...

„Gdzie jest miłość, tam jest ryzyko nienawiści.” ~Sasuke Uchiha

wtorek, 22 marca 2016

O KU*WA!

Dzień z życia wzięty, taki dzisiejszy dzień Hoshi

Dziewczyna wstała, specjalnie wcześniej ją obudzono na poranne zajęcia dodatkowe. Wstała ale zakręciło jej się w głowie, upadła tyłkiem na łóżko. Matka dziewczyny przez chwilę udawała, że tego nie widzi. Ale kiedy jej córka nie podniosła się jak zwykle, wyjrzała zza drzwi kuchennych
-Co ci?-spytała marszcząc brwi
-Źle się czuje-odpowiedziała Hoshi a zimny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie
-Zmierz gorączkę-powiedziała blondynka podając córce termometr
Po dziewięciu minutach dziewczyna wyciągnęła go spod pachy i usiłowała coś z niego odczytać, ale mimo że wiedziała jak to się robi, nigdy nic na tym nie widziała. Kobieta niemal wyrwała urządzenie z rąk dziecka i poprawnie odczytała 37.6`. Potarła skronie i spojrzała na dziewczynę, która też chciała wiedzieć co jej jest
-Dobra, zostajesz w domu-westchnęła wychodząc-Mam nadzieję, że nauczycielka niemieckiego nie wpisze ci jedynki
-Tak mamo-dziewczyna jęknęła i zabrała się za ścielenie łóżka
Po ubraniu się przeszła do dużego pokoju na śniadanie. Po chwili jej młodszy brat wyszedł z jej mamą a ona położyła głowę na stole
-Przepadnie mi sprawdzian z biologii-szlochała-A wczoraj tyle się uczyłam, bynajmniej baba z chemii może mnie w dupę pocałować, mam ją gdzieś
Po obejrzeniu paru nudnych seriali takich jak Dlaczego ja?, Trudne sprawy oraz Malanowski i partnerzy, postanowiła wykonać zadania, które dała jej mama. Wyniosła śmieci, posprzątała pokój, w którym wszędzie walały się książki i opróżniła zmywarkę. Nawet udało jej się nie rozbić żadnego naczynia. Zjadła obiad i nie wiedziała już co z sobą zrobić. Jej przyjaciółki wciąż były w szkolę a najlepsza przyjaciółka umiera w domu na zapalenie krtani, więc z nią to sobie nie pogada. Kiedy jej mama wróciła, pomogła jej wnieść i wypakować zakupy, sprawdziła kiedy spowiadają w jej parafii i zrobiła porządki w szafie z butami. Po odłożeniu za małych par dla jej kuzynki, okazało się że ma tylko 4 pary butów. Miętowe Martensy, w których śmigała przez całą jesień i "zimę". Niskie trampki, w których śmiga teraz, buty do wody, w których pływała w lato, przez obawę przed kolczatkami. No miała też kroksy w czarno-różowy wzór moro
-A gdzie reszta twoich butów?-spytała jej mama zdziwiona ich jakże liczną ilością
-Nie ma-odparła jej córka i wyszła po raz kolejny na śmietnik, tym razem ze swoim bratem
Odpaliła swój laptop i obejrzała parę odcinków nowego anime, które znalazła przez przypadek. Mama już wcześniej powiedziała jej że następnego dnia też zostanie w domu. Ale nagle wpadła i nakrzyczała na swoją córkę, tylko przez to, że jej dziadkowie są źli bo ich wnuczka znowu nie chodzi do szkoły. Kiedy blondynka wyszła z pokoju dziecka, dziewczyna oparła twarz o biurko i szlochnęła. Była świadoma ile rzeczy ma następnego dnia do zdania i czym prędzej wyciągnęła książki. Mimo, że oceny miała średnie była świadoma swojego intelektu. Po prostu w szkole się nie starała a jej fotograficzna pamięć uratowała jej leniwe dupsko niezliczoną ilość razy. Tym razem też. Nauczyła się recytować fraszkę Jana Kochanowskiego "Na lipę" w 15 minut. Jej szkolne doświadczenie też się przydało, bo wiedziała jak zatamować krwawienie z nosa, które jutro musi opisać na kartkówce. Jej przyjaciółka średnio krwawiła 3 razy w tygodni, a ona jako jej osobista pielęgniarka łaziła za nią do łazienki i pilnowała aby dziewczyna nie zadławiła się krwią. Kolejna kartkówka była z religii, bawiło ją to, ale po przeanalizowaniu poprzedniego tygodnia, nie dość że zgłosiła się do czytania dla dzieci, to i tak to już zdała. Ku*wa, nie wierzę w jej szczęście! Z tego, że wystarczyło mruczeć pod nosem co chwila, dla utrwalenia Kochanowskiego, mogła dokończyć normalnie wieczór. Weszła na internet. Jedną stronę zajęła YouTubem, na którym leciały przypadkowe piosenki, które wpadały jej jednym uchem a wypadały drugim. Włączyła nową stronę i wystarczyło że wyprała odpowiednią miniaturkę, żeby od razu wyświetlił się jej spis postów. Po wejściu na stronę główną klasnęła w dłonie radośnie
-42 wyświetlenia!-pisnęła szczerząc się do maszyny-Ciekawe ile nas już jest w sumie!
Kliknęła Moje blogi i spojrzała na łączną ilość wyświetleń na tym blogu. W pokoju zapanowała cisza
-Kurwa wkręcają mnie-burknęła z typowym poker fejsem


Przez chwilę patrzyła się z tym wyrazem tępo w liczbę na ekranie. Nie wiedziała jak to interpretować, po raz pierwszy internet wykręcił jej takiego kawała
-Chwila...!-złapała się za głowę-Jak internet mógł mnie wkręcić?!

 -No właśnie kurwa?!-odpowiedziała sobie-Nie mógł! A więc to znaczy że....O KURWA!

 





 


 Po pierwszej fali szoku, przy której zdarła sobie całe gardło. Bo z wrażenia darła się jak opętana, kto by się nie darł? Przyszła druga fala, ta w której rzyga się tęczom ze szczęścia. Musiała to jednak dobrze rozegrać, żeby nie wyjść na frajera, więc zanim puściła kolorowego pawia wykonała taki fajny gest


Dopiero po nim zaczęła robić to:
 


 
 
 

 Po tej ogromnej fali radości, nadeszła ostania fala. Hoshi zrobiło się tak cholernie ciepło na serduszku, nie wiedziała jak wam podziękować. Schyliła się żeby z szafki wbudowanej w biurko wyciągnąć zeszyt. Otworzyła go na odpowiedniej stronie zatytułowanej różowym flamastrem LISTA CELÓW NA 2016! Zjechała wzrokiem, już z długopisem w ręce na 7 punkt i z satysfakcją zrobiła koło tego haczyk
-Odhaczone-szepnęła do siebie z na kartkę upadły dwie krople jej łez




 
 

 -Co się stało?-poczuła dłoń na swojej głowie, odwróciła ją i zobaczyła zatroskane spojrzenie swojej mamy. Oczywiście Hoshi nikomu nie powiedziała o blogu, nie wiedziała co odpowiedzieć mamie
-Ja tylko....Spełniłam marzenie-powiedziała z uśmiechem





Kobieta uśmiechnęła się troskliwie, wiedziała że i tak nie dowie się co to było za marzenie. Myślała, ze jej córka majaczy w gorączce. Wiedziała że jej starsze dziecko ma słabą odporność i nie ma miesiąca, w którym nie byłaby chora. Było to uciążliwe dla wszystkich, a dziewczyna nie mogła wychodzić często na dwór. Do tego problemy rodzinne, szkolne, fałszywe przyjaźnie, śmierć. To wszystko spadło na barki jej córki tak szybko, tak niespodziewanie. Nie wiedziała czy jest dobrą matką. Jej księżniczka mówiła dużo o wszystkim, ale nigdy nie powiedziała jej że się boi, jest smutna, zła lub szczęśliwa. Za to jej syn wolał rzucił prosto z mostu jest mi smutno, niż bawić się w chowanego tak jak jego starsza siostra. Dlatego nie wiedziała, że jej córka miała depresje, że za wszystko się obwiniała, nie radziła sobie. Była z niej dumna, kiedy ona płakała przez rozpad rodziny w swoim pokoju, jej zaledwie 13 letnia córka, którą wszyscy uważali za gówniarę z ciętym językiem weszła jej do pokoju. Usiadła koło niej i przytuliła ja do siebie. Zaczęła ją głaskać i szeptać jej do ucha
-Nie martw się, będzie dobrze-mówiła spokojnie-Nawet jeżeli nie wiesz co będzie jutro, nie bój się, zaufaj mi, ja będę zawsze obok
Jej matka rozryczała się na dobre, ale jej córka była opanowana jak nigdy, jakby ktoś wyprał z niej emocje
-A co z tobą?-spytała kiedy jej dziecko zaczęło wychodzić
-Mną się nie przejmuj-odwróciła się przez ramię-Jestem kuloodporna
Wiedziała że już od dzieciństwa, jej córka nie była szczęśliwa. Wiedziała, że dziewczyna ma małe marzenia, nie marzyła już o księciu z bajki lub nowej lalce
-Już dawno wyrosłam z lalek-powiedziała jej kiedyś kiedy babcia proponowała jej zabawki na urodziny, a po pytaniu co chcesz, zawsze odpowiadała-Niczego, mam to co mi potrzeba
Teraz kiedy jej córka płakała z marzenia, które udało jej się spełnić, była pewna, że Hoshi ma wiele małych marzeń. Spojrzała na lewo, był tam otwarty zeszyt jej córki. Wzruszyła się kiedy przeczytała "Dorosnąć"
-Idź spać-pocałowała ją w czoło-Jesteś zmęczona
Dziewczyna kiedy jej mama wyszła otarła łzy i uśmiechnęła się
 


 Weszła w 'Nowy Post'. "Kocham was"-napisała z lekkim uśmiechem-"Dziękuje za ponad 10000 wyświetleń"
Chciała napisać coś jeszcze, ale po wstukaniu paru klawiszy skasowała je. Nie była jeszcze na tyle pewna, żeby napisać co czuje tam bardzo głęboko, na tyle otwartości, nie mogła sobie pozwolić



!CUŚ TAK EKSTRA OD SIEBIE!
Ludzie czasem to strasznie egoistyczne stworzenia. Do niedawna sama byłam takim stworzeniem, nie chodzi mi o to że nagle przestałam być człowiekiem ale ktoś powiedział mi coś ważnego
-Rozumiem to, że ty masz takie a nie inne problemy. Ale rozejrzyj się dookoła, inni też mają problemy, większe lub mniejsze. Jednak ty, która udaje wiecznie silną, którą wskazuje na przykład dla innych, nagle odpuszczasz. To nie do pomyślenia! Jesteś tchórzem, poddajesz się kiedy inni w obliczu wyzwania wstają i idą na przód
Wtedy odpowiedziałam na swoją obronę, może nie musiałam tego robić ale teraz gdybym tego nie zrobiła byłabym bardzo nieszczęśliwa
-Nie jestem kuloodporna-szepnęłam burząc swój idealny świat-Wiem jak wyglądam, wiem że inni śmieją się ze mnie, wiem że jestem słaba, ja to wszystko wiem...Pani nie rozumie, ja nie pasuje do systemu. Naprawdę staram się wpasować, ale co mam zrobić jeżeli oni już na początku mnie skreślili a ja dalej udaje że wszystko jest tak jak było?
-Zrób to samo z nimi-odpowiedziała-Skreśl ich. Zacznij od nowa. Od teraz. Ale walcz, do końca, o wszystko
Starałam się, naprawdę się starałam. Cholera! Złamali mnie po chwili, było nawet gorzej niż na początku. Upadałam nisko, ale starałam się. Musiałam udowadniać swoją wartość, walczyć o szczęście, bić się z prawdą. Kłamać, udawać, izolować się, zmienić się...
Ludzie czasem to strasznie egoistyczne stworzenia...Nie wiedzą przez jakie piekło musieli przejść inni aby podnieść się silniejszymi i ruszyć po swoje! Musieliśmy odbić się od dna aby stać się tym, którymi teraz jesteśmy!

czwartek, 17 marca 2016

Rozdział 15.

 No nareszcie! Ostatni rozdział skończony! Już tylko prolog! Właściwe, ten rozdział jest taki średni...Chciałam w nim pokazać jak wyglądają dni Torikage! Na epilog troszku sobie poczekacie, ale będzie w tym miesiącu...chyba. Mam dwa pomysły na kolejną serię i nie wiem, który będzie lepszy...zrobię później ankietę...Wiecie jak jest was dużo? O tyle ---> 9824 *o* Oszaleliście, jak wam to coś może się tak podobać?! DZIĘKUJE!!!!! Normalnie nie wierzę, jednym z moich celi na ten rok było wybicie 10000 wyświetleń na tym blogu, z wami to będzie bułka z masłem! Kocham was bardzo! Jezzzu, ale się rozpisałam a i tak pewnie 3|4 z was to ominie...Trudno! Do zobaczenia w epilogu, w którym będą długggie podziękowania
A teraz zapraszam do czytania!
~Hoshi
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

"Inwestycja" w Akatsuki, okazała się genialnym pomysłem. W przeciągu paru miesięcy, przestępczość w całym Kraju Ptaków była niemal zerowa. Nie zabijali nikogo oprócz przestępców i czasem nawet uczyli młodsze dzieciaki technik, lub po prostu się z nimi bawili. Ja niemal całe dnie spędzałam przy biurku, sprawdzając raporty i skargi na Tobiego. Asaya była moją prawą ręką i wykonywała moje każde polecenie bez przeciwstawienie. Na początku trudno było nam się odbić od dna, ale jak to mawia Rotari
-Najpierw trzeba sięgnąć dna aby wznieść się w przestworza-powiedziała kiedyś gdy zobaczyła mnie niemal nieprzytomną przy biurku
Odsunęłam się na krześle od drewnianego blatu i przeciągnęłam się. Azusa, który spał w postaci człowieka na kanapie, zwinięty w kłębek podniósł się i ziewnął. Podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je, wpuszczając do środka świeżego powietrza. Chłopak zeskoczył z kanapy i na czworaka podszedł do mnie aby wyprostować się i chwycić moją dłoń. Wyszliśmy na balkon a ja oparłam się o barierkę. Azusa wskoczył na nią i kucnął rozglądając się zafascynowany. Ludzie dzisiaj byli bardzo zabiegani, zbyt bardzo. W końcu w Senbonzakurze miał odbyć się festiwal z okazji...właściwie to praktycznie bez okazji. Każdy tłumaczył to urodzinami Azusy, wilczek był dumny, a my mogliśmy się bawić. Podrapałam chłopaka za uchem a on zamruczał jak kocur. Ludzie potrącali się nawzajem w pośpiechu, każdy chciał mieć jak najpiękniej przystrojony dom z tej okazji.
-Sakura-hime-mimo, że rozmawiałam z Azusą codziennie, to było jedyne co potrafił powiedzieć normalnie-De...szcz pła-tkó-w
Podniosłam do góry rękę używając Misharin'a a z nieba zaczęły prószyć płatki wiśni. Inni zatrzymywali się i podziwiali zjawisko, którego rzadko używałam. Spojrzeli w stronę balkonu a Azusa energicznie do nich pomachał, na co oni reagowali bardzo pozytywnie
-Do wieczora jeszcze sporo czasu!-powiedziałam głośno patrząc na nich-Spokojnie bo się zabiegacie i kto będzie wieczorem ze mną tańczył?
-Ja! Ja! Ja!-krzyczał Azusa zgłaszając się, pogładziłam go po włosach a on niemal wtulił się w moją dłoń
-Ja też!-spojrzałam na dół i zaśmiałam się-Chodź do mnie!
Odbiłam się od barierki rękami i zbiegłam na dół, zaraz po wyjściu z budynku blondyn zamknął mnie w swoich ramionach i okręcił w okół własnej osi. Roześmiałam się mu do ucha
-Naruto!-powiedziałam oglądając go-Przyciąłeś włosy trochę!
-Mówiłem że zauważy!-krzyknął w stronę krzaków, z których wyszedł siwowłosy-Wisisz mi ramen!
-Nie ma z wami Sasuke?-spytałam marszcząc brwi-To już kolejny raz kiedy nie chciał tu przyjść?
-Tak Sakura, ciebie też miło widzieć-mruknął Kakashi a ja się zaśmiałam-Musisz go zrozumieć, ma dużo misji, praktycznie go nie ma w wiosce...Jeszcze teraz kiedy~
Naruto nagle zerwał się z miejsca i zasłonił Kakashiemu buzię ukrytą pod maską. Złożyłam ręce na piersi i uniosłam pytająco brew
-Kiedy co?-powiedziałam lekko zirytowana
-A nic, nic-machnął dłonią blondyn, wciąż trzymając dłoń na masce senseia
-Uzumaki Naruto, żądam od ciebie szczerej odpowiedzi!-krzyknęłam chwytając go za policzek-Kiedy co!?
-Kiedy Uchiha Sasuke, chce znaleźć partnerkę do odbudowy klanu-powiedział i rozmasował policzek, który potraktowałam dość brutalnie
Cofnęłam dłoń i spuściłam głowę. Westchnęłam i uśmiechnęłam się smutno. Zawsze miałam cichą nadzieję, że kiedyś to jednak ja zostanę jego żoną. Między nami zapanowała chwilowa cisza, którą przerwał niebieski chłopak
-Na-ru-to!-pisnął i skoczył blondynowi na szyję. Zmienił się szybko w wilka i zaczął go lizać po twarzy, machając ogonem
-Ty, pan śliczny-mruknęłam patrząc na zwierzę-Ty pies czy wilk w końcu? Bo już sama się pogubiłam
-Sakura-hime!-podbiegła do nas Asaya, która szybko się ukłoniła-Mamy nowego klienta, Pan Takamoshi zgubił syna...znowu
-Ja z tym człowiekiem nie mogę-westchnęłam przyjmując od niej papier-Wyślij Drużynę 2 z młodzików i mam gdzieś ich zdanie
Złożyłam podpis na papierze a brunetka ukłoniła się i weszła do budynku. Naruto patrzył na mnie marszcząc nos, przyłożył dłoń do brody. Tak jak to robią wielcy naukowcy w zadumaniu
-No co?-spytałam opierając ręce na biodrach i pochylając się w jego stronę
-Jesteś okrutna-ręce opadają na niego, naprawdę-Zupełnie jak babcia Tsunade
-A kto mi zabroni?-pokazałam mu język-A właśnie! Otworzyliśmy niedawno budkę z ramenem, zapraszam was na drugie śniadanie, co wy na to?
-Chodźmy Sakura-chan!-blondyn chwycił mnie pod ramię i zaczęliśmy iść w czwórkę
-Chwila-pstryknęłam palami a w okół szyi Azusy znalazła się obroża, a w mojej dłoni smycz zaczepiona do niej. Widziałam sceptyczny wzrok blondyna i smutne spojrzenie wilka-Daj mi spokój. Właściciel nienawidzi kiedy Azusa skacze mu po blacie i powiedział, że bez smyczy mnie nie wpuści nie zważając kim jestem
Uzumaki zaśmiał się i przeszliśmy w dalszą część rynku. Właściciel przyjął nas z otwartymi ramionami i pozwolił nam zjeść na koszt firmy. Zawsze jadłam u niego na koszt firmy, nie umiał się oprzeć moim oczom, w których widział łąkę na której poznał swoją sarnę. Mówiąc sarnę mam na myśli jego żonę. Sam ją tak nazywa
-Jak tam pana sarna?-spytałam przed jedzeniem-Zdrowa?
-Jak ryba!-pisnął niczym pięciolatek, tymczasem miał po pięćdziesiątce-Muszę przyznać, że uratowałaś mi dzisiaj życie, Torikage-sama. Sarenka niczym huragan zaczęła na mnie naskakiwać na środku placu, gdy nagle deszcz płatków zesłałaś. Ona zamilkła...i powiedziała że nasza Torikage jest delikatna niczym kwiat lilii ale zaskakująca równie jak muchołapka
-Yyyyy...dziękuje?-odgarnęłam włosy do tyłu-Przyjmę to jako komplement
-Tak, tak muchołapko-prychnął śmiechem Uzumaki i szturchnął mnie łokciem
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz a skarzę cię na publiczne ścięcie-powiedziałam spokojnie ale pełna wrogości w głosie
-Ugh! Jesteś serio okrutna Sakura-chan!-burknął za co oberwał po głowie
Poczułam znaną mi czakrę i westchnęłam przeciągle. Uderzyłam czołem o blat i już wiedziałam, że nie zaznam spokoju
-Już na wstępie, mówię ci nie
-Ale nawet nie wiesz o co mi chodzi! Sakura-san!-odwróciłam się w stronę blondynki
-Czyli nie chodzi ci o to, że znowu dałam ci prostą misję rangi D-powiedziałam podnosząc brew i opierając się wygodnie o blat-Mylę się Ayanasaki?
-To jest Ayanasaki!?-krzyknął nagle Naruto wskazując dziewczynkę-Przecież ostatnio tak nie wyglądałaś!
Rzeczywiście, kiedy ostatni raz Naruto widział Ayanasaki miała ona włosy do ramion, szczerbate zęby i była niczym cień, lubiła różowe ubrania i chodziła z maskotką królika. Teraz jej włosy sięgały niemal pasa, miała piękny uśmiech a jej strój był czarno-różowy z elementami klanu Haruno
-Ayanasaki, zrozum jesteś jeszcze geninem i nie dostaniesz żadnej trudniejszej misji do czasu egzaminu-powiedziałam poważnie a ona tupnęła, prychnęła i wyszła
-Jest jak ty Naruto-zauważył Kakashi-Tylko oczy ma po Sakurze, myślę, że tak wyglądałoby wasze dziecko
-Nie tylko ty tak uważasz-machnęłam lekceważąco ręką-Jej koledzy z klasy kiedy ostatnio widzieli nas razem, stwierdzili, że Ayanasaki jest naszym nieślubnym dzieckiem.
-Sakura-hime, przyszedł pustelnik z doliny...-powiedziała konspiracyjnym szeptem Asaya-Mówi coś o jakiejś burzy piaskowej i innych katastrofach pogodowych
-Porozmawiam z nim-westchnęłam i zeskoczyłam ze stołka-Idziecie?
Skinęli i ruszyliśmy przed bramy wioski. Asaya miała rację, na placu był pustelnik z doliny, którego imienia nikt nie znał. Jednak tym razem była jakiś...inny. Ubranie, zachowanie się zgadzały ale wydawał mi się znacznie słabszy z budowy
-Zagłada! Tsunami zejdzie na Senbozakurę w dniu przesilenia wiosny!-krzyczał wymachując rękami, ludzie zaczęli szeptać i patrzeć na niego dziwnie-Nikt nie ocaleje! Nawet klan Haruno! Nawet wspaniała Torikage!
Potarłam skronie, coś tu się nie zgadzało. Podeszłam bliżej i chwyciłam jego ramiona, spuściłam głowę. Już parę razy napluł mi w twarz, nazywając, omamioną córką szatana...chwila, przed sekundą nazwał mnie wspaniałą Torikage
-Niech pan się uspo~-podniosłam głowę w górę i zaniemówiłam-Idiota!
Krzyknęłam i zdzieliłam go po głowię, on zachwiał się i upadł. Pech chciał że zdążył mnie chwycić, przez co poleciałam na niego. Wtuliłam się w jego szyję, leżąc na nim
-Idiota, głupek, ciołek, smarkacz i gówniarz-wyklinałam na niego-Jesteś serio powalony...Sasuke-kun
-Ciebie też miło widzieć Sakura-zaśmiał się cicho i objął mnie-Wstań ze mnie
-Zmuś mnie-prychnęłam-Tutaj mam większą władzę niż ty
Podniosłam się a kiedy i on wstał, uderzyłam go w ramię. Machnęłam ręką, zrzucając jego kapelusz, który wcześniej zasłaniał mu twarz. Odwróciłam się do Naruto i Kakashiego, którzy ledwo powstrzymywali śmiech
-Głupki!-krzyknęłam i rzuciłam w nich wazą, która stała obok. Kakashi zdążył się odsunąć, ale donica trafiła Naruto powalając go
-Sakura-san!-słysząc ten krzyk padłam na kolana
-Daj mi już spokój Ayanasaki! Idź pomęczyć Ikottiego!-szlochałam wstając-Inaczej nie dopuszczę cie do egzaminu!
-Ale to nie fair!-krzyknęła blondynka
-Taki mamy klimat!-krzyknęłam głośniej
-Chciałam ci powiedzieć że Babcia cię wzywa!
-A no chyba, że tak-zaśmiałam się i podrapałam po karku-Prowadź!

Minęło parę godzin zanim zostałem z Sakurą, sam na sam. Byliśmy na spacerze, aktualnie na łące za posiadłością Haruno. Rozmawialiśmy mało, nie przeszkadzało mi to jednak
-Słyszałam, że szukasz partnerki do odbudowy klanu-zaczęła a ja przełknąłem ślinę
-Wstępnie-mruknąłem-Pora się za to zabrać, minęły już trzy lata odkąd jestem pełnoletni. trzeba by było w końcu się ogarnąć. W końcu Naruto ma Hinatę, ty masz wioskę a ja jestem sama
-Ty masz wioskę-zaśmiała się-To brzmi identycznie jak: Ty masz koty
Zaśmiałem się i spojrzałem na Sakurę, wyglądała na zmęczoną
-Masz dużo pracy?-skinęła z uśmiechem
-Od brzasku do zmierzchu jestem w pracy, ale nasz kraj wyszedł z kryzysu i idziemy w świetlaną przyszłość-wskazała słońce-Wszyscy z klanu Haruno mogą kontrolować Miszharin'a, więc nie jesteśmy bezbronni. Rada stoi za mną murem, a ja staram się być dobrym przywódcą...Czasem mam wątpliwości, ale przecież jestem dziedzicem...Myślę że to jakaś klątwa, Dziedzictwo, co za psychol to wymyślił?!
-Nie wiem-chwyciłem jej podbródek i odwróciłem w swoją stronę-Tęskniłem za tobą
-Zawsze możemy to nadrobić-mruknęła z seksownym uśmiechem i wpiłem się w jej usta...