Sasuke Uchiha
WIADOMOŚĆ
Spotkajmy się dzisiaj na ulicy Kwitnącej Wiśni. Wschodnia część miasta. Hangar 21. O 19. Będę czekać. Wiem że wróciłaś do Tokio
-Sakura to dziś?-spytała zaniepokojona Tsunade
-Ciociu nie bój się, wrócę cała-zapewniłam
-O ciebie się nie martwię-zmierzwiła moje włosy-Boje się co zrobisz Sasuke. A teraz idź i ne daj się!
-Nie zamierzam dać się zabić, przyrzekam-przytuliłam ją mocno i skierowałam swoje kroki do garażu po motor a stamtąd tajnej bazy na obrzeżach miasta. Zeszłam a ludzie byli już gotowi na moje przybycie. Konan poszła ze mną do mojego gabinetu i pokazała ciuchy na przebranie. Usiadła na czarnej kanapie bawiąc się telefonem a ja zniknęłam w łazience. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ściągnęłam moją bluzkę i ubrałam białą bokserkę na to zarzuciłam czarną skórzaną kurtkę ze znakiem Akatsuki. Spodnie przebrałam na krótkie czarne spodenki, a na nogi założyłam ciemne niskie kozaki. Na udzie miałam pasek z pistoletem, drugi miałam schowany na pasku. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i do buta schowałam nóż do walki z bliska. Na koniec na plecy założyłam karabin, poprawiłam makijaż i wyszłam z łazienki
-Wow-mruknęła Kon-Jeżeli moim ostatnim widokiem przed śmiercią miałby być twój widok to chciałabym umrzeć
Lekko się uśmiechnęłam i wyszłam. Przed wejściem do mojego pokoju byli Flying Dragon. Skinęli mi lekko głową
-Idziemy-powiedziałam twardo kierując się w korytarz prowadzący do garażu
Wsiadłam na motor, tak jak moi przyjaciele i ruszyliśmy z piskiem opon. Pojechaliśmy przez samo centrum miasta. Nasza grupa nie była ogromna 36 ludzi w tym dwie kobiety. Jechałam na czele zaraz koło Danzo, który jednak uparł się żeby iść. Plan był prosty: Dzielimy się na dwie grupy jedna ze mną wchodzi normalnie, a druga od tyłu. Dojechaliśmy we wschodnią część miasta, był tam port więc mgła unosiła się między nami. Ściągnęłam kask i ręką zmierzwiłam włosy opadające na ramiona i plecy. Ściągnęłam karabin i razem z moją grupą ruszyliśmy przodem. Pchnęłam wielkie drzwi, ogromnego hangaru i weszłam sama. Reszta została na zewnątrz. Weszłam w głąb, było ciemno i zimno. Moje kroki odbijały się echem i roznosiły po hangarze tworząc nieprzyjemną atmosferę. Stanęłam w miejscu, a światła się zapaliły
-Sakura-usłyszałam za sobą cichy niski głos, który niegdyś był kojący. Teraz był całkowicie wyprany z emocji przez co miałam ochotę uciekać
Z gracją się obróciłam i zobaczyłam Sasuke w luźnym garniturze. W rękach miał pistolety i patrzył na mnie pustym wzrokiem. Po pomieszczeniu rozeszły się pojedyncze brawa i podwójny odgłos butów
-Sakura Haruno-powiedział z ironią człowiek wychodząc z cienia wprost w snop światła-Słynna córka diabła. Księżniczka Demonów, nieustraszona zabójczyni
-Bez przesady-prychnęłam z pogardą-Nie zapomniałeś dodać, że bratanica szatana? Czyż nie Orochimaru? Lub może wolisz wujku?
-Sprytna bestia z ciebie moja droga-pochwalił mnie-Aż żałuje że mam tylko jednego Haruno w swoich szeregach. Chłopcze zapraszam-spojrzałam na niego ze ściągniętymi brwiami, a do światła wszedł brunet o szmaragdowych oczach-Sakura poznajesz? To twój braciszek
-Isao-warknęłam wściekła, ruszając w stronę trójki mężczyzn. Kiedy tylko chciałam zrobić krok Uchiha wyciągnął rękę w moją stronę z wyciągniętą spluwą-Zdrajca!
-Sakura ja...-przerwałam mu gwałtownie
-Gwóno mnie to obchodzi Isao!-krzyknęłam-Zostawiłeś mnie! Samą! Miałeś mnie głęboko w dupie!
-Pierwsza kłótnia rodzinna jakie to słodkie-powiedział ze sztucznym uśmiechem Orochimaru
-Więzy krwi!-kontynuowałam-To jedyne co nas łączy Isao. Nawet nie wiesz jak bardzo mam ochotę do ciebie strzelić. Nie jesteśmy już przyjaciółmi. Nie jesteśmy zespołem i nie jesteśmy już razem. A ty...-zwróciłam się do Uchihy-Jak mogłeś?! Wiedziałeś! Wiedziałeś że on tam jest!
Nie odpowiedział, a mi łzy bólu stanęły w oczach. Drzwi otworzyły się z hukiem, a do pomieszczenia wpadli chłopaki z bronią, Stanęli za mną jak wryci w ziemię
-Isao?!-krzyknęli równo
Brunet skinął głową. A zza niego wyszło 20 uzbrojonych po zęby napakowanych facetów. Z znikąd z drugiego końca sali wyszło tylu samo. Westchnęłam i otarłam łzę spływającą po moim policzku. Płakałam ze wściekłości, byłam po prostu wkurwiona na maksa. Jeden niewłaściwy ruch a wszystkich pozabijam. Wyciągnęłam powoli spluwę przed siebie stając bokiem. Spust wycelowany był w Uchihe. Uśmiechnęłam się kpiąco
-Do dzieła!-ryknęłam i strzeliłam, jednak przed strzałem spust przemieścił się na Orochimaru
Jeden z jego ludzi zasłonił go swoim ciałem przez co pieprzony gad przeżył. Reszta nie czekając na jakiekolwiek instrukcje ruszyła do ataku. Ja pobiegłam przed siebie, za cel obierając Orochimaru. Drogę do niego zasłaniało mi dwóch typków. Jedno spojrzenie do atakującego ze mną Deidary wystarczyło. Strzelił z karabinu a oni padli jak dłudzy. Biegliśmy unikając kul, szybkim tępem przemieszczając się do przodu. Kiedy byłam w odległości 15 metrów od celu. Orochimaru podniósł Glock'a 26 na mnie jednak Isao pchnął go z barku przez co wytrącił mu broń z ręki. Sasuke zabłądził gdzieś w tłumie mordując moich przyjaciół. Spojrzałam na brata pytającym wzrokiem
-Nie dam ci zginąć-przytulił mnie mocno-Ale teraz nie czas na godzenie się, tylko na zabijanie
Prychnęłam i przylegliśmy do siebie plecami, zabijając biegnących do nas ludzi z Costy. Kiedy skończyła mi się amunicja w pierwszym pistolecie przeklęłam pod nosem siarczyście i szybkim ruchem wyciągnęłam nóż z buta. Ruszyłam na przeciwników z ostrym narzędziem zwinnie omijając ich ciosów, bądź kul. Jęknęłam kiedy cios nadszedł niespodziewanie. Był na tyle mocny abym przewróciła się i poturlała parę metrów dalej, leżałam twarzą do ziemi. Mroczki migały mi przed oczami, a skupiłam się na odgłosach. Krzyki bólu, wrzaski, dźwięk stykanych się ze sobą nożów i zdecydowanie najgorszy z nich-dźwięk wystrzału. I na tle tego wszystkiego słyszałam okropny śmiech wuja i bez wyrazu oczy Sasuke. Jakiś obleśny facet złapał mnie za włosy i pociągnął w górę
-Szkoda że jesteś taka ładna dziwko-szepnął mi do ucha-Ale jakby pan Orochimaru dowiedział się, że przeżyłaś osobiście by cie zabił
Jego towarzysz stał nade mną z naładowaną bronią tuż przede mną. Pistolet był dwa centymetry od mojego czoła, a ja nie orientowałam się w obecnej sytuacji
-Sakura!-krzyknął czarnooki chłopak będącym Sasuke. Strzelił do faceta przede mną, a ja oprzytomniałam
Podniosłam rękę z nożem w górę i pewnym ruchem przecięłam włosy. Facet z tyłu upadł na ziemię. Szybko wstałam i strzeliłam z pistoletu, który mu wypadł
-Dzięki-powiedziałam do Sasuke, a on skinął głową-Gramy w jednej drużynie?
Odskoczyłam robiąc salto w tył, gdyż inny facet mnie zaatakował. Uchiha się nim zajął
*
Nasza strzelanina trwała 4 godziny po tym czasie zostało nas zaledwie garstka. Nie poznawałam ludzi, przeciwko których walczyłam. Moje ręce były splamione krwią, a sama ja byłam brudna z kurzu i błota, które nawnosiliśmy tu wchodząc. Czarnowłosy zmaterializował się mnie i wspólnie ruszyliśmy na Orochimaru. Sasuke z pistoletami ja z nożami. Skoczyłam w powietrze i z kopniaka w plecy powaliłam gada. On szybko wstał i kopnął mnie w bok, po czym strzelił w to miejsce. Padłam na ziemię. Sasuke walczył z długowłosym, a ja ciężko oddychałam. Dotknęłam lewego boku i spojrzałam na dłoń. Krew. Przeszywający ból towarzyszył mi kiedy usiłowałam się podnieść
-Sakura leż!-nakazał Uchiha-Nie ruszaj się!
-Muszę zabić tego bydlaka-szeptałam sobie jak mantrę
-Myślałem że jesteś silna Haruno-zaśmiał się kpiąco gad-Myliłem się co do ciebie. Jesteś nic nie wartym śmieciem
Świat dla mnie zatrzymał się. Leżałam na brzuchu wspierając się na łokciach, moje krótkie włosy sięgające ledwo ramion opadały mi na twarz. Łzy wściekłości po raz kolejny spływały po mojej twarzy, a ból po strzale przestawał być istotny. Jesteś nic nie wartym śmieciem. To zdanie wprowadzały mnie w stan, w którym byłam zbyt wkurzona żeby kontaktować ze światem. Wstałam bez problemu, jednak zrobiłam to zbyt szybko i lekko się zatoczyłam. Upadłam znów na ziemię, a słysząc pełen pogardy śmiech wuja czułam wzrastającą adrenalinę w moich żyłach. Wstałam ponownie i starłam krew z rozciętego policzka. Ruszyłam z krzykiem na Orochimaru pozwalając Sasuke zająć się łatwiejszym przeciwnikiem. Moja pięść znalazła się na jego twarzy, jednak ten szybko ją odepchnął unikając ciosu. Kopnęłam go w kolano i podcięłam przez co upadł z łoskotem na ziemię. Wyskoczyłam w górę i chciałam trafić w jego brzuch pięścią, jednak ten szybko przeturlał się na bok. W efekcie moja dłoń spotkała się z betonem krusząc go w tym miejscu. Pobiegłam do niego z nożem i jedynie drasnęłam go w bok, sama oberwałam w plecy i brzuch. Leżałam półprzytomna na zimnej posadzce, a mroczki tańczyły mi przed oczami. Powolnym ruchem sprawiającym mi ogromny ból sięgnęłam na łydkę po drugi pistolet. Podniosłam wystawioną rękę i trafiłam w siedzącego pod ścianą Orochimaru
-Powinnaś już nie żyć-szepnął chrapliwym głosem przyciskając ręce do rany na brzuchu-T-to nie możliwe
-Obyś zdychał w piekle wuju-posłałam mu lekki uśmiech, naciskając a spust ponownie
Koło mnie padł mdlejący Sasuke. Był na tyle przytomny aby patrzeć na mnie i oddychać ciężko
-Wygrałaś-szepnął z bólem-Sakura, wygrałaś
-Nie, to my wygraliśmy-uśmiechnęłam się blado-Sasuke muszę ci coś powiedzieć
-Hm?-mruknął cicho
-Ja...-spojrzałam na niego z nieśmiałością-Sasuke ja cię kocham. I wiem że nie zobaczymy się już, więc żegnaj. Będę tęsknić
-Ja też cię kocham Sakura-mruknął zamykając oczy-Żegnaj...
Przymknęłam swoje powieki, mdlejąc lub umierając. To nie miało już znaczenia
Ludzie Orochimaru tak jak on sam nie żyją. Po hangarze walają się ciała, martwych lub jeszcze żywych ludzi. Pojedyncze różowe włosy są praktycznie wszędzie. Nie odniosłem większych ran jednak wiem, że umarło tu wielu. Z ocalałych Akatsuki są to Konan, Gaara, Pain, Deidara i Hidan. Sasori walczy o życie z kulą w jego brzuchu. Zadzwoniłem po pogotowie i po Naruto. Ktoś musi przecież zabrać z tond Uchihe. Przechadzałem się szybkim krokiem, rozglądając się po podłodzę
-Sakura!-krzyczałem raz po raz szukając siostry-Sakura! Mam cię!
Dostrzegłem przy ścianie leżącą postać o różowych ubrudzonych krótkich włosach. Wyglądała jakby spała, jednak wiem że tak nie było. Łzy zebrały mi się w oczach, upadłem na kolana obracając siostrę na plecy. Odgarnąłem przy dłuższe kosmyki włosów z jej twarzy
-Siostrzyczko-łkałem gładząc jej policzek
-Isao-szepnął blondyn stając nad ciałem bruneta-Czy oni...?
-Nie wiem Naruto-westchnąłem wstając z Haruno na rękach-Zabieram ją, nie szukajcie nas. Zajmij się Sasuke
-C-czy spotkamy się jeszcze kiedyś Sakura-chan?-spojrzał na zielonooką. Ta jakby słysząc lekko uśmiechnęła się-Potraktuję to jak obietnicę, Sakura-chan
Blondyn pozwalał swoim łzą spływać po twarzy, jego włosy jakby zmatowiały kiedy podnosił Uchihe
-Musimy zabrać ich do szpitala-powiedział słaby Dei-Oni walczą o życie-skinąłem głową
-Do zobaczenia Naruto-spojrzałem na Sakure
Nie czekając na jego odpowiedź ruszyłem za ocalałą grupką w stronę tylnego wyjścia. Wsiedliśmy do czarnego van'a i odjechaliśmy w stronę najlepszego szpitala w tym mieście. Tam Sakura otrzymała fachową pomoc, jednak dalej pozostawała nieprzytomna. Lekarze postanowili ją przenieść do najlepszego szpitala w całej Japonii. Hitachi-Naka- miejsce do którego zmierzaliśmy posiadało sieć dobrych szpitali, w których Sakura znajdzie pomoc
*
Minęły kolejne dwa tygodnie. Cały ten czas siedziałem z siostrą przy jej łóżku szpitalnym. Dopiero co otworzyła oczy, a już musieli zabrać ją na operację. Wróciła dopiero następnego dnia w śpiączce przez co czekałem na śliczną zieleń je tęczówek kolejną dobę
Wszystko mnie bolało i byłam tak zmęczona, jednak wysiliłam się na trud otwarcia oczu. Przy moim łóżku siedział zmęczony brunet. Lekko przysypiał więc mogłam mu się przyjrzeć. Lekki zarost pewnie był spowodowany siedzeniem tu przez dni, a może nawet tygodnie. Nie wiem. Podniosłam dłoń i położyłam ją na jego policzku
-Isao-szepnęłam przy okazji budząc go-To naprawdę ty
Skinął mi głową, a ja przez chwilę mogłam podziwiać jego zieleń tęczówek. Uścisnął mnie jakbym była zrobiona z porcelany, jednak ten gest sprawił mi ból
-Sasori nie żyje-łzy zebrały mi się w oczach-Kazał ci przekazać dwie rzeczy. 1: Żebyś syna nazwała jego imieniem, a 2: Że w fioletowej sukience wyglądałaś jak gruby karzeł
Zaśmiałam się miło łez i pociągnęłam nosem
-Isao?-zaczęłam nie pewnie-Gdzie ja właściwie jestem?
-Z dala od problemów maleńka-pogładził mnie po włosach-Teraz już wszystko będzie dobrze
Wtuliłam się w jego tors łkając cicho. Bałam się. Cholernie się bałam, co teraz. Co będzie jutro?

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Cześć kochani ^.^ Ostatni rozdział już za nami! Jutro dodam epilog i koniec tej serii! Od września startujemy z czymś nowym! Szablon bloga oczywiście zmieni się od września. Kocham was
~Hoshi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz