...

„Gdzie jest miłość, tam jest ryzyko nienawiści.” ~Sasuke Uchiha

piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 11.

-Co proszę?!!!!-krzyknęła Tsunade a wszyscy się jej bali, nawet ja-Jak to "Została"?!
-Noooo...Ekem...To dość zabawna historia-zaczął próbować wylizać się z tego Kiba-No tak jakoś wyszło...
-Tak na dobrą sprawę wciąż jest razem z klanem więc nie zrobiła nic złego-powiedziałem-Jest w rodzinnym mieście pod opieką, więc możemy być o nią spokojni. Jeżeli chcesz możemy cię do niej zaprowadzić. Ty z nią pogadasz
-Może masz rację Uchiha-machnęła na mnie ręką z zamyśleniem-Niech będzie. Za trzy dni ty, Uzumaki i ja ruszymy do wioski Ukrytej w Wiśni. A teraz wynocha mi stąd!
Po wyjściu z budynku należącego do Hokage poszedłem z Naruto na ramen. Staruszek dał nam znowu zniżkę, Naruto był w końcu jego najczęstszym i najlepszym klientem. Nie dziwię się czemu klepał biedę, wszystko wydawał na ogromne porcje jedzenia w budce
-Jak się czujesz po rozstaniu?-spytał przerywając którąś tam dokładkę
-Zajebiście-nie skłamałem. Naprawdę dobrze się czułem. Teraz jedyną dziewczyną na której mi zależało i o którą chciałem walczyć była Sakura-Miło jest być wolnym
-Przynajmniej w domu nie będzie ci śmierdzieć-prychnąłem, ale Naruto miał rację. Yuuri wszędzie rozsiewała swój mdły zapach

-Sakura-san!-usłyszałam krzyki z podwórka-Sakura-san uważaj!
Podniosłam się szybko i wybiegłam na zewnątrz. Chwyciłam się za serce widząc niebezpiecznych ninja atakujących jedną Sakurę. Ona jednak nie przejmowała się ich większą ilością i szybko się z nimi rozprawiła. Dla niej wcale nie byli niebezpieczni, byli przeciętni. Nie darowała im życia, tym razem nie powinna. Podnieśli broń na Ayanasaki, była to mała blondynka z wielkimi zielonymi oczami, która pokładała całą swoją radość w Sakurze. Usłyszałam kroki obok mnie i poczułam dłoń na ramieniu
-Misako jestem pewna że sobie poradzi-powiedziała Rotari, była ona członkinią rady.-Dzisiaj są jej osiemnaste urodziny złóżmy jej należyte życzenia. Poza tym, czuję że niedługo odwiedzi nas sam Hokage
-Może masz rację ale-tu spojrzałam z czułością na wnuczkę-Ona wciąż jest roztrzęsiona po aktywacji najwyższego stopnia Misharin'a. Nie umie go jeszcze kontrolować i nie sądzę że ktokolwiek ją tego nauczy
-Spokojnie, nauczy się w swoim czasie-powiedziała wracając do środka-Wierzę w to, wierzę w nią
-A kto nie wierzy?-spytałam z uśmiechem wychodząc przed dom-Sakura! Sakura, chodź!
Dziewczyna się odwróciła i przetarła oczy. Rozczochrała włosy Ayanasaki i przyszła do mnie szybko. Weszła za mną do budynku i zaprowadziłam ją do kuchni. Usiadła przy stoliku i podałam jej herbaty
-Bolą cię oczy?-skinęła lekko-To przez to że jeszcze nie oswoiłaś się z Misharin'em. Połóż się
Położyłam na jej przymknięte oczy okład z ziół. Kazałam się jej odprężyć i mazią leczniczą jeździłam po jej twarzy
-Nie mogę ci pomóc inaczej niż usiłowaniem uśmierzania bólu-westchnęłam zataczając kręgi na jej twarzy-Myślę jednak że masz już pomysł, jak opanować tę moc
-Chcę spróbować zmienić ją w postać materialną-szepnęła-Istotę widoczną, kłębisko mocy skupioną w daną postać. Myślę że było by to jakieś zwierzę, bo skoro Kurama i Misharin "współpracowali" to dlaczego nie mogli by mieć podobnej postaci, prawda?
-To szalone-do kuchni wszedł Ikotti-Nie masz pewności czy w ogóle to się uda
-Ikotti tak będzie mi to łatwiej kontrolować-powiedziała-Jeżeli mi się uda, może będę w stanie odkryć coś istotnego dla naszego całego klanu
-Pomoże nam to?-usiadł obok niej i chwycił jej dłoń-A co będzie z tobą jeżeli ci to nie wyjdzie?
-To nam pomoże-nie odpowiedziała na drugie pytanie-Ale potrzebuję na to trochę czasu i spokojnego miejsca. No i oczywiście pozwolenia rady, oraz twojej pomocy Babciu
-Załatwię to wszystko. Jednak będziesz musiała mi jasno dać polecenia-ściągnęłam z jej oczu opatrunek, dzięki niemu jej oczy nie były przekrwione i zmęczone-Jak się czujesz?
-Lepiej, jednak nie jestem pewna czy przy uosobieniu Misharin'a nie będę potrzebowała Kuramy-usiadła i wstała-Idę na pole, za godzinę wrócę

Wyszłam z posiadłości. Przeszłam przez duży ogród i wkroczyłam na pole zboża. Obok niego rozciągał się duży las, do którego bałam się wchodzić. Przechadzałam się dotykając delikatnie źdźbeł pszenicy. Wiat delikatnie kładł je po sobie i rozwiewał moje włosy porywając je do tańca. Moje bose stopy kroczyły spokojnie wśród zboża. Słońce dopiero wstawało, nie było nawet południa. Skupiłam się i aktywowałam Misharin'a. Wyobraziłam go sobie jako bezkształtny dym z jaśniejącym światłem w centrum. Był bardzo realny, zbyt realny otworzyłam oczy, jednak było to zbyt nagłe przez co musiałam zasłonić lewe oko dłonią. Ledwo widoczny błękitny obłok z moich wyobrażeń tańczył mi przed oczami
-Ohayo-powiedziałam cicho-Chciałbyś istnieć?
Światełko tylko poruszyło się niespokojnie jakby chciało się przede mną bronić. Myślę że uosobieniem materialnym Misharin'a był by wilk. Jednak pozwolę mu samemu wybrać czym chciałby być. Podniosłam dłoń na wysokość iskierki i zbliżyłam do niej rękę. Zbliżyła się nieznacznie i jakby badała mnie
-Spokojnie-szeptałam-Pozwolę ci istnieć, tak jak będziesz chciał ale będę musiała cię oswoić. To będzie trudne ale uda nam się. Będziesz istnieć jako materialne zwierzę, a ja nadam ci imię
Obłok jakby cicho warknął, tak chicho że ledwo ja to usłyszałam. Naskoczył na moją dłoń niespokojnie i zaatakował ją. Syknęłam i puknęłam palcem w jasne światło po czym dezaktywowałam zdolność. Na dłoni miałam zadrapanie, zaśmiałam się
-Dzika bestia z ciebie.-powiedziałam cicho i zaczęłam wracać do posiadłości. Miałam świadomość że Misharin będzie teraz mieszkał we mnie, w mojej duszy bądź umyśle. Miałam świadomość że będzie on potężny ale wiem też że będzie on połączony ze mną. Tak jakby w symbiozie-Będziemy sobie pomagać, więc jeżeli będziesz mnie atakować, ja będę atakować ciebie albo to ty będziesz siebie sam atakować.  Myślę że nazwę cię Azusa Więc będzie lepiej jeżeli będziesz współpracować!
Szłam powoli trzymając rękę na sercu. Czułam się dziwnie, tak lekko. Jakbym co najmniej schudła 10 kilogramów. Byłam pewna że się rumienie, chociaż sama nie wiem dlaczego. Po prostu czułam się dobrze. Przekroczyłam bramę ogrodu w której czekała na mnie Asaya. Była bardzo radosna, wyciągnęła do mnie dłoń
-Chodź-powiedziała a ja czułam się jak zahipnotyzowana.-Czas świętować
Podałam jej rękę i zostałam pociągnięta do środka domu. Na tarasie czekała na mnie Misako
-Chodź-Wyciągnęła do mnie ramię. Wciąż trzymając dłoń kuzynki ruszyłam idąc pod ramię z babią-Czas świętować
Wciąż oczarowana pięknie przystrojonym domem dałam się prowadzić. Przed drzwiami frontowymi stał Ikotti. Babcia i kuzynka puściły mnie przez co wpadłam w ramiona chłopaka
-Chodź-powiedział mi do ucha-Czas świętować
Skinęłam a on otworzył przede mną rozsuwane drzwi. Uśmiech samowolnie wkradł się na moje usta. Ikotti sprowadził mnie po schodkach i weszłam na pięknie przystrojony plac na którym zgromadził się cały klan. Śpiewali równo życzenia. Kiedy skończyli zaczęłam klaskać ze łzami wzruszenia w oczach. Przytulali mnie i składali życzenia. Później zaczęła się zabawa. Tańce i śpiewy trwały do późna
-Mamy dla ciebie prezent Sakura-san!-zawołała wesoła Asaya
-Hm? Dla mnie?-wskazałam na siebie palcem ze śmiechem-Nie trzeba było!
Nagle na placu pojawiła się rada Wioski ukrytej w Wiśni z nową bronią. Wręczyli mi ją
-Używaj jej z głową dziecko-wręczyli mi ogromniasty topór, który okazał się dużo lżejszy niż wyglądał. Skinęłam a do naszej posiadłości zawitały tłumy mieszkańców wioski
-Coś się stało?-spytałam ale oni trzymali w dłoni niezapalone świece-Hm?
-Przyszliśmy świętować z wami!-powiedział starszy mężczyzna-Przecież dzisiaj jest rocznica twoich urodzin oraz data wyginięcia klanu! Trzeba to uczcić!
-Wszystkiego najlepszego Sakura!-krzyknęli zaraz po skończeniu mowy staruszka po czym dookoła mnie ustawili świece-Rozpalisz?
-Ja chcę!-krzyknął Ikotti i już zabrał się za układanie pieczęci
-Czekaj młody-zaśmiałam się i kucnęłam. Dotknęłam serca i zamknęłam oczy-Współpracujmy Azusa, rozpalmy niebieski płomień
Otworzyłam oczy i dotknęłam palcem wskazującym koniec świeczki. Udało się, pojawił się błękitny płomień. Wstałam i machnęłam dłonią w okół siebie a reszta świec zapłonęła niebieskim światłem. Zaczęłam klaskać a reszta ze mną i zachwycać moją nową umiejętnością. Zebrali się na około świec i zaczęli śpiewać tutejsze, tradycyjne piosenki. Były wesołe więc zaczęłam się kręcić w okół własnej osi. Kiedy poczułam że kręci mi się w głowie płomienie zgasły a ja upadłam jak kłoda na ziemię. Głowa zaczęła mi pękać, ból był tak mocny że podkurczyłam nogi do brzucha i zasłoniłam uszy dłońmi. Krzyczałam i to głośno, a łzy bólu uderzały o brukowaną posadzkę. Ikotti i Asaya chcieli do mnie podejść ale nagle świece zapłonęły niebieskim ogniem, kiedy ktoś się zbliżył wzrastały do kolosalnych rozmiarów i syczały. Tworzyły barierę w okół mnie, uniemożliwiając nikomu wykonać jakiś ruch. Nagle znów zrobiły się małe, jednak między nimi albo to właśnie z nich wyrósł wilk. Nie był duży, młody szczeniak. Jego oczy były jasnym światłem, to było jego centrum. Syknęłam i otworzyłam oko. Podniosłam się na łokciu i z trudem obserwowałam jak wilk chodzi w polu mojego wzroku
-Azusa wracaj skąd przybyłeś-szepnęłam cicho a wilk syknął jak wcześniej płomień. Oparłam się na obu łokciach i niezdarnie wstałam. Zachwiałam się i ledwo utrzymałam pion. Zacisnęłam pięść, a drugą wyciągnęłam dłoń w stronę wilka-Wybacz mi Azusa
-Sakura!-usłyszałam krzyk z zewnątrz-Zniszcz to! Natychmiast!
-Nie!-spojrzałam już pewnie w oczy wilka-Azusa przestań!
Jednak on już warknął i zrobił się nagle większy. Czerpał pokłady z mojej czakry przez co czułam jak moje ciało płonie tak jak on. Aktywowałam Misharin, nie mogłam go zniszczyć. On już istniał, pozbycie się go byłoby jak zabicie zwierzęcia z okrucieństwem
-Jako dziedzic Misharin'a, twoja pani oraz dusza ci bratnia dzięki której istniejesz rozkazuję ci: Azusa wilku zrodzony z płomieni. Wróć skąd przybyłeś, opanuj się i bądź mi posłuszny!-krzyknęłam wykonując pieczęcie. Wilk krążył niespokojnie przez chwilę i stanął przede mną przygotowując się do skoku. Wiedziałam kiedy to nastąpi i kiedy miał już mnie pożreć krzyknęłam, darując sobie pieczęcie-Ja Sakura Haruno jako dziedziczka Misharin'a mocy, której jesteś wytworem i dzięki której istniejesz. Rozkazuję ci moje bóstwo: Opanuj się!!!!
Wilk usiadł i wrócił do rozmiarów niekształtnego obłoczka. Podleciał do mnie i jakby znów badał mnie
-Ohayo-powiedziałam z lekkim uśmiechem -Czyli jednak chciałbyś istnieć?
Azusa mruknął, tak jakby mnie przepraszał. Wiedziałam że po takim pokazie i dawce bólu jaki mi zapewnił, nie było mu łatwo mnie przeprosić
-Spokojnie Azusa-mówiłam coraz ciszej-Pozwolę ci istnieć, obiecuję, będziesz istnieć tak jak będziesz chciał ale będę musiała cię oswoić. To będzie trudne ale uda nam się Azusa. Tylko mi pomóż...
Delikatnie dotknęłam jego centrum a on wchłonął się we mnie. Płomienie zniknęły, a siła którą pochłonął Azusa wróciła do mnie w niewielkim stopniu. Byłam wyczerpana, zachwiałam się i nogi się pode mną ugięły. Poleciałam na bok jednak nie upadłam. Znalazłam się w ramionach Inoritoriego, był w moim wieku. To znaczy tak jakby. Jego dusza wróciła tu kiedy miał 18 lat, więc czysto teoretycznie ma już 36 lat ale to nie ważne. W okół mnie nagle znaleźli się wszyscy. Widziałam ich zmartwione twarze
-Przepraszam że sprawiłam wam zmartwień i strachu-uśmiechnęłam się a chłopak podniósł mnie do pionu-Myślę, że jest już odpowiednia pora żeby iść odpocząć. Wybaczcie, jestem wyczerpana. Dziękuje wszystkim za przybycie!
-Wszystko w porządku Sakura-san?-spytała Asaya chwytając mój łokieć
-Jak najbardziej, muszę tylko trochę wypocząć-zapewniłam i dałam się prowadzić do domu
Brunet pomógł mi jeszcze wejść po schodach i już chciałam odejść do siebie, kiedy usłyszałam głos Misako
-Sakura, musimy porozmawiać-powiedziała i ruszyła przodem do salonu. Razem z Ikottim poszliśmy za nią. Kiedy weszliśmy zobaczyliśmy całą starszyznę i osoby należące do rady-Ikotti idź do siebie. Ty nie możesz tu teraz być, jesteś za młody
-Jestem ten sam rocznik co Sakura!-uniósł się nagłym gniewem-To nie sprawiedliwe!
-W porządku Ikotti-dotknęłam jego ramienia-Nie będzie tu zbyt przyjemnie, lepiej żebyś tego nie słyszał. Idź odpocząć to był długi dzień
On westchnął i odszedł a ja zajęłam jedyne wolne miejsce. Usiadłam na kolanach i przejechałam po wszystkich wzrokiem. Starszyzna milczała, byli źli a ja byłam zmęczona i rozdrażniona
-Sakura jesteś najważniejszym elementem klanu Haruno-zaczęła kobieta o siwych włosach w sile wieku-Nie możesz sobie pozwolić aby coś cię osłabiało
-Proszę się o to nie martwić-mruknęłam-Poradzę sobie
-Sakura zrozum to, mamy co do ciebie duże plany a ty swoimi pomysłami zabijasz się-rozzłościła się Misako-Nie możemy ci na to bezkarnie pozwalać!
-To co mi zrobicie? Wygnacie z wioski?!-wstałam gwałtownie ale usiadłam po chwili wzburzenia-Przepraszam. Jednak nie sądzę że robię coś złego
-Sakura dlaczego tego nie zniszczyłaś?!-babcia naprawdę była zła-To przecież mogło zrobić ci krzywdę, albo nam wszystkim! Dlaczego tego nie zabiłaś!
-To jest tak jak z wami-zaczęłam bardzo spokojnie-Mimo że mieliście umrzeć nie potrafiłam tego zrobić. Łączyła nas zbyt głęboka więź abym was zabiła. Azusa jest poi prostu przestraszony~
-Nazwałaś tego demona?!-przerwała mi babcia a ja już byłam na granicy cierpliwości-Czyś ty zwariowała?!
-To nie jest demon!-uderzyłam pięściami w stół i wstałam-Ja sprawiłam że to istnieje, stworzyłam z nim więź! Nazwałam go! Dałam mu szansę! Nie potrafię go zniszczyć! To byłoby sprzeczne z moją naturą! Jeżeli tak bardzo ci przeszkadza jego obecność, zabij mnie!
-Sakura opanuj się!-mierzyłyśmy się wzrokiem-Zniszcz to! Nie będzie z tego pożytku!
-Wolę żebyś mnie zabiła-powiedziałam poważnie z zaciętą miną-Azusa i ja to jedno, nazwij mnie potworem i zabij mnie. Bo ja pozwalam mu istnieć!
-Pomyśl o innych Sakura-sama-powiedział mężczyzna z bródką, wyglądał z nią trochę jak tata Shikamaru-Masz pewność że to cię nie zabije?
-Jeżeli to oswoję to będę miała nad tym pełną kontrolę-zapewniłam-Jeżeli to mi wyjdzie mam pewien pomysł
-A jeżeli nie wyjdzie?
-Zginę.-podniosłam na nich oczy-A jeżeli mi się uda będę w stanie obudzić Misharin'a w nas wszystkich. Dawkę nie za dużą, nie sprawiającą problemów dzięki której będziemy mogli się bronić. Nie robię tego dla własnego kaprysu, robię to dla wioski. Misako i ja nie będziemy mogły wiecznie bronić wioski, a kolejnego dziedzica jakoś ni widu ni słychu
-Ile ci to zajmie?-usiadła Misako-Będziesz potrzebowała pomocy?
-Dajcie mi dwa dni i chwilę na zregenerowanie sił-ruszyłam do wyjścia jednak przy drzwiach się zatrzymałam-Ikotti jest na tyle dorosły, że powinien wiedzieć o wszystkim. Jednak nikt nie może mu wspominać że mogę zginąć przez moją głupotę. Rozumiemu się?
-Hai
-Dobranoc
Zamknęłam za sobą drzwi i od razu zacisnęłam zęby. Czułam jak moja dusza płonie
-Najwidoczniej ty też jesteś niespokojny Azusa-szepnęłam ruszając do siebie-Proszę, spróbuj się opanować. Ja cierpię...

czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział 10.

 No więc kochani! To jest już ostatni rozdział, czuję że coś za krótko prowadziłam tą serię i wiem że powinna ona mieć z przynajmniej 15 rozdziałów oraz epilog. Nie wiem co bym napisała jednak w kolejnych pięciu rozdziałach. Jeżeli coś wpadnie mi do głowy, co będę potrafiła rozwinąć to zobaczycie rozdział 11, a później kolejne. Jeżeli jednak nie to czas się pożegnać z tą serią i od nowego roku zacząć nową! Tak dobrze przeczytaliście. Po epilogu nie byłoby kolejnej serii w roku 2015. Byłoby to dla mnie bez sensu szczególnie że możecie się spodziewać Świątecznej Jednopartówki nad którą mogłabym dłużej popracować. Tak więć do zobaczenia w Epilogu lub Rozdziale 11
~Hoshi
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Podróżowaliśmy za Sakurą dużą grupą i co chwila rozdzielaliśmy się na mniejsze jednostki aby sprawdzić większy teren. Nikt nie umiał jej znaleźć, po prostu jakby zniknęła z powierzchni ziemi. Kiedy byliśmy prawie pewni że wpadliśmy na jej trop i śledziliśmy go przez dwa dni nagle się urwał na dużej polanie. Postanowiliśmy rozejrzeć się na niej dużo dokładniej, były tam spalone gałęzie. Wyglądało to na ognisko zapalane kilka dni temu
-Akamaru czujesz ją?-spytał blondyn a pies zaczął węszyć
Trwało to chwilę, a chyba każdy czekał w napięciu. Akamaru w końcu zaszczekał głośno. Kiba zjawił się koło niego i spojrzał w kierunku z którego pies wyczuwał trop
-Idziemy!-krzyknął po chwili i ruszyliśmy za białym psem
Akamaru po dłuższym biegu przez las zdawał się nie być pewny swojego tropu i zwolnił. Aż w końcu zatrzymaliśmy się w miejscu. Zawiał lekki wiatr, coś zapachniało mi bardzo znajomo, może i zbyt znajomo. Zaciągnąłem się zapachem trochę mocniej i odwróciłem się w stronę w którą nikt nie patrzył. Zaparło mi dech w piersi, za wąską rzeką, a właściwie strumykiem przez który prowadził mały most z barierką po jednej stronie. Trawa pod drugiej stronie była bardziej zielona, wszędzie były drzewa wiśni już przekwitające
-O matko-mruknąłem, to właśnie tak pachniała Sakura-Tam to jej na pewno nie znajdziemy
-Hm? O co ci chodzi Sasu...-Naruto się odwrócił i zamarł tak jak ja, zaciągnął się powietrzem i jęknął-Kurde no! Nie mamy wyboru! Idziemy!
Przez chwilę zdawało mi się że mignęły mi różowe włosy zza drzewa

-Hm...-zamyśliła się staruszka o niebieskich oczach-Rezydencja Haruno mówicie?
Ikotti i ja skinęliśmy głową a starsza pani uśmiechnęła się delikatnie
-Może nam pani pomóc?-spytałam-Naprawdę potrzebujemy tej informacji
-A mogłabym wiedzieć, kochanie kim jesteście?-wskazała na moje włosy, oraz nasze zielone oczy-Wyglądacie jak wyciągnięci z legend o tym klanie
-Nazywam się Sakura Haruno-powiedziałam a kobieta jakby wystraszyła się tego-To jest mój kuzyn Ikotti, jesteśmy ostatni z klanu Haruno. Czy teraz pomoże nam pani?
-To cudownie!-krzyknęła nagle i poderwała się z krzesła jak oparzona-Mori, Kori!
Z sąsiedniego pokoju wyszli jej wnukowie, chłopaki byli na oko w naszym wieku. Być może mieli po 18 lat, jednak nie byli identycznie. Różnił ich kolor włosów jak i oczu
-Co się stało babciu?-mruknął lekceważąco Mori
-Oni są z klanu Haruno!-pochwaliła się nami, a ja z niezręcznym uśmiechem machnęłam do nich dłonią-Przyszli odkupić swoje winy!
-Chwila...jakie winy?!-wstałam nagle poruszona przypływem złości-My nic nie zrobiliśmy, shannaro!
-Sakura spokojnie-chwycił mnie za łokieć Ikotti i posadził znowu na krześle-Powie nam pani gdzie jest dzielnica naszego klanu?
-Och oczywiście!-zaśmiała się-Musicie iść jeszcze trochę na wschód zgodnie ze ścieżką od głównego placu. Jeżeli będziecie nią podążać zobaczycie wasz dom
Serce mi szybciej zabiło, wstałam gwałtownie i chwyciłam Ikottiego za nadgarstek. Ukłoniłam się nisko
-Dziękujemy!-krzyknęłam wyskakując z chłopakiem przez okno
-Prr szalona!-zaśmiał się kiedy biegliśmy już po ścieżce-Nacieszmy się tym
Cała drżałam z poddenerwowania i ekscytacji, chwyciłam Ikottiego za dłoń i mocno ją ścisnęłam
-Ajć Saku to boli!-jęknął a ja puściłam jego dłoń
-Przepraszam, tak się cieszę-w kącikach moich oczu zebrały się łzy, nie wiedział jednak czy to odpowiedni moment żeby płakać
Ikotti uśmiechnął i się i zatrzymał w miejscu. Prze chwilę mogłam się przyglądać jego przystojnej twarzy, która zamarła w zachwycie. Chłopak spojrzał w moje oczy i chwycił mój podbródek, odwrócił głowę w stronę w którą się wpatrywał. Zaparło mi dech w piersiach, rezydencja a właściwie jej brama była jak nowa. Podeszliśmy bliżej a nasz wzrok objął dwa szeregi pięknych domów z drewna. Pomiędzy nimi był duży i przestronny plac z fontanną, za nią był największy budynek. Najważniejsza rezydencja klanu Haruno, należąca do przywódcy. Chwyciłam drżącą dłonią Ikottiego, tym razem lekko dodając sobie otuchy ścisnęłam jego dłoń
-Chodźmy do domu Ikotti-powiedziałam z uśmiechem mrużąc oczy-Najwyższa pora dowiedzieć się kim jesteśmy i uratować nasz klan
Rozglądaliśmy się bardzo uważnie po całym placu, wszystko wyglądało jak nowe. Tak jakby członkowie klanu wciąż tu mieszkali. I nagle stało się coś niesamowitego. Zawiał mocny wiat, przez który kwiaty wiśni upadły do fontanny, zaśmiałam się i spojrzałam na Ikottiego. Miał inny strój, zamiast zwykłych ciuchów był ubrany w bladoniebieskie kimono z granatowym pasem, a na plecach miał duży znak naszego klanu. Spojrzałam na moje ciuchy, miałam na sobie również bladoróżowe kimono z mocniejszym kolorem na pasie i zakładałam że na plecach widnieje duże białe koło. Podeszliśmy do fontanny i nachyliłam się nad nią. Moje włosy były upięte w koka z wypuszczonymi pasmami z przodu. Usłyszałam gwar ludzi za nami więc wyprostowałam się. Ujrzeliśmy z Ikottim mnóstwo przeźroczystych ludzi, wyglądali jak duchy. Zajmowali się swoimi codziennymi sprawami ale mimo to witali się z nami miło. Pod naszymi nogami przebiegła dwójka dzieci. Zrobiło mi się smutno gdy pomyślałam że mogłabym być to ja i Ikotti bawiący się jako dzieciaki w rodzinnej wiosce. Chłopak pociągnął mnie lekko do głównego budynku, teraz zauważyłam że jako jedyni mieliśmy bose stopy. Weszliśmy tam po schodkach i Ikotti zapukał
-Wejdźcie!-usłyszałam ze środka znajomy głos i razem przesunęliśmy drzwi. Dom był ogromy jednak od razu po wejściu zobaczyliśmy otwarte drzwi na taras na którym siedziała Misako-Ah to wy! Chodźcie, chodźcie!
Zachęciła nas ruchem ręki a ja wciąż oczarowana je urodą poszłam do niej ze łzami w oczach. Od razu po wejściu na taras rzuciłam się w jej ramiona, Misako była jak najbardziej materialna. Mogłam ją zobaczy, powąchać i dotknąć. Pachniała tak jak ja, ale ładniej, wyraźny zapach wiśni unosił się w okół niej jak i w powietrzu. Kobieta zaczęła gładzić moje włosy a Ikotti wtulił się w jej drugie ramię
-Opowiem wam naszą historię-powiedziała spokojnie-zaczynając od narodzin różowo włosego dziecka. Była w tedy śliczna wiosna, chyba najpiękniejsza jaką kiedykolwiek widziałam. Moja córka spodziewała się dziecka, które otrzymało błogosławieństwo od Boga. Różowe włosy oraz śliczne, iskrzące zielone oczy. Druga z moich córek była już w ciąży i spodziewała się chłopca pod koniec roku. Jednak kiedy paromiesięczna dziewczynka dorastała w miłości, zdarzył się atak Kuramy na Konohę. Wszyscy z klanu znajdowali się w jednym pomieszczeniu, a jednak i tak byli blisko zagłady. Kurama wyzwolił moją moc, nad którą ledwo panowałam. Jednak dziecko o różowych włosach było zbyt słabe żeby opanować tak silną moc. A Kurama wyzwolił ją całą, z pierwszego stopnia Misharin'a w chwilę był już ostatni. Po raz pierwszy widziałam kogoś z taką siłą, niemowlę zmieniło się w pięcioletnie dziecko już z długimi włosami. Misharin podnosił ją całą, kiedy Kurama atakował, atakował i Misharin. A z tego że Kurama otrzymywał obrażeń to dziecko cierpiało i to bardzo. Krzyk dziecka i światło które błysło z całego jej ciała zniszczyła cały obszar rezydencji w Konszy. Przeżyło tylko parę osób, matka i ojciec niemowlęcia, jej ciotka w ciąży, narzeczony jej dalekiej kuzynki oraz ja. Misharin zaczął wyniszczać ciało dziecka. Ledwo zapieczętowałam blokadę a i dziecko by zginęło. Poświęciłam siebie, jednak od urodzenia dziecka wiedziałam że będzie silne. Tak właśnie skończyła się masakra klanu Haruno
-Czy...czy tym dzieckiem, które wszystkich zamordowało...byłam ja?-spytałam a żołądek zawinął mi się w supeł na samą myśl, że to przeze mnie zniknął mój klan
-Tak Sakura-szepnęła a łzy zaczęły mi płynąć coraz mocniej-Jednak nie zabiłaś klanu, mimo wszystko łączyła cię z nim silna więź, której nie mogłaś zniszczyć. Po prostu uśmierciłaś ich ciała, dusze przywędrowały z powrotem tutaj wcześniej zostawiając w twoim sercu odwagę i nadzieję
-Co mogę zrobić, żeby przywrócić im życie?-spytałam poważnie, otarłam łzy i wstałam-Jestem w stanie poświęcić wszystko co mam
-Nawet siebie?-jej wzrok powiódł za mną
-A zwłaszcza siebie-skinęłam głową z powagą, mówiłam prawdę-Tylko żeby naprawić mój błąd jestem w stanie oddać życie dla mojego klanu. Chcę oddać Ikottiemu rodzinę
-Jedyne co musisz zrobić to ponownie wyzwolić pełną moc Misharina-machnęła na to lekceważąco ręką-Jednak to nie powinno być takie trudne, gorzej że nie jesteśmy tu sami. Widziałam twoich przyjaciół, którzy szukają ciebie
-Teraz to nie jest ważne..
-A właśnie że jest!-wstała odkładając głowę śpiącego Ikottiego na taras-Jest pośród nich chłopak na którym ci zależy, który może zginąć
-Sasuke?-ona z uśmiechem wzruszyła ramionami-Babciu! Nie bądź taka, powiedz mi!
-Sama sobie powiedziałaś, dziecko drogie-objęła mnie ramieniem i wyszłyśmy na plac główny-Muszę zdjąć z ciebie pieczęć, ale żeby wyzwolić moc Misharina musisz być bardzo silna. Ale nie tu-dotknęła dłonią moich mięśnie przedramienia-A tu i tu-puknęła palcem mojego serca i głowy
-Emocjami?-spytałam a ona uśmiechnęła się promiennie
-Jesteś bardzo bystra-położyła mi dłonie na ramiona i sprowadziła do klęczek-Siedź spokojnie, trochę poboli ale zdejmę z ciebie to na oczach wszystkich, żeby wiedzieli że zbawienie nadeszło
Misako Haruno była kobietą zdecydowanie idealną. Silna, mądra i piękna. Chciałabym kiedyś być taka jak ona. Wykonywała szybko ale z gracją szeregi trudnych pieczęci, musiała skończyć bo moje ciało przeszła faja kującego bólu, jakby ktoś wbijał we mnie setki, a nawet tysiące igieł. Wiedziałam że to jest nic z porównaniem do bólu jaki poczuję przy aktywacji Misharin'a. Wstałam z ziemi i przetarłam łzy, spojrzałam po ludziach dookoła
-Wybaczcie mi!-krzyknęłam głośno-Uratuję was! Uratuję cały klan!
Oni zaczęli uśmiechać się i płakać ze szczęścia. Po chwili zamknęli mnie uścisku, poprosiłam aby zajęli się Ikottim i przyjęli go jak w domu
-To jest jego dom!-oburzyła się młoda kobieta-Przyjmiemy go jak należy, jak kogoś kto zabłądził w drodze do domu
-Liczę na was-uśmiechnęłam się i chciałam iść, ale na moim ramieniu spoczęła czyjaś dłoń-Hm? Co się stało?
-Twoja katana-podała mi ją Misako-Używaj jej z głową
Przełożyła mi ją przez pas i lekko popchnęła w stronę wyjścia z terenu posiadłości. Odwróciłam się po przejściu przez bramę jednak nikogo tam nie było, chciałam aktywować Misharin'a tylko po to żeby sprawdzić czy tam są jednak uznałam że nie na to czas. Zaciągnęłam się powietrzem, czułam je wyraźniej, słyszałam wyraźniej i lepiej widziałam. Czyli to blokowała pieczęć, tylko jak ja przez siedemnaście lat mogłam jej nie zauważyć?! Siedemnaście? Przecież jutro kończę osiemnaste urodziny, które tak bardzo chciałam obchodzić w domu z rodziną i chyba mi wyszło. Czy to znaczy, że moi rodzice...że mama Ikottiego będą tam kiedy uwolnię moją pełną moc? Ruszyłam szybkim krokiem przez ścieżkę i dopóki nie zeszłam z niej na główny plac miasta nie zwalniałam. Tam zobaczyłam chłopaka opierającego się o mur, podszedł do mnie i dotknął ręką mojego policzka gładząc go. Zamknęłam oczy, jego dotyk wciąż czułam na swojej skórze. Kiedy podniosłam powieki byliśmy gdzie indziej. Ogromna polana ze wzniesieniem na którym staliśmy, pagórek nie był duży miał może ze trzy metry wysokości i łagodnie schodził w dół równając się z zieloną trawą o intensywnym kolorze
-Co tu robisz Itachi?-spytałam chwytając po katanę
-Mówiłem cie że przyjdę sprawdzić czy znalazłaś dom-położył mi dłoń na głowę i lekko mnie pogłaskał-Nic ci nie zrobię Saku
-Za to ja nie jestem pewien-usłyszałam za sobą a strach mną wstrząsnął od razu aktywowałam Misharina i odwróciłam się przodem do gada-Ach spokojnie kochana, nie ma się co denerwować
-Czego tu chcesz?-warknęłam po czym odsunęłam się bliżej Itachiego-O co tu chodzi?!
-Przyszedłem tu żeby zobaczyć się z twoją babką-wiedziałam że kłamał, ale wyprostowałam się
-Kłamiesz-powiedziałam pewnie-Tak naprawdę cię tu nie ma, chciałeś sprawdzić co potrafię, prawda?
-A więc to jest jedna z tych specjalnych zdolności-uśmiechnął się z uznaniem-No cóż masz rację, nie ma mnie tu
-Odejdź Orochimaru-powiedziałam pewnie, już się nie bałam teraz byłam zła-Odejdź stąd!
-Odejdę ale chciałbym cię jeszcze ostrzec-roześmiałam się kpiąco
-Czemu miałabym słuchać twoich rad?
-Bo ktoś cię śledził odkąd wyszłaś z tym chłopaczkiem z kraju Ziemi-założył ręce na piersi-I ten ktoś najprawdopodobniej jest w twojej rezydenci i nie ma dobrych zamiarów co do twojego śpiącego rycerza. A jak myślisz, niematerialne duchy go obronią?
-Ikotti-krzyknęłam szybko i ruszyłam biegiem w kierunku posiadłości
Skakałam po drzewach tylko żeby być tam szybciej. Po ścieżce biegłam, tak szybko jak mogłam. Po przejściu przez bramę zobaczyłam mężczyznę który stał już z wyciągniętą kataną nad wciąż śpiącym Ikottim. Duchy usiłowały go zatrzymać jednak on ich nie widział, nie słyszał jak krzyczały. Wzbiłam się w powietrze i wyciągnęłam katanę
-Shannaro!-krzyknęłam wbijając broń w plecy mężczyzny-Nie nauczyli cię że nie zabija się śpiącego?
Pchnęłam miecz głębiej a z jego ust wypłynęła krew, broń wychodziła z jego brzucha. Wyciągnęłam ją a mężczyzna którego nigdy nie widziałam oparł ledwo żywy na ziemie
-Misako?-spytał patrząc na mnie zamglonym wzrokiem
-Sakura Haruno-powiedziałam cofając Misharina
-Wiec jednak to prawda...-kaszlnął krwią-Dziedzic Misharin'a powrócił żeby zniszczyć to co zostało
-Dziedzic Misharina powrócił żeby uratować to co zostało zniszczone-powiedziałam twardo patrząc w jego twarz
-Wybacz mi pani-szepnął i wyciągnął w moją stronę dłoń-Wybacz mi zło uczynione
-Kuso-przeklęłam po czym jęknęłam-Znaj łaskę moją-klęknęłam i zaczęłam leczyć jego ranę-Jednak oczekuję czegoś w zamian
-Zrobię wszystko pani
-Powiedź wszystkim że Dziedzic Misharin'a powrócił a z nim klan Haruno!-krzyknęłam kończąc leczyć jego rany-W końcu powrócił ktoś kto tu wszystko ogarnie!
-Hai!-usiadł i złapał się za ranę po której nie było już śladu
Wstałam i spojrzałam na Ikottiego, westchnęłam z ulgą
-Zdążyłam na czas-uśmiechnęłam się jednak usłyszałam potężną eksplozję w miejscu w którym spotkałam Orochimaru. Szary dym uniósł się w powietrzu i dało się słyszeć odgłosy walki. Jęknęłam-Znowu coś się dzieję? No tak, Dziedzic Misharin'a wraca i od razu roboty po pachy. No nic, zabierzcie Ikottiego w najbardziej bezpieczne miejsce w tym domu i pilnujcie go. Najwyżej niech kwiaty wiśni po mnie przyjdą
-Jest limit Misharin'a?-spytałam babci ale ona nic nie powiedziała-Zaraz się okaże
Chciałam ruszyć, jednak usłyszałam zaspany głos kuzyna
-Sakura?-spytał przecierając oczy
-Pilnujcie żeby nie wyszedł z terenu posiadłości-spojrzałam twardo na Misako-Nie martw się Ikotti niedługo będzie po wszystkim
Skoczyłam na drzewo i przeniosłam się z powrotem na pole bitwy. Wylądowałam znowu na wzniesieniu, wciąż stał tam Itachi i Orochimaru
-Dziękuje Orochimiaru-sama-skinęłam lekko głową co on odwzajemniła-Nande?
-Chcę zobaczyć wyzwolenie twojej mocy w inny sposób-uśmiechnął się dziwnie i wskazał palcem na pole bitwy-Liczę na ciebie Dziedziczko Misharin'a
Prychnęłam i lekko przykucnęłam do skoku
-Nie zawiodę cię!-krzyknęłam szybko wybijając się w powietrze
Przeskoczyłam między gęsty kłęb dymu i unikając broni latających dosłownie wszędzie wylądowałam w lesie po drugiej stronie. Otrzepałam się z kurzu i wyszłam do grupki osób stojących do mnie tyłem. Oparłam dłoń na biodrze a w drugiej trzymałam katanę, jej pochwę zostawiłam w rezydencji. Odgarnęłam grzywkę z moich oczu i podeszłam do nich żwawym krokiem, blondyna poznałam już z daleka
-Co tu się dzieję?-spytałam podchodząc do nich
Wszyscy odwrócili się jak na zawołanie, ich oczy otworzyły się szerzej. Jednak nikt nie ruszył się z miejsca. Westchnęłam i rozpuściłam moje włosy
-Sakura!-krzyknęła Ino-Wró~
-To nie czas na gadanie-machnęłam na nią ręką mocniej chwytając rękojeść katany. Światło się od niej odbiło-Kto walczy?
-Sasuke i Itachi oraz jacyś ludzie nie z tej wioski-kurz zdążył opaść i zobaczyłam opaski z wioski dźwięku oraz z kraju Ptaków
-Doskonale-uśmiechnęłam się wyciągając miech przez siebie-Shannaro! Nadchodzę!
Wybiłam się w górę i rozwaliłam pięścią ziemie na którą wylądowałam. Ona się zatrzęsła a wszyscy nagle przestali walczyć. Spojrzeli na mnie wciąż mając bronie przygotowane
-Co to za głupia dziewucha?!-krzyknął koleś z wioski dźwięku, a ja wyprostowałam się i otworzyłam oczy-Co tak stoisz?!
Aktywowałam Misharin'a a ludzie z wioski Ukrytej w Wiśni wstrzymywali oddechy. Zaśmiałam się i byłam pewna że mój Misharin właśnie wszedł już na czwarty poziom. Ten wspomagał prędkość, więc nim ktokolwiek coś powiedział narzekający na mnie mężczyzna leżał z moją kataną wbitą w klatkę piersiową
-Dziedzic Misharin'a!-krzyknęłi ze szczęściem-Pomożesz nam pani?
-Nie pozwolę zbezczeszczać Kraj Ptaków i Wioskę Ukrytą w Wiśni!-krzyknęłam chwytając miecz po czym odwróciłam się do braci Uchiha-Nie przeszkadzajcie sobie. Dopilnuję żeby nikt wam nie przeszkodził. Naruto-spojrzałam na chłopaka-Pomożesz nam?
-Jasne Sakura-chan!-podbiegł do nas-No dalej ludziska! Jedziemy!
-Dobra łamagi! Zabijmy ich!-krzyknęłam i wszyscy zaczęliśmy walczyć
Moi przyjaciele z Konohy pomogli nam bardzo, a kiedy zobaczyłam mężczyznę z Otto który chciał zaatakować zajętego Sasuke szybko wdałam się z nim w bójkę
-Nie wiem kim jesteś ale mnie nie pokonasz!-zaśmiał się
Szybko znalazłam się za nim i przyłożyłam mu katanę do szyji po czym mu szepnęłam na ucho
-To ja sprawiłam że cały klan Haruno zniknął-mina mu zrzedła i zabiłam go
Poczułam ukłucie bólu, oznaczało to że Misharin wszedł na piąty poziom. Zakuło mnie w sercu więc zakołysałam się i złapałam za nie. Czułam że miałam upaść, jednak ktoś mnie podtrzymał
-Trzymaj się Sakura-chan-powiedział Naruto-Jest ich coraz mniej, damy radę. Jakiś dzieciak wpadł i nam pomaga
-Jaki dzieciak?-blondyn wskazał palcem na rudowłosego chłopaka walczącego kunaiem. Nie wiedziałam czy jestem bardziej wściekła czyt przerażona. Pobiegłam tak szybko na ile pozwalały mi bose i poranione przez walającą się wszędzie broń stopy. Machnęłam na przeciwnika rudowłosego kataną a jego samego chwyciłam na kołnierz i uciekłam za wzniesienie-Ikotti co ty tu robisz?!
-Przyszedłem cię uratować-powiedział i kaszlnął krwią
-Gdzie masz ranę?-odwrócił się do mnie tyłem a ja zobaczyłam dużą plamę krwi na znaku Haruno-Sciągaj to, natychmiast
Odwiązał pas i posłusznie odsłonił mi plecy, rana wyglądała okropnie. Mogło się wdać zakażenie, jednak zaczęłam go uleczać. Później jeszcze raz spojrzałam na zaplamiony krwią znak naszego klanu i byłam jeszcze bardziej zroxzpaczona
-Ikotti kto ci to zrobił?-spytałam usiłując aby mój głos nie drgał z wściekłości i smutku-Powiedz mi kto cię skrzywdził?
Wskazał smukłym palcem na osobę, którą nie chciałam dotykać w tej wojnie. Ikotti jednak był pewny swej decyzji
-Nie ruszaj się stąd bo inaczej będzie z tobą kiepsko-położyłam dłoń na jego głowie i przekazałam mu swojej czakry, osłabiło mnie to jednak-Masz teraz w sobie niewielką część Misharin'a którą jesteś w stanie aktywować. Bój się, a wtedy on cię obroni, albo pomyśl o czymś pięknym o jakimś dobrym wspomnieniu wtedy on pomoże ci w walce. Ale to ma być ostatecznością, rozumiemy się?!
-Hai
Wyskoczyłam zza pagórka i pomknęłam w stronę Itachiego który właśnie chciał zadać ostateczny cios Sasuke. Katanę miał wyciągniętą w górę i zamachnął się nią, jednak zimna stal jego broni nie spotkała się z ciałem Sasuke. Po polu bitwy rozbrzmiał dźwięk spotykającej się stali a mi ani powieka nie drgnęła
-Sakura-jęknał ze złoscią Sasuke-Powiedziałaś że nie będziesz się wpieprzać!
-To było zanim Itachi dotknął Ikottiego-powiedziałm twardo rozpoczynając atak, jednak Itachi był trudnym przeciwnikiem
Atakowałam go bez przerwy, on unikał moich ataków skutecznie. A wyraz mojej twarzy się nie zmieniał, teraz miałam w nosie że uratował mnie niezliczoną ilość razy, że mnie kochał i że pozwolił mi mieszkać z nimi. On chciał zabić Ikottiego!
-Sakura nie wierzę że robisz mi coś takiego!-zaśmiał się-Ja przez całe twoje życie o ciebie dbałem!
-Pieprzysz głupoty Itachi-warknęłam wciąż go atakując-Powiedz w końcu o co ci chodzi!
-Jak myślisz kto zabił najlepszych medyków w sunie żeby wysłać cię na misję? Albo kto dawał ciągle Tsunade dziwne przypadki żeby nie miała czasu cię nauczyć walczyć?-wymieniał-Jak myślisz kto zabił twoich rodziców, tylko po to żebyś nie wracała do wioski? Kro zabił mamę tego głąba za którego teraz walczysz? Jak myślisz kto wysłał tych trzech shinobii żeby wstrzyknęli ci tą truciznę? Jak myślisz czemu Akatsuki cię przyjęło? Chcieliśmy tylko twojego Misharin'a bez niego jesteś nikim Sakura!
Zaczęłam być coraz bardziej wściekła, on odebrał mi to co w życiu było dla mnie najważniejsze; rodzina. Poczułam ukłucie bólu było to jednak zbyt słabe aby wyzwolić moc Misharin'a. Nie wierzyłam Itachiemu. Spojrzałam na lewo, Ikotti używał Misharin'a, a ja cierpiałam. Przecież Ikotti nie wiedział że czerpie z moich pokładów czakry. jednak tak bardzo chciałam podnieść Misharin na kolejny poziom i znów wydłużyć jego limit. Mimo że był już na piątym poziomie wciąż były cztery przede mną. Oczy zaczęły mnie już boleć i z oczu poleciały mi krwawe łzy
-Przepraszam Ikotti-szepnęłam i cofnęłam Misharin'a u kuzyna też sam się dezaktywował. Spojrzał na mnie wystraszony a jego przeciwnik od razu przejął tępo walki-Uratuję cię bez tego gówna
Wstałam z ziemi niezdarni i już miałam biec, kiedy nagle wszystko się zmieniło. Siedziałam na kolanach koło Misako na tarasie, chmury zastygły na niebie, wszystko przestało się ruszać
-Czemu traktujesz Misharin'a jak coś złego i czemu chcesz go uaktywnić za pomocą złości Sakura?-powiedziała z wyrzutem-Przecież jest jeszcze tyle innych emocji! Miłość, radość, szczęście, poczucie odpowiedzialności za czyjeś życie! Sakura pomyśl trochę, przyjaźń, akceptacja!
-Przepraszam, ale czy to co Itachi mówił to prawda?-kobieta skinęła mi głową-Zabiję go!
-Nie jesteś tu żeby zabijać, jesteś tu żeby ratować-machnęła na mnie ręką i podała mi dłoń. Pomogła mi wstać-Pamiętasz kiedy pierwszy raz go aktywowałaś, pamiętasz coś z tej historii?
-Nie używałam wtedy cały czas Misharin'a-poczułam że uczucia z tego dnia wracają do mnie jak bumerang, widziałam znowu moich rodziców. Widziałam Misako i innych członków klanu. Chwyciłam się za serce-Bałam się wtedy o wszystkich, że umrzemy i już nigdy nie będziemy razem. Uwolniłam tę moc chcąc wszystkich obronić, chciałam żebyśmy po ataku znaleźli szczęśliwe i spokojne miejsce. Prawdziwy dom...Oto kim jestem, to właśnie moja droga! Uratuje nas, obiecuję!
-Dokładnie-pogłaskała mnie po włosach-Na bitwie rozejrzyj się, na pewno zauważysz że tak na prawdę nie chcesz chronić Ikottiego...
Wszystko zniknęło w białym świetle a ja już po chwili znowu byłam gdzie być powinnam. Znów wznowiłam bieg i szybko pozbyłam się przeciwnika Ikottiego. Jego samego rzuciłam za wzniesienie, on sam upadł tam na plecy. Spojrzałam gdzie jest Naruto, walczył z dwoma silnymi przeciwnikami, Ino walczyła z Temari z jednym gościem a TenTen i Hinata razem z Nejim i Kibą przeciwko piątce gościów. Shikamaru i Choji razem z Shino walczyli przeciwko zbyt dużej liczbie żeby ich zliczyć. Sasuke ledwo radził sobie z Itachim. A ja znów byłam bezużyteczna, mój Misharin nie był w stanie zatrzymać zbyt dużej liczby osób w stanie w jakim obecnie byłam. Dlaczego myślę że to wszystko się samo wyzwoli?! Zawsze można pomóc losowi! Spojrzałam na Naruto i Sasuke, a w moich oczach nie było już łez. Sasuke miał poważne rany i blondyn również. Tak bardzo chciałam ich chronić, te wszystkie lata oni ratowali mnie i czekali aż urosnę w siłę. Na pewno mają już dość czekania na mnie, widziałam jak dwóch barczystych mężczyzn biegnie z bronią w moją stronę. Nie zwracałam na nich uwagi, teraz liczył się tylko Naruto i Sasuke. Jednak nigdy do mnie nie dobiegli, zatrzymali się jakby widzieli coś dziwnego. Moje długie włosy łaskotały mnie w kostki, jednak po chwili unosiły się delikatnie za mną. Moje stopy już nie krwawiły, a różowe kimono zmieniło się w białą sukienkę na ramiączkach. Uczucie ciepła rozlewało mi serce, uśmiechnęłam się i przymknęłam oczy. Znów poczułam moc, tak wielką że nie potrafiłam nad nią panować. Nie bolało mnie nic, a myślałam że powinno. Podeszłam do Naruto i dotknęłam jego ramienia, kiedy na mnie spojrzał jakby się uspokoił. Kucnęłam też przy Sasuke i pocałowałam go delikatnie, on wydawał się być już teraz rozluźniony a jego rany zniknęły. Spojrzałam na Ikottiegi i okazało się że Misako miała rację nie chciałam go chronić, chciałam tylko odkupić swoje winy. Przeniosłam znowu wzrok na moich ukochanych przyjaciół. Tak to ich chciałam chronić. Zaśmiałam się i dałam pozwolić aby moc Misharin'a podniosła mnie a z mojego ciała a szczególnie z serca wydobywało się niebieskie światło. Pozwoliłam by zniknąć w jasnym świetle, a kiedy poczułam że już wszystko będzie dobrze dezaktywowałam Misharin'a. Otworzyłam oczy a z nieba spadały płatki wiśniowych drzew, Łzy radości popłynęły po mojej twarzy i pozwoliłam żeby pochłonęła mnie bezkresna ciemność. Dzisiaj na bardzo dużo rzeczy pozwalałam.

 Nikt nie wiedział co dokładnie się stało. Jednak chwile po omdleniu Sakury przybyło mnóstwo osób. Wszystkie ubrane w kimona ze znakami ich klanu
-Klan Haruno?!-zdziwiła się Ino-Jak to możliwe?!
Różowo włosa kobieta przycupnęła przy Sakurze i dotknęła ustami jej czoła
-Czyli jednak ci się udało-uśmiechnęła się pięknie-Uratowałaś nas w wielkim stylu
-Przepraszam, że musieliście tyle na mnie czekać-otworzyła oczy i usiadła powoli-Osiemnaście lat to naprawdę długo
-Masz szczęście że jesteśmy cierpliwi-zaśmiała się dziewczyna trochę starsza od nas
Pomogła jej wstać i przytrzymała Sakure, kiedy ta zachwiała się. Sakura uśmiechnęła się do niej wdzięcznie i stanęła o własnych siłach. Szybko spojrzała po wszystkich osobach jednak to na mnie i Naruto ostatecznie zatrzymał się jej wzrok. Była słaba, ale podeszła do nas chwiejnym krokiem i uścisnęła nas. Słyszałem jak szlocha cicho. Objąłem ją, Naruto również po chwili odsunęła się od nas
-Masz coś na czole Sakura-chan-dotknąłem jej pieczęci, była mała i wyglądała jak ta Tsunade
-Chyba urosłam już wystarczająco w siłę-zaśmiała się-Dziękuję że tyle czekaliście
-Sakura wróć z nami do Konohy!-krzyknęła Ino rzucając się na szyję dziewczyny
-Prosimy Sakura-san!-krzyknęła Hinata tuląc się do szyi Haruno
-Ty-wskazała palcem na Yuuri a ona spojrzała na nią zlękniona-Wiesz co umie robić Misharin? Umie mi pokazać kto żyję w kłamstwie!
-O co ci chodzi?!-krzyknęła czerwonowłosa odsuwając się o krok
-Powiedz Sasuke prawdę!-zażądała zaciskając pięść przy piersi-Albo zrobię to ja!
-Ty to powiedz-mruknęła odwracając się do niej bokiem
-Yuuri tak na prawdę nie jest w ciąży-założyła ręce na piesi, a mi kamień spadł z serca
-Wiesz że to oznacza koniec dla naszego związku-skinęła i zaczęła wracać w stronę Konohy-Najlepszy dzień w życiu! Zabiłem Itachiego, dowiedziałem się w końcu prawdy i Sakura wraca z nami do wioski!
Spojrzałem na Sakurę, uśmiech już nie gościł na jej twarzy. Zacisnęła usta i wyglądała jakby walczyła sama ze sobą. W kącikach jej oczu zebrały się łzy, jednak ona nie pozwalała im spłynąć po twarzy
-Sakura-chan? Wszystko w porządku?-pokiwała głową i podeszła do nas. Położyła nam dłonie za policzkach i spojrzała w nasze oczy
-Nie mogę z wami wrócić-powiedziała-Przepraszam was, naprawdę...Jednak teraz...gdy mój klan jest ze mną...Nie chcę popełnić drugi raz tego samego błędu...Chcę tu zostać
-Sakura nie-powiedziałem chwytając jej dłoń-Nie pozwolę ci odejść po raz kolejny
-Kocham was chłopaki-odsunęła się od nas i cofnęła w tył-Naprawdę was kocham
Naruto wyglądał jak wbity w podłogę, za to ja wydawałem się jedyny trzeźwy w tej sytuacji. Sakura minęła nas i podbiegła do Ino i Temari
-Ino nigdy się nie poddawaj, dobrze?-spytała z uśmiechem-A ty Temari walcz o miłość i ty dobrze wiesz o co mi chodzi
Później podeszła do Hinaty, Kiby i Shino
-Kiba baw się dobrze-przytuliła go delikatnie po czym poklepała psa po pysku-A ty Akamaru pilnuj go
-Shino dbaj o swoje robaczki-zaśmiała się po czym chwyciła dłonie Hinaty-Nawet nie wiesz jaka jestem z ciebie dumna. W końcu stałaś się pewna siebie Hinata
-Sakura naprawdę nie możewsz z nami wrócić?
-Nie mogę TenTen ale jest coś co ty możesz zrobić-szepnęła jej coś jeszcze na ucho a brunetka się od tego cała zarumieniła-Neji rośnij w siłę. A ty Lee, podążaj własną ścieżka shinobii!
Wróciła znowu do nas. Ucałowała Naruto w policzek i chwyciła go za dłońie
-Naruto ty spełniaj marzenia-powiedziała wciąż ze łzami w oczach-I zostań najlepszym Hokage o jakim świat nie słyszał!
-Dobrze Sakura-chan jeżeli ty będziesz uważać na siebie-skinęła mu głową i przytulili się mocno
Sakura podeszła do mnie jednak nie zrobiła nic. Po chwili zbliżyła się i stanęła na palcach
-Będę za tobą tęsknić Sasuke-kun-szepnęła mi na ucho-Proszę cię żebyś na siebie uważał i żebyś był szczęśliwy. Kocham cię Sasuke...
Odsunęła się ode mnie i nie mogłem się powstrzymać położyłem jej dłonie na biodrach i wpiłem się w jej usta. Ona odwzajemniła pocałunek kładąc mi dłonie na ramionach
-Musimy iść Sakura-powiedziała jej Misako-Czas świętować dziecko moje
Sakura odbiegła od nas i zatrzymała się przy klanie. Odwróciła się w naszą stronę
-Odwiedzimy cię Sakura-chan!-krzyknął Naruto-I zabierzemy cię z powrotem!
Ona roześmiała się
-Będę czekać!
Odwróciła się znowu do nas tyłem i pozwoliła żeby objął ją Ikotti i jakaś dziewczyny
-Witamy w domu-powiedzieli równo, a Sakura odwróciła się jeszcze w naszą stronę. W jej oczach ślniły łzy które spływały po jej twarzy
Chciałem do niej podbiec, ale Naruto chwycił mnie za nadgarstek
-Niech idzie-powiedział cicho-Dajmy jej być szczęśliwą

wtorek, 8 grudnia 2015

Rodział 9.

-Jak pamięć?-wywróciłam oczami, Sasori pytał mnie o to codziennie-Łykasz tabletki tak jak ci kazałem?
-Jest już w porządku-usiłowałam go zbyć uśmiechem-Łykam rano i wieczorem, tak jak kazałeś
-W takim razie...Jak mam na drugie imię?-spytał nagle
-Nie masz drugiego imienia, ciołku-mruknęłam pakując broń i zapasy żywności do plecaka
-Mimo, że jeż jest z tobą okej to nie jestem pewny czy możemy cię puścić-położył się na plecach na moim łóżku-Po za tym sama nie wiesz gdzie idziesz, prawda? Czego ty właściwie szukasz Sakura?
-Czegokolwiek Sasori-westchnęłam przypinając kaburę na plecy-Po za tym będę miała przewodnika
-Niby kogo?-podniósł samą głowę i spytał z jakby irytacją
-Misako Haruno
-Twoją zmarłą babcie?-zakpił
-Dokładnie
-I właśnie dlatego nie chcę cię nigdzie puszczać-wstał-Sakura ona nie żyję!
Puściłam mu oczko i wyszłam z pokoju, wyszłam stamtąd. Wszyscy byli na jakichś misjach, co prawda obiecałam, że wyruszę kiedy wrócą, ale ja nie mogłam dłużej czekać. Za długo pozwalałam aby czas przesypywał mi się przez ręce niczym piasek. Poczółam dłoń na moim ramieniu, spięłam się momentalnie. Nie spodziewałem się go tu
-Eh i co ja z tobą mam-westchnął odwracając mnie do siebie przodem-Miałaś czekać
-Miałeś być na misji-mruknęłam patrząc w jego onyksowe oczy-Itachi ja tu już nie wrócę
Spuściłam głowę w dół, nie byłam w stanie łamać mu serca. Przecież ocalił mi życie niezliczoną ilość razy. A ja mu mówię od tak że go zostawiam. Ale nie chciałam tu być, czułam się tak źle
-Chcę wrócić do domu-zacisnęłam pięści-Wiem, że to tu przyjęliście mnie jak rodzinę ale to chyba nie jest mój dom Itachi
-To gdzie w takim razie jest?
Westchnęłam głęboko i głośno. Załamałam ręce i spojrzałam na Itachiego błagalnie z nutką zażenowania
-Nie wiem! Ale chcę go znaleźć, może moim domem będzie wioska rodziny Haruno, może to będzie Konoha? Na prawdę nie wiem Itachi, ale zrobię wszystko żeby znaleźć mój dom
-Sakura-powiedział a ciszę zakłócił świst rześkiego wiatru. Płatki wiśni przeleciały nam przed nosami, zrobiły koło wokół mnie i poleciały na zachód-Spotkamy się i wtedy powiesz mi gdzie jest twój dom. Pamiętaj że nie możesz używać często Misharin'a
Skinęłam głową i pocałowałam go w policzek. Później używając techniki Konan rozpadłam się na płatki wiśni i pogoniłam za tamtymi. Co prawda znalazłam się zaledwie paręnaście kilometrów od Itachiego ale na więcej nie mogłam sobie pozwolić, ta technika nie była specjalnością mojego klanu. W sumie nie znałam technik mojego klanu. Zbyt szybko zużywała moja czakrę, ruszyłam w długą podróż za grupką co chwila znikających płatków wiśni. Czułam się jak Alicja biegająca za białym królikiem.

-A więc to ona jest dziedziczką Misharina...-powiedziałam patrząc na panoramę Konohy-Po raz pierwszy od dwóch pokoleń był ktoś na tyle silny, żeby go użyć. Jednak nie wiem czy mam powód do uciechy, w końcu to jednak Sakura go uaktywniła
-Co to jest ten Misharin?! I co to coś zrobiło z jej oczami dattebayo!?-odwróciłam się gwałtownie i uderzyłam dłonią w biurko. Uzumaki w końcu zamilkł
-Tsunade-sama z całym szacunkiem ale Naruto ma rację-powiedział Uchiha
-Silne klany mają unikatowe zdolności. Hyuga ma Byakugana, a Uchiha Sharingana-zaczęłam opowieść siadając na biurku i zakładając nogę jedna na drugą-Klan Haruno wcale nie jest z Konohy, nie powinno go tu być. Jednak po masakrze w ich klanie byliśmy zobowiązani przyjąć ich do ojczystej ziemi
-Jak to:"ojczystej"?-blondyn był zdziwiony i zmieszany
-Kiedyś kraj Ognia należał do klanu Haruno. Dziadek pierwszego Hokage chciał władzy. Wykorzystał przywódczynię, później ją zabił, a resztę klanu wypędził stąd-przejechałam ręką po włosach-Babcia Sakury jeszcze się w tedy się nie urodziła, jej matka była w ciąży. Założyli nowe państwo, a na przywódcę posadzili mamę Misako Haruno, a później ją samą. To właśnie ona obudziła w sobie Misharina i to dzięki niej wrócili do Konohy. Wierzono, że Misharin to najgorszy pod względem życiowych, wrodzona umiejętność. Wszyscy którzy go obudzili są niczym tykające bomby. Masakra w klanie Haruno, nikt nie wie co się tam dokładnie stało, było to mniej więcej w czasie ataku Kyuubiego na Konohe
-Co się tam stało?-spytał zimno Uchiha. W jego klanie też była masakra i zrobił to jego brat
-Prawdopodobnie uważa się, że Kurama przymusowo obudził Misharina w Sakurze-Naruto zacisnął szczękę-Sakura...to właśnie ona wybiła cały swój klan-chłopaków najwyraźniej zaskoczyłam, nie mogli uwierzyć w moje słowa-Wszyscy co widzieli mówili, że Sakura nagle zapłonęła niebieskim światłem, wyglądała jak pięcioletnie dziecko. Unosiła się nad ziemią w białej sukience, a jej niesamowicie długie włosy, sięgające na oko kostek latały, nie działała na nią grawitacja. Podobno otworzyła oczy i był tam już od razu drugi stopień Misharina, później w paru sekundach był już ostatni. Podobno było to niesamowicie piękne, jej oczy były niebieskie, a w nich zamiast pojedynczych płatków, był cały kwiat wiśni
-A w jej oczach było widać galaktykę-szepnął Sasuke, ale wszyscy obecni go słyszeli
-Wtedy powietrze przeciął ryk Kuramy, a w głównej posiadłości Haruno krzyk pięcioletniego dziecka-mówiłam patrząc w podłogę
-Przeżyło pięć osób-zaczął Kakashi-Jej rodzice, Misako, jej ciotka w ciąży i przypadkowa osoba, pisarz. Poeta, napisał później wiersz o tym co się działo
 Westchnęłam i machnęłam na Shizune ręką. Ona wyszła i poszła do jednego z najbardziej strzeżonych pomieszczeń w budynku
-Ludzie znienawidzili by Sakurę za to co się tu działo. Pomagała nieświadomie Kyuubiemi, to się liczy jako zdrada wioski-westchnęłam-Jesteście teraz objęci tajemnicą państwową
-A Sakura o tym wie?-spytała niebieskooka blondynka-Czy wie że zabiła swoją rodzinę?
-Nie-powiedziałam twardo-Musicie ją znaleźć i przeszkodzić w jej najważniejszej misji!

To brzmiało niedorzecznie. Przeszkodzić Sakurze w jej najważniejszej misji. Shizune wróciła ze zwojem, który był zadbany. Tsunade przełknęła ślinę i rozwinęła go

I paromiesięczne dziecko o różowych włosach przestało płakać
Jej idealne zielone oczy stały się nagle inne, jakby stała się dzikim kotem
Ucichło tak naglę jak nagle zaczął się atak Kuramy na wioskę
Wszyscy teraz bardziej bali się tego co się stanie
Wszyscy z tego klanu czuli się dziwnie
Już nie bali się Kyubiego 
Bali się dziecka
Grobową ciszę zmącił jednak krzyk kobiety trzymającej dziecko
Upuściła je
Jednak na podłogę nie upadł niemowlak
Na dwóch nogach wylądowała piękna pięcioletnia dziewczynka
Zamknęła oczy i to był znak ich końca
Zaczęła emanować niebieskim światłem
Owe światło uniosło w górę jej włosy a później ją
Biała sukienka tańczyła wraz z jej długimi różowymi włosami
Z wioski dało się słyszeć ryk dziwięcioogoniastej bestii
W tym samym momencie dziecko otworzyło oczy
W jej niebieskich oczach był cały biały kwiat wiśni
W jej oczach było widać galaktykę
Tak piękny nieboskłon usiany gwiazdami jak posypką
A z jej młodego gardła wydobył się krzyk bólu
Nagle wszystkich oślepiło tak niebieskie światło
I tak jasne że odbierało wzrok
A krzyk był tak głośny że ogłuszał
Wiedzieli że umierają
Cieszyli się że odchodzą widząc coś tak pięknego
Kiedy światło zniknęło razem z krzykiem 
To wszystko odeszło wraz z całym klanem
Z nieba w ich dzielnicy spadł deszcz
Z nieba leciały płatki kwiatu wiśni
I paromiesięczne dziecko o różowych włosach znów zaczęło płakać

Patrzyłem zbity z tropu w Hokage, nic już nie rozumiałem. Otworzyłem oczy i znalazłem się przed klatką Kyubiego
-Coś ty zrobił Sakurze?!
-Wyzwoliłem jej prawdziwą moc-odpowiedział z tym jego wiecznym uśmiechem-Uznałem ją za silną, nie zabiłem jej
-Pozwoliłeś jej wybić całą rodzinę!-krzyknąłem wściekły
-Nie całą...
-A co się stanie jeżeli nie zatrzymamy Sakury?-spytała nieśmiało Hinata podnosząc rękę w górę
-Możliwa powtórka z programu-powiedziała twardo Tsunade, ale ja miałem inne zdanie
Wstałem patrząc w podłogę, pięści miałem mocno zaciśnięte i zaciskałem zęby by nie zacząć krzyczeć. Podniosłem wzrok na blondynkę
-Jak długo masz zamiar kłamać Tsunade-sama?-spojrzałem na prawo. Sasuke tak jak ja stał i tak jak ja był wściekły. W końcu jako jedyni mogliśmy wiedzieć coś o cierpieniu jaki przeżyje Sakura-Jak długa masz zamiar być głupia?!
-Nie zatrzymamy jej za nic na świecie dattebayo!-wskazałem na naszą dwójkę-I dopilnujemy żeby nikt tego nie zrobił!
-Dlaczego to wy chcecie być głupi?-spytała wstając-Chcecie żeby znowu wyzwoliła się w niej prawdziwa moc Misharina? Chcecie żeby cierpiała?!
-Chcesz żeby całe życie żyła w kłamstwie?!-krzyknąłem-Ja...Sasuke...Doskonale znamy jej ból. Kurama zabrał mi rodziców, mieli mnie za potwora przez całe życie!
-Straciłem cały klan! Wytykany przez masakrę dokonaną przez własnego brata!-warknął Sasuke
-Jeżeli chcesz ją chronić, to czemu nie chroniłaś nas?!
-Sakura nad tym panuje!-uderzył w jej biurko pięścią czarnowłosy-Nie uchronisz jej okłamując jej całe życie. A kiedy nawet straci kontrolę, to my ją uratujemy! Bo my rozumiemy jej cierpienie!

Zatrzymałam się w wiosce w Kraju Ziemi. To podobno gdzieś tutaj znajdę Ikottiego, wiem jedynie że jest w moim wieku. Weszłam do jednego z barów. Usiadłam przy samym barze, który obsługiwał gruby, spocony facet z siwym wąsem i łysiną na głowie
-Szukam kogoś-zaczęłam spokojnym głosem-Słyszał pan o Haruno?
-Jak każdy tutaj ślicznotko-odwrócił się do mnie i oparł ramieniem o blat-Przychodzi tu codziennie, będzie za jakieś 10 minut. Poczekasz?
-Na zewnątrz-wstałam i już miała odejść, ale rzuciłam przez rękę-Dzięki
Równo dziesięć minut później na horyzoncie zjawiło się dwóch chłopaków, byli w moim wieku lub starsi. Wyższy miał ciemne włosy i brązowe oczy, był umięśniony. Drugi z nich miał podobny typ czakry co ja, czułam to już z takiej odległości. Miał rudawe włosy i intensywnie zielone oczy. Identyczne do moich, ale ubrany był jak zwykły chłopak. Opierałam się plecami z rękami założonymi na piersiach, patrzyłam na nich. Jeden z nich to na pewno Ikotti. Zbliżyli się a ja wyszłam im na przeciw. Zagrodziłam im drogę
-Co jest?!-krzyknął kiedy nie pozwoliłąm mu przejść
Zawiał mocny wiatr i płatki drzewa wiśniowego towarzyszące mi wleciały między nas, jeden z nich został mu na głowie. Podeszłam i ściągnęłam go, jego oczy zabłyszczały. Tak to na pewno był on
-Ikotti Haruno?-spytałam odsuwając się
-Kim jesteś?-odparł ostrożnie
-Nazywam się Sakura Haruno i jestem twoją kuzynką-powiedziałam, a chłopak wyglądał jakby miał zemdleć. Jednak on wybuchł śmiechem jakbym powiedziała jakiś dobry żart
-Pacanie ma strój z częściami klanu Haruno-mruknął jego przyjaciel
-Hm?-przyjrzał mi się dokładnie-Rzeczywiście
Jego przyjaciel parsknął śmiechem i uderzył się otwartą dłonią w czoło. Nie wiedziałam co teraz, naprawdę nie przemyślałam tej całej wyprawy. Poszłam totalnie na żywioł
-Ikotti-chłopak spojrzał na mnie-Musimy porozmawiać, ale nie tu
-W takim razie zapraszam cię do mojego mieszkania!-chwycił mnie po ramię i zaczął ciągnąc w sobie znaną stronę-To na razie Hiko!
Tamten jedynie machnął do niego ręką. Po tym jak mój kuzyn przeciągnął mnie przez całe miasto do swojego mieszkanka w którym panował idealny porządek. Podał mi herbaty i ugościł mnie w salonie
-Nie wiem od czego zacząć, jest tyle spraw o których muszę z tobą porozmawiać-westchnęłam gestykulując-Masz do mnie jakiś pytania, bo może tak będzie prościej?
-Skąd jesteś?-spytał patrząc na mnie zabawnie nie spodziewałam się że tak łatwo uwierzy w moje słowa
-Z Konohy-skinęłam sobie z uśmiechem-Urodziłam się tam i wychowałam
-Teraz twoje pytanie
-Czy ktoś jest jeszcze z naszego klanu, no wiesz czy masz jakąś rodzinę tutaj?
-Nie, moja mama umarła kiedy miałem trzy lata od tej pory jestem sam. A ty?-posmutniał
Kucnęłam przed nim i chwyciłam jego dłoń, uśmiechnęłam się smutno
-Hej, młody. Nie jesteś sam, teraz masz mnie-pociągnęłam go w dół i przytuliłam mocno do siebie-Nie pozwolę żebyś był sam Ikotti, wiem co to znaczy. Moi rodzice umarli dwa lata temu, kiedy nie było mnie w wiosce. Nie mogłam im pomóc
Chłopak odwzajemnił mój uścisk i wtulił czoło w moje zagłębienie szyjne. Ikotti pachniał jak świeżo skoszona trawa i jak lato. Mogłabym wąchać go całymi dniami
-Ikotti widzisz jestem tu nie bez powodu-skinął mi myślę że Ikotti był całkiem sprytnym chłopakiem-Przez dwadzieścia jeden dni byłam w śpiączce, zraz przed obudzeniem widziałam się z naszą babcią. To ona mnie tu zaprowadziła, wiem to może brzmieć normalnie ale ale ona nie żyję
-Mi też się przyśniła, powiedziała że przyjdziesz po mnie i razem uratujemy nasz klan-spojrzał mi w oczy-Uratujemy go?
Czy chciałam uratować mój klan? Miałam tu przyjść żeby dowiedzieć się kim jestem, a klan i tak zanika. Później chciałam wrócić do Konoszy do Naruto i Sasuke, przecież nie mogą czekać w nieskończoność. Z drugiej strony jestem zobowiązana do odbudowania klanu i zajęcia się Ikottim, on mnie potrzebował
-Ikotti ja...przyszłam tu żeby dowiedzieć się kim tak na prawdę jestem-spojrzałam na niego przepraszająco-Podczas mojej śpiączki czekało na mnie dużo osób, nagle zniknęłam w dzień przebudzenia. Nie jestem pewna czy powinnam też tak długo kazać im czekać. Jednak nie jestem też pewna czy powinnam odmawiać jedynej rodzinie jaką mam-uśmiechnęłam się do rudowłosego-Więc przyjaciele muszą poczekać jeszczę trochę
-Sakura jesteś najlepsza!-rzucił mi się na szyję z taką siłą że przewróciłam sie na kanapę a on na mnie. Roześmialiśmy się głośno-To kiedy wyruszamy i gdzie?
-Do rodzinnego miasta Klanu Haruno i to jutro o brzasku wychodzimy z wioski-oplotłam go nogami na plecach i zaczęłam łaskotać-Pójdziemy za południowy-zachód i będziemy szli tak długo, aż nie dojdziemy do Kraju Ptaków
-Czemu akurat tam?-spytał kiedy go puściłam, był cały czerwony ze śmiechu
-Moja znajoma opowiadała mi o nim, podobno jest on pełen drzew wiśniowych, więc pewnei w centrum będzie nasza wioska
-I to tam spotkamy się z Misako?-skinęłam-Ile będziemy szli?
-To zależy od ciebie, dostosuję się do twojego poziomu umiejętności-wzruszyłam ramionami-Nie musisz sie bać że ze mną zginiesz, jestem dobrym medic-ninja
 -Całe szczęście-odetchnął z ulgą łapiąc się za serce
Następnego dnia już przed świtem słońca skakaliśmy po drzewach w dość szybkim tępię. Mieliśmy za sobą dopiero parę godzin i żadne z nas nie potrzebowało przerwy. Dopiero pod wieczór zrobiliśmy postój aby uzupełnić zapasy żywności oraz wody. Zatrzymaliśmy się na otwartej polanie tuż przy jeziorze. Siedziałam po turecku zajadając się kanapkami
-Mogę ci coś pokazać?-spytał rudy wstawiając-To będzie magiczne, wstawaj
Podniósł mnie z ziemi i ściągnął katanę z mojego pasa. Odłożył ją koło plecaka i kopnął w trawę koło nas. Z niej wyleciało stadko świetlików, uśmiechnęłam się. Chłopak wystawił w moją stronę dłoń
-Gotowa?-ostrożnie podałam mu ją-No to jedziemy!
Pociągnął mnie i biegliśmy przez polanę, za nami stada świetlików wzbierało się do lotu. Puścił moją dłoń i rozbiegliśmy się na dwie strony. Oboje się głośno śmialiśmy. Wybiłam się w górę i uderzyłam pięścią w ziemie. Wszystkie świetliki które nie latały nagle poderwały się do lotu. Ikotti roześmiał się głośno i objął mne ramieniem za karkiem
-Zobacz-wskazał na niebo do którego zmierzały świetliki-Niesamowite, nie?
-Nawet bardzo-mruknęłam obejmując go ręką w pasie-Cieszę się że cię znalazłam Ikotti
-Cieszę się że po mnie przyszłaś Sakura-pokazał mi kciuk w górę-Uratowałaś mnie
Poczohrałam jego włosy i wróciłam po katanę
-Bierzesz pierwszą wartę-zaśmiałam się złośliwie wchodząc do śpiwora
-No wiesz ty co-mrugnął siadając po drugiej stronie ogniska
-Musimy się jak najszybciej dostać do naszego domu Ikotti-szepnęłam-Chcę w końcu znać prawdę
-Ja też Sakura-słyszałam jak kładzie się-Ale co później? Znowu się rozstaniemy na siedemnaście lat?
-Nie Ikotti-odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się lekko-Wrócisz ze mną do Konohy, albo zamieszkamy w Sunie, albo zostaniemy w Kraju ptaków. Zaopiekuje się tobą, nie pozwolę żebyś był już sam
-Sakura-szepnął ledwo a z jego zielonych oczu popłynęły łzy-Tak się cieszę że jesteśmy razem





Ikotti Haruno


 
Strój Sakury

wtorek, 1 grudnia 2015

I oto stało się!

Tak jak mówiłam trzy dni temu o moich zamiarach, tak oto dzisiaj założyłam kolejny blog. Na razie nic tam nie ma, popracuję w końcu nad wyglądem stron bo totalnie to olałam na drugim blogu i w sumie to wszystko co chciałam wam dzisiaj powiedzieć. Nie zaczęłam jeszcze rozdziału 9. W ogóle miałam inny zarys na rozdział 8 ale w ostatniej chwili postanowiłam to zmienić i nie wiem co zrobię dalej, dajcie mi parę dni, obiecuję, ogarnę się
Zapraszam więc na
 http://noragami-yatori-ties.blogspot.com
~Hoshi