyn również. Tak bardzo chciałam ich chronić, te wszystkie lata oni ratowali mnie i czekali aż urosnę w siłę. Na pewno mają już dość czekania na mnie, widziałam jak dwóch barczystych mężczyzn biegnie z bronią w moją stronę. Nie zwracałam na nich uwagi, teraz liczył się tylko Naruto i Sasuke. Jednak nigdy do mnie nie dobiegli, zatrzymali się jakby widzieli coś dziwnego. Moje długie włosy łaskotały mnie w kostki, jednak po chwili unosiły się delikatnie za mną. Moje stopy już nie krwawiły, a różowe kimono zmieniło się w białą sukienkę na ramiączkach. Uczucie ciepła rozlewało mi serce, uśmiechnęłam się i przymknęłam oczy. Znów poczułam moc, tak wielką że nie potrafiłam nad nią panować. Nie bolało mnie nic, a myślałam że powinno. Podeszłam do Naruto i dotknęłam jego ramienia, kiedy na mnie spojrzał jakby się uspokoił. Kucnęłam też przy Sasuke i pocałowałam go delikatnie, on wydawał się być już teraz rozluźniony a jego rany zniknęły. Spojrzałam na Ikottiegi i okazało się że Misako miała rację nie chciałam go chronić, chciałam tylko odkupić swoje winy. Przeniosłam znowu wzrok na moich ukochanych przyjaciół. Tak to ich chciałam chronić. Zaśmiałam się i dałam pozwolić aby moc Misharin'a podniosła mnie a z mojego ciała a szczególnie z serca wydobywało się niebieskie światło. Pozwoliłam by zniknąć w jasnym świetle, a kiedy poczułam że już wszystko będzie dobrze dezaktywowałam Misharin'a. Otworzyłam oczy a z nieba spadały płatki wiśniowych drzew, Łzy radości popłynęły po mojej twarzy i pozwoliłam żeby pochłonęła mnie bezkresna ciemność. Dzisiaj na bardzo dużo rzeczy pozwalałam.
Nikt nie wiedział co dokładnie się stało. Jednak chwile po omdleniu Sakury przybyło mnóstwo osób. Wszystkie ubrane w kimona ze znakami ich klanu
-Klan Haruno?!-zdziwiła się Ino-Jak to możliwe?!
Różowo włosa kobieta przycupnęła przy Sakurze i dotknęła ustami jej czoła
-Czyli jednak ci się udało-uśmiechnęła się pięknie-Uratowałaś nas w wielkim stylu
-Przepraszam, że musieliście tyle na mnie czekać-otworzyła oczy i usiadła powoli-Osiemnaście lat to naprawdę długo
-Masz szczęście że jesteśmy cierpliwi-zaśmiała się dziewczyna trochę starsza od nas
Pomogła jej wstać i przytrzymała Sakure, kiedy ta zachwiała się. Sakura uśmiechnęła się do niej wdzięcznie i stanęła o własnych siłach. Szybko spojrzała po wszystkich osobach jednak to na mnie i Naruto ostatecznie zatrzymał się jej wzrok. Była słaba, ale podeszła do nas chwiejnym krokiem i uścisnęła nas. Słyszałem jak szlocha cicho. Objąłem ją, Naruto również po chwili odsunęła się od nas
-Masz coś na czole Sakura-chan-dotknąłem jej pieczęci, była mała i wyglądała jak ta Tsunade
-Chyba urosłam już wystarczająco w siłę-zaśmiała się-Dziękuję że tyle czekaliście
-Sakura wróć z nami do Konohy!-krzyknęła Ino rzucając się na szyję dziewczyny
-Prosimy Sakura-san!-krzyknęła Hinata tuląc się do szyi Haruno
-Ty-wskazała palcem na Yuuri a ona spojrzała na nią zlękniona-Wiesz co umie robić Misharin? Umie mi pokazać kto żyję w kłamstwie!
-O co ci chodzi?!-krzyknęła czerwonowłosa odsuwając się o krok
-Powiedz Sasuke prawdę!-zażądała zaciskając pięść przy piersi-Albo zrobię to ja!
-Ty to powiedz-mruknęła odwracając się do niej bokiem
-Yuuri tak na prawdę nie jest w ciąży-założyła ręce na piesi, a mi kamień spadł z serca
-Wiesz że to oznacza koniec dla naszego związku-skinęła i zaczęła wracać w stronę Konohy-Najlepszy dzień w życiu! Zabiłem Itachiego, dowiedziałem się w końcu prawdy i Sakura wraca z nami do wioski!
Spojrzałem na Sakurę, uśmiech już nie gościł na jej twarzy. Zacisnęła usta i wyglądała jakby walczyła sama ze sobą. W kącikach jej oczu zebrały się łzy, jednak ona nie pozwalała im spłynąć po twarzy
-Sakura-chan? Wszystko w porządku?-pokiwała głową i podeszła do nas. Położyła nam dłonie za policzkach i spojrzała w nasze oczy
-Nie mogę z wami wrócić-powiedziała-Przepraszam was, naprawdę...Jednak teraz...gdy mój klan jest ze mną...Nie chcę popełnić drugi raz tego samego błędu...Chcę tu zostać
-Sakura nie-powiedziałem chwytając jej dłoń-Nie pozwolę ci odejść po raz kolejny
-Kocham was chłopaki-odsunęła się od nas i cofnęła w tył-Naprawdę was kocham
Naruto wyglądał jak wbity w podłogę, za to ja wydawałem się jedyny trzeźwy w tej sytuacji. Sakura minęła nas i podbiegła do Ino i Temari
-Ino nigdy się nie poddawaj, dobrze?-spytała z uśmiechem-A ty Temari walcz o miłość i ty dobrze wiesz o co mi chodzi
Później podeszła do Hinaty, Kiby i Shino
-Kiba baw się dobrze-przytuliła go delikatnie po czym poklepała psa po pysku-A ty Akamaru pilnuj go
-Shino dbaj o swoje robaczki-zaśmiała się po czym chwyciła dłonie Hinaty-Nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna. W końcu stałaś się pewna siebie Hinata
-Sakura naprawdę nie możewsz z nami wrócić?
-Nie mogę TenTen ale jest coś co ty możesz zrobić-szepnęła jej coś jeszcze na ucho a brunetka się od tego cała zarumieniła-Neji rośnij w siłę. A ty Lee, podążaj własną ścieżka shinobii!
Wróciła znowu do nas. Ucałowała Naruto w policzek i chwyciła go za dłońie
-Naruto ty spełniaj marzenia-powiedziała wciąż ze łzami w oczach-I zostań najlepszym Hokage o jakim świat nie słyszał!
-Dobrze Sakura-chan jeżeli ty będziesz uważać na siebie-skinęła mu głową i przytulili się mocno
Sakura podeszła do mnie jednak nie zrobiła nic. Po chwili zbliżyła się i stanęła na palcach
-Będę za tobą tęsknić Sasuke-kun-szepnęła mi na ucho-Proszę cię żebyś na siebie uważał i żebyś był szczęśliwy. Kocham cię Sasuke...
Odsunęła się ode mnie i nie mogłem się powstrzymać położyłem jej dłonie na biodrach i wpiłem się w jej usta. Ona odwzajemniła pocałunek kładąc mi dłonie na ramionach
-Musimy iść Sakura-powiedziała jej Misako-Czas świętować dziecko moje
Sakura odbiegła od nas i zatrzymała się przy klanie. Odwróciła się w naszą stronę
-Odwiedzimy cię Sakura-chan!-krzyknął Naruto-I zabierzemy cię z powrotem!
Ona roześmiała się
-Będę czekać!
Odwróciła się znowu do nas tyłem i pozwoliła żeby objął ją Ikotti i jakaś dziewczyny
-Witamy w domu-powiedzieli równo, a Sakura odwróciła się jeszcze w naszą stronę. W jej oczach ślniły łzy które spływały po jej twarzy
Chciałem do niej podbiec, ale Naruto chwycił mnie za nadgarstek
-Niech idzie-powiedział cicho-Dajmy jej być szczęśliwą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz