...

„Gdzie jest miłość, tam jest ryzyko nienawiści.” ~Sasuke Uchiha

wtorek, 13 października 2015

Rozdział 3.

Szłyśmy szybko i w ciszy, Yuri nie wydawała się już od samego początku zbyt rozmowna. Po parunastu godzinach podróży zobaczyłyśmy mury Konohy, był już wieczór, a właściwie noc. Strażnicy spali, przez co weszłyśmy niezauważone. Ulice były już puste, a latarnie oświetlały niewielkie obszary
-Profesjonalna obrona-burknęłam patrząc na strażników chrapiących głośniej niż traktory-Ja pójdę do Hokage, zdam raporty i pójdę do domu. Spotkamy się niedługo Yuri
-Dziękuje Sakura-san-skłoniła się i odeszła w swoją stronę
Ja natomiast skierowałam się do największego budynku w mieście. Weszłam tam od tak i weszłam po schodach w górę. Stanęłam przed dużymi drzwiami do gabinetu Hokage, zapukałam
-Wejść!-odezwał się mocny damski głos, a cień uśmiechu zawitał na mojej twarzy
Weszłam w głąb zamykając za sobą drzwi. Nic się tu nie zmieniło, nawet blond włosa kobieta na której twarzy gościło zmęczenie wśród stosów papierów
-Tsunade-sama-saninka podniosła na mnie wzrok, a długopis wypadł z jej ręki-Misja pomyślnie została ukończona, a Yuri przekazała zwój Kazekage
-Sakura?-podniosła się z fotela i podeszła do mnie-Gdzieś ty była tak długo?
-W Sunie i w Kraju Wody. Na przyjęciu chroniłam syna Kage-wyciągnęłam z buta worek z pieniędzmi i podałam kobiecie. Po czym powtórzyłam-Misja wypełniona
-Sakura, gdybyś skończyła to byś wróciła od razu!-spojrzała mi w oczy-I co to za ciuchy?
-Tsunade-sama, musiałam spalić moje ubrania w lesie, gdyż znalazłam się zbyt blisko kryjówki niebezpiecznego wroga
-No dobrze, jestem z ciebie dumna Sakura-kobieta wstała i podeszła do mnie
Blondynka przytuliła mnie, a ja oddałam uścisk
-Tak się cieszę że już jesteś Sakura-wróciła do biurka i rzuciła mi pęk kluczy-Do twojego domu. Przyjdź do mnie później
-Arigatou-ukłoniłam się i wyszłam
Ulice były wciąż puste, a ja nie chciałam wracać do domu. Udałam się na góry Hokage i patrzyłam na śpiącą Konohe z czubka głowy Tsunade. Lekki wiatr rozwiewał moje długie, sięgające kolan, różowe włosy. Na nich miałam czarną opaskę, jednak nie był to ochraniacz. Usiadłam na ziemi i przyciągnęłam kolana pod brodę, oplotłam je ramionami. Głowę oparłam na nich i spojrzałam w stronę skąd zawsze wschodziło słońce. Siedziałam i myślałam, jednak moje myśli nie były w żadnym stopniu miłe czy radosne. Co ja robiłam przez te dwa lata? W wiosce Tsunade nie uczyła mnie walczyć, w Sunie też wiele się nie nauczyłam. Dopiero kiedy zostałam sama ze sobą zaczęłam się martwić o przeżycie. Zaraz po wyjściu z Suny, w lesie do Kraju Ptaków zaatakowano mnie. To może wydawać się śmieszne ale uratowali mnie Akatsuki, a właściwie Konan. Nigdy mi nie powiedziała dlaczego, ale później pozwoliła mi iść z nią. W siedzibie uleczyłam Deidare i Pain pozwolił mi zostać. Itachi nauczył mnie dużo Jutsu, jednak to Konan uczyła mnie walki. Później ruszyłam bezpieczna do Kraju Ziemi, wróciłam do Temari i stamtąd przeniosłam się do wioski Księżyca, gdzie byli Akatsuki. Ile ja ludzi zabiłam. Niewinnych, przestępców, kobiet i dzieci. Byłam potworem bez uczuć. Itachi powiedział że to przez Jutsu, które rzucił na mnie Orochimaru. Jednak nie przypominam sobie żeby on cokolwiek mi robił. Byłam w jego kryjówce i dałam mu wiadomość od Pain'a ale to było wszystko. Potem wróciłam i tyle. Co prawda gapił się na mnie dziwnie, ale wyszłam stamtąd tak szybko, że nawet nie zdążył by mnie dotknąć. Westchnęłam i wstałam. Przeciągnęłam się i skoczyłam z głowy saninki. Po chwili skakania po dachach byłam już na cmentarzu. Stanęłam nad grobem dwóch shinobi i łzy same cisnęły mi się do oczu
-Cześć-powiedziałam cicho i kucnęłam-Wróciłam
Cisza, która mi odpowiedziała była okropna. Dotknęłam ręką zimnej posadzki, a słone łzy kapnęły na nią. Nie siedziałam tam długo, tak mi się przynajmniej wydawało. Jednak kiedy spojrzałam w niebo słońce już wstawało. Musiało być koło 5, więc czym prędzej ruszyłam w stronę mieszkania. Od razu po wejściu zakrztusiłam się kurzem. Przeszłam wzdłuż korytarza gdzie były na ścianach zawieszone ramki ze zdjęciami. Poszłam na górę i spojrzałam na mój pokój. Wciąż był mały i praktyczny. Rzuciłam płaszcz na łóżko i związałam włosy. Zaczęłam sprzątać, poszło mi dość szybko bo pomogłam sobie dwoma klonami. Umyłam się, jednak ciuchy zostawiłam. Wyprałam je tylko. Wyszłam z domu i poszłam w stronę kwiaciarni było koło 9, a ulice były już zaludnione. Pchnęłam zielone drzwi, jednak w środku nikogo nie było
-Już idę!-usłyszałam zza zaplecza, po chwili zobaczyłam blondynkę-Sakura?!
-Ino!-krzyknęłam i zamknęłam ją w uścisku
-Kiedy wróciłaś?!
-Dzisiaj rano-odsunęła mnie od siebie i zaczęła oglądać-Ale długie włosy!
-Właśnie dlatego tu jestem-uśmiechnęłam się miło-Podetniesz mi je?
-Jasne! Chodź na zaplecze-chwyciła mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Przeniosła mały stołek i postawiła go przede mną-Siadaj, ja idę po nożyczki
Zniknęła i za chwilę już cięła różowe kłaki, które opadały na podłogę. Podczas tej czynności rozmawiałyśmy i to dużo. Dowiedziałam się że Ino znalazła sobie chłopaka imieniem Sai, którego obiecała mi przedstawić. Kiedy spojrzałam ponownie w lustro moje włosy sięgały połowy pleców
-Ale mi teraz lekko!-zaśmiałam się obracając na jednej nodze-Ino jesteś moim Bogiem!
-Nie przesadzaj-machnęła na mnie ręką-Masz może później ochotę na obiad? Mamy iść niby w dziewiątkę, ale wszyscy się ucieszą jak pójdziesz z nami. Przecież nie było cię tu dwa lata, a za dwa tygodnie kończysz siedemnastkę moja droga
-Już za dwa tygodnie?-spojrzałam na kalendarz koło dużego lustra-Rzeczywiście, całkowicie zapomniałam
-Głupek z ciebie Haruno-zaśmiała się Yamanaka-Tylko ty możesz zapomnieć o swoich urodzinach. Mniejsza z tym, przyjdę po ciebie około piętnastej
-Dobrze-przytuliłam ją-Do zobaczenia Ino
Wyszłam z kawiarni na ulicę i zastanawiałam się co mam teraz ze sobą zrobić. Pomyślmy...Wiem! Zakupy, przecież lodówka świeci pustkami. Ruszyłam w stronę spożywczaka, w którym spędziłam dość długo. No bo ile można tłumaczyć starszej pani, że nie jest się żadnym przestępcą, a byłą uczennicą Hokage. No ale jak to babcia zaczęła się wydzierać że Tsunade nie szkoli przestępców i wezwała ANBU. Dopiero kiedy oni zaczęli ją uspakajać że rzeczywiście jestem uczennicą Piątej, przestała. Ale na dodatek kazała siebie przepraszać, czego nie zrobiłam. Grzecznie zapłaciłam za zakupy i poszłam do domu
-Ja pierdziele, ale wredne babsko-przeklinałam pod nosem odkładając masło do lodówki-Ja przestępcą?! Muszę iść na zakupy, po inne ciuchy bo nie zdzierżę!
Po wypakowaniu zakupów i zostawieniu kamizelki w domu poszłam do Tsunade, którą chciałam o coś prosić
-Co jest Sakura?-uśmiechnęła się-Wyglądasz na wściekłą
-Słyszałaś o tej sprawie w sklepie?-skinęła mi głową-Ja muszę mieć moje stare ciuchy!
-Nie dramatyzuj. Masz-rzuciła mi ochraniacz Konohy-Teraz nie straszna ci żadna staruszka
-Tsunade-sama mogę cię o coś spytać?-zawiązałam tym razem czarny ochraniacz na głowię, tak jak miałam go zawszę-Chodzi o Naruto i Sasuke...
-Rozumiem-odwróciła się do mnie tyłem i spojrzała przez okno-Teraz powinni być na treningu z Kakashi'm. Nie widziałaś się jeszcze z nimi?
-Nie miałam okazji-spuściłam głowę-To ja już pójdę
-Idź do nich-spojrzała na mnie przez ramię z lekkim uśmiechem-Na pewno się ucieszą, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwili
-Hai-ukłoniłam się, jednak jej głos zatrzymał mnie jeszczę
-Za dwa dni jest Festiwal Wiosny, miło by było gdybyś się na nim pojawiła-skinęłam jej i znów chciałam wyjść-Jutro masz trening ze mną, chcę wiedzieć ile się nauczyłaś
-Mam pokazać moje umiejętności medyczne?-spojrzałam na nią niepewnie
-Nie Sakura, będziemy walczyć-otworzyłam szerzej oczy-Chcę sama się przekonać o ile urosłaś w siłę. O czternastej na polu treningowym nr. 4. A teraz idź
Skinęłam i wyszłam, dopiero kiedy znalazłam się na ulicy doszedł do mnie sens jej wypowiedzi. Walka z Tsunade...Dam radę! No hej! Trenował mnie sam Itachi Uchiha! Nie przegram!
Zanim się obejrzałam byłam w lesie prowadzącym do naszego starego pola, już stamtąd widziałam Kakashi'ego siedzącego na jednym z drewnianych słupków, który czytał. Blondyn i Brunet opierali się o dwa pozostałe. Uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej, jednak wciąż nie wychodziłam z lasu. Weszłam na drzewo i wyciszyłam czakrę. Zobaczyłam ich twarze wyraźnie i oniemiałam. Sasuke urósł i to sporo, na oko jest głowę wyższy niż ja. Przydłużże pasma jego czarnych włosów opadały na jasną i spokojną twarz, która teraz była poważna. Jego mięśnie brzucha odsłaniała biała koszula na długi rękaw, aż mi się piszczeć chciało. Naruto też urósł, na pewno był już wyższy niż ja i zdecydowanie jego styl się nie zmienił
Dres forever...Ale jaka śliczna twarz!
Kakashi nie zmienił się nic. W sumie minęły tylko dwa lata, ale chłopaki zrobili ogromny progres. Wyczułam że w moją stronę lecą trzy kunai'e więc zeskoczyłam z drzewa na polanę, chłopcy spojrzeli na mnie i przyjęli postawę bojową. Ruchem głowy odrzuciłam włosy z twarzy, w tym momencie zawiał lekki wiatr, który rozwiał je lekko na bok. Zaczęłam podchodzić do nich, Naruto po raz kolejny rzucił we mnie kunai'em który złapałam tuż przed moją twarzą. Westchnęłam kręcąc głową. Stanęłam parę metrów przed nimi
-Serio Naruto?!-krzyknęłam zirytowana-Zdaję sobie sprawę że nie widzieliśmy się prawie dwa lata, ale żeby witać mnie od razu kunai'em?!
-S-sakura?-wyprostował się niepewnie, a ja odrzuciłam mu broń
-A ile znasz dziewczyn z różowymi włosami idioto?-położyłam ręce na biodrach
-Witaj Sakura!-przytulił mnie Kakashi-Dość długo cię nie było
-Tak jakoś wyszło-podrapałam się z tyłu głowy-Ale mów sensei co u ciebie?

Stałem z Naruto wryty, nie wierzę że to ta sama Sakura. Ocknąłem się dopiero kiedy Kakashi przytulił ją, potem zaczęli normalnie rozmawiać. Trzepnąłem blondyna w tył głowy, który chwilę później zareagował. Spojrzał na mnie lekko zmartwiony, a ja odwzajemniłem to krótkie spojrzenie
-Sakura-chan to naprawdę ty!-krzyknął nagle niebieskooki i podniósł ją w górę-Jutro zjemy razem śniadanie!
Obracał się w okół własnej osi. Ona zaczęła się śmiać i położyła ręce na jego ramionach. Kiedy ją odstawił, dziewczyna przytuliła go ze łzami w oczach
-Tak się cieszę że cię widzę Naruto!-poczochrała jego włosy i przetarła łzy-Aż się wzruszyłam. Dobrze że jesteś w jednym kawałku, bałam się że cię coś zjadło. Albo Sasuke ci coś zrobił
-Hm?
-Nie oszukujmy się Uzumaki-odsunęła się od niego-Jesteś nieznośny, a Sasuke nie jest aż tak cierpliwy
Blondyn złożył ręce na piersi, fuknął i odwrócił głowę. Innym słowem ma focha. Sakura zaśmiała się i w końcu spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się miło i pomachała mi ręką, zaśmiałem się cicho. Podszedłem do niej i zamknąłem ją w uścisku. Ona wtuliła się lekko we mnie i złapała za bluzkę, położyłem brodę na jej głowie i zamknąłem oczy. Po krótkiej chwili puściłem ją i mogłem się dobrze przyjrzeć. Jej włosy były długie i na nich miała nowy ochraniacz, nie miał on żadnych rys ani nie był brudny. Na szyi miała coś w stylu obroży, z niej wychodziła czarna siatka. Na piersiach miała czarny materiał, cały brzuch miała goły i dopiero czarne spodenki z paskiem i szelkami. Na lewej nodze znowu była siatka i z długiego buta wystawał kawałek bandaża. Bandaż był też na prawej nodze, niżej był materiał i but za kostkę. Na prawej ręce była długa rękawiczka bez palców i siatką do połowy ramienia. Na lewej była krótka, siatka znowu materiał na łokciu i znowu siatka. Wszystko czarnę
-Za dużo ciała odsłaniasz-mruknął Naruto
-Przesadzasz-machnęła na niego lekceważąco ręko
-Wyglądasz jak emo-nie odpuszczał Uzumaki
-Jeszcze jedno słowo, a stanie ci się krzywda-spojrzała na niego z ukosa. On znowu się skrzywił i chciał coś powiedzieć, ale ona uderzyła go w ramię. Naruto zatoczył się i w końcu upadł na ziemię
-Przecież nic jeszcze nie powiedziałem!-złapał się za miejsce bólu-Masz krzepę w łapie!
-Ale chciałeś!-stanęła nad nim-To oberwałeś!
-Kiedy wróciłaś?-spytałem w końcu
-Dzisiaj rano-usiadła na ziemi koło Uzumaki'ego-Byłam już u Tsunade, na cmentarzu, w sklepie i u Ino
-Poszłaś do Ino, a nas na końcu?-oburzył się blondyn-No dzięki przyjaciółko
-To ty zaatakowałeś mnie kunai'em!-warknęła, a ja usiadłem koło nich
-Dzieciaki ja uciekam-powiedział nagle sensei-Miło było cię Sakura zobaczyć
Zanim ktokolwiek zdążył mu odpowiedzieć on zniknął w kłębach dymu. Sakura uśmiechnęła się i położyła się na trawie
-Ino podcięła mi włosy-dmuchnęła na grzywkę, która opadła na jej twarz
-To jak one były długie?
-Sięgały mi kolan-wzruszyła ramionami i znowu usiadła po turecku-Co tam u was?
-W porządku-powiedziałem zdawkowo, a Naruto przytaknął za co oboje oberwaliśmy po głowach-No co tym razem?!
-Nie widzieliśmy się dwa lata, a wy mi mówicie w porządku!-obróciła głowę w inną stronę-Ktoś wam umarł?
-Nie
-Ktoś się wam oświadczył?
-Nie
-Byliście na jakiejś mega trudnej misji?
-Nie
-Co jest z wami nie tak?-wstała nagle i wyciągnęła kunai. Rzuciła nim w drewniany słup, broń wbiła się w niego. Sakura wskoczyła na pal, a później na palcach jednej nogi stanęła na kunai'u. Przeniosła ciężar ciała do przodu, a drugą nogę z tyłu wyprostowała-Idziecie na Festiwal?
-Tak
-No nareszcie jakieś przydatne informacje-burknęła pod nosem-Co powiecie na mały sparing?
-Chcesz się z nami bić Sakura-chan?-wstał z uśmiechem Uzumaki-Ja się zgadzam!
-No to każdy na każdego!-podniosłem się z ziemi
-Zaczynamy-Sakura z gracją zeskoczyła na ziemię i nim blondyn zdążył zareagować ona podkosiła go. Przez co wylądował tyłkiem na ziemi. Schowałem się w krzakach, a Sakura robiąc salta w tył odsunęła się od Uzumaki'ego i znów wskoczyła na pal. Patrzyłem jak Naruto usiłuję ją trafić co mu nie wychodziło. Coś ruszyło się za mną i ledwo uskoczyłem przed kataną. Po raz kolejny znalazłem się na polu bitwy gdzie były dwie Sakury
-Że jak?!-krzyknął blondyn-To są klony!
-Brawo młotku!-ryknąłem z ironią. Nagle klony zniknęły. A z powietrza zaatakowała nas prawdziwa Haruno. Skupiła czakrę w pięści i uderzyła w ziemię. W okół nas utworzył się ogromny krater, zdążyłem odskoczyć, ale Naruto nie ogarniał co się działo i wpadł do środka. Chwilę później Sakura i ja naparzaliśmy się katanami. Była ciężką przeciwniczką i panowała świetnie nad bronią. Była też zwinna bo uciekała akrobacjami przed moimi atakami. Kiedy udało mi się ją drasnąć ona oddała mi mocniej. Walczyliśmy nie długo bowiem nagle poczułem zimną stal przy szyji
-Wygrałam-powiedziała zmęczona, a jej wierna kopia zniknęła
-Ale jak? Przecież cię drasnąłem-odsunęła kunai'a i pokazała mi rozcięty bok
-Kiedy cię zraniłam zamknąłeś oczy na chwilę i wtedy zamieniłam się z klonem-uśmiechnęła się zaczesując włosy do tyłu-Mam wrażenie że o czymś zapomnieliśmy
-Ja też-mruknąłem-Trudno. Idziesz?
-Jasne!-ruszyliśmy w stronę centrum miasta

Sasuke odprowadził mnie pod dom i później zaczął wracać do siebie. Ciągle miałam przeczucie, że o czymś zapomniałam. Zignorowałam to i poszłam pod prysznic. Kiedy już byłam po kąpieli musiałam ubrać się w inne ciuchy. Z szafy mojej mamy wyciągnęłam czarną bluzkę na szerokich ramiączkach i długie białe spodnie z wysokim stanem. Włosy związałam w wysokiego kucyka i kiedy skończyłam się malować usłyszałam dzwonek do drzwi. Chwyciłam torebkę, do której wsadziłam pieniądze i klucze do domu. Widząc przed drzwiami starych znajomych moje oczy zaszły łzami
-Sakura!-krzyknęli i zamknęli mnie w grupowym uścisku
Obiad zmienił się później w kolację, a mój powrót świetną okazją do picia. Skład był niezły Ino, Kiba, Shino, Hinata, Choji, Shikamaru, Ten Ten, Neji i Lee. Brunetka ostrzegała mnie że Lee po alkoholu wariuje, ale że aż tak to nie wspominałam. Brewka ukradł Ino stanik, nikt nie wie jak i kiedy, ale latał z nim na głowie. Hinata w ten sam sposób została pozbawiona butów, a Shikamaru paska od spodni. Ten Ten i ja otrzymałyśmy tyle pocałunków od niego, że aż strach. Miałam całe zaślinione ręce
-Ile on wypił?-spytałam patrząc jak liże nogi Choji'ego
-Cztery...-zaczął Shino, ale przerwano mu
-Butelki?-warknął Kiba
-Nie, cztery łyki-odparł zdegustowany Choji zajadając się chipsami
-Ja pierdole, już nigdy z nim nie piję!-krzyknął w końcu Kiba, a my przyznaliśmy mu rację
Spędziliśmy jeszcze w knajpie parę godzin, pozwalając Brewce jeździć gołą dupą po szybie. Kiedy jednak chciał aby Neji wąchał jego pachy, postanowiliśmy się zbierać. Rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Niedaleko dzielnicy Uchiha spotkałam czerwonowłosą kobietę
-Cześć Yuri, dawno się nie widziałyśmy-zaśmiałam się-Co tam u ciebie? Jak twój przyszły narzeczony
-Masz rację Sakura-san-odwzajemniła lekko uśmiech-Wszystko w porządku, Tsunade dała mi na razie spokój z misjami. Dzięki Bogu...A jeżeli chodzi o mojego chłopaka to dzisiaj wrócił poharatany z treningu. A jak ty się trzymasz?
-Tsunade chcę ze mną jutro walczyć i urwanie głowy w ogóle mam-westchnęłam-Muszę poszukać paru dokumentów i znosić kaprysy Hokage, która spokoju raczej nie zamierza mi teraz dać
-No tak, w końcu jesteś jej uczennicą-uśmiechnęła się współczująco-No nic Sakura. Chciałam ci podziękować za złożenie za mnie raportu
-Nie ma sprawy-machnęłam na nią ręką śmiejąc się-Do zobaczenia Yuri, pozdrów przyszłego narzyczonego
-W porządku-skinęła głową-Pa Sakura
Wróciłam do domu i przeszukałam cały dom, jednak nigdzie nie było choćby krótkiej wiadomości od Itachi'ego. Zasmuciło mnie to trochę, jednak spokojnie poszłam spać




Strój Sakury (przed obcięciem włosów)

3 komentarze:

  1. Hahah,uśmiałam się!Jejku to było świetne!Dziewczyno jest godzina 00:40, a ja dopiero skończyłam drugi rozdział czytać,nie wiem o której pójdę spać.😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorka, to jednak 3 rozdział! Nie zorientowałam się nawet.:D

      Usuń
    2. Sorka, to jednak 3 rozdział! Nie zorientowałam się nawet.:D

      Usuń