Dobry! Troszkę rozdziału nie było jednak byłam (jestem) chora i po prostu nie miałam siły wysilić się na myślenie. Poza tym muszę w weekendy jeździć do miasta, które jest prawię godzinę drogi od mojego kochanego zadupia. Tylko po to żeby pomalować ściany w moim nowym pokoju i posiedzieć na schodach słuchając muzyki, kiedy nie ma nic do roboty. Ni ma tam neta ;(((
Kocham tą otyłą buźkę :))) Zdrówka życzę
~Hoshi
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Wyszliśmy z mojego domu zamykając go. Klucze zawsze miałam przy sobie, w razie jakbym chciała wrócić do LA. Całą drogę Sasuke i ja przypominaliśmy, a właściwie usiłowaliśmy sobie przypomnieć nasze wspólne dzieciństwo. Dowiedziałam się, że blondynkiem ze zdjęć jest Naruto. Teraz rozumiałam fakt, że podczas naszego pierwszego spotkania mówił do mnie jakby mnie znał. Koniec końców mieliśmy dość spory ubaw przy nieudolnym wspominaniu dzieciństwa i zadzwoniłam do niebieskookiego
-Siemaneczko Blondyneczko-zwracałam się tym powitaniem do Ino, ale do Naruto też pasuje-Wiesz czego się dowiedziałam kłamczuchu?
-No czego?-powiedział zaspany. Całkowicie zapomniałam o strefach czasowych. Chyba mnie znienawidzi za pobudkę o 5.12, tymczasem u nas jest południe-Mam nadzieję, że to miejsce twojego pobytu i termin powrotu. Wiesz jak ja się o ciebie martwię? A Sasuke? Pomyślałaś o nas? Ja tu rwie włosy z głowy, a on zniknął. Przez was kiedyś trafię na izb...-przerwał mu czarnooki
-Zluzuj gacie Naruciaku-zaśmiał się-Znalazłem naszą zgubę, kiedy skapnąłem się gdzie jest od razu pojechałem
-S-Sasuke?-wydukał po chwili-Powaliło was?! Ja myślałem, że...Właściwie nie myślałem! Zamartwiam się jak głupi, a wy jesteście w...No właśnie gdzie wy jesteście?
-W Los Angeles-westchnęłam-Dowiedziałam się całkiem przypadkiem, że ty Sasuke i ja, lata świetlne wstecz byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. I teraz sprawa do ciebie: Pamiętasz coś z tego okresu? Bo my nie bardzo-zaśmiałam się lekko
-Pamiętam wszystko!-krzyknął uradowany-Czekajcie zaraz wsiadam w samolot! Jeszcze dzisiaj u was będę!
Po jego radosnym okrzyku rozłączył się, zdziwiłam się że jego rodzice na to pozwolą. Sasuke i ja uciekliśmy. Ale rodziców Uzumaki'ego jeszcze nie miałam okazji poznać. Szliśmy w ciszy, która wcale nie była uciążliwa. Co chwila zaczepnie i 'przez przypadek' ocierałam nasze dłonie, on po chwili zaśmiał się i splótł nasze palce. Zarumieniłam się przez śmiech, jak na zawołanie przytuliłam się do jego ramienia. Doszliśmy na plac zabaw, potem przez las i na sam koniec zostawiliśmy ławkę wspomnień. Ściągnęłam warstwę śniegu rękawem płaszcza i odnalazłam pamiętny napis
S+N+S=THE BEST TEAM
Zaśmiałam się i przeszłam na drugą stronę, przywołałam czarnookiego dłonią. Obszedł ławkę i kucnął przy mnie. Z oparcia roztarłam śnieg w jednym miejscu ukazując napis
S+S=More than Friends
Przyciągnął mnie do siebie i ucałował w skroń. W miejscu gdzie jego usta dotknęły mojej skóry przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Bez zastanowienia wyciągnęłam z kieszeni czerwonego płaszcza czarny permanentny mazak i nabazgrałam na ławce kolejny wpis. Było ich pełno, jednak znalazło się jedno miejsce. Na samym środku ławki, gdzie każdy będzie go widzieć
SasuSaku Forever In Love
Po pokazaniu mu dzieła, zaśmiał się i spojrzał na mnie dziwnie
-SasuSaku?-spytał z rozbawieiem
-Właśnie tak! Nasze ship name-pocałował mnie żarliwie
Stado motyli krążyło mi w żołądku tworząc przyjemny skurcz. Jego zimne dłonie na moich policzkach zdawały się płonąć, wplotłam mu ręce we włosy na co zamruczał uroczo. Mieliście kiedyś takie momenty, kiedy ktoś wam przerywa coś ważnego? Tak było tym razem...Usłyszeliśmy chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie patrząc na przybysza. Dziewczyna o niebieskich włosach, kolczyku w brodzie, kwiecie z origami i lekkim uśmiechu. Jej piwne oczy patrzyły na mnie
-Sakura kope lat!-uśmiechnęła się do mnie-Po twojej minię widzę, że nie poznajesz. To ja Konan, poznałyśmy się na imprezie u Sasori'ego
Zbliżyła się do mojego policzka i szybko go cmoknęła na przywitanie, ale tak na prawdę szepnęła trzy krótkie słowa 'Należę. Do. Akatsuki.' I jej sztuczny uśmiech oraz baczne spojrzenie, obserwujące każdy ruch Sasuke tylko upewniły mnie, że to nie jest żart
-O matko Konan!-udałam zaskoczoną-Wybacz, że cię nie poznałam. Strasznie się zmieniłaś od ostatniego spotkania! Musimy iść na kawę najlepiej teraz!-odwróciłam się do Uchih'y-Sasuke masz tu moje kluczę, nie obrazisz się jak pójdę z Konan?
-Jasne, że nie-wręczyłam mu kluczę i pocałowałam przelotnie-Wrócisz?
-Do ciebie zawsze-rozczochrałam mu włosy-Będę za 3 do 4 godzin. Mamy sobie SPORO do wyjaśnienia. Jak coś to dzwonisz!
Zaśmiałam się razem z niebieskowłosą i odeszłyśmy pod rękę. Udając rozmowę przyjaciółek z przed lat zniknęłyśmy z pola widzenia czarnowłosego. Odeszłam na metr, kiedy byłam pewna, że Sasuke nie może mnie zobaczyć
-Mów o co chodzi-przygotowałam pozycje do ataku-Chce dowodu na twoje słowa!
Podeszła do mnie i z pod bluzy wyciągnęła naszyjnik Akatsuki. Chciałam dowodów? Dostałam dowody. Teraz wiedziałam, że nie kłamie. Nawet kiedy by go ukradła nie przyszłaby do mnie, poza tym, nas nie da się okraść. Westchnęłam i dotknęłam swojego wisiorka
-Jestem w Akatsuki od twojego odejścia-uśmiechnęła się-Właściwie to nie odeszłaś tylko...Jak to się nazywa?
-Przymuszenie do pracy-warknęłam nie przyjemnie-Chodźmy do bazy, pewnie jeszcze śpią
-Zdziwiłabyś się-zaśmiała się cicho-Tobi kiedy się dowiedział, że przyjechałaś, a nie znalazł cię w pokoju zrobił taką akcje, że pewnie do teraz płaczę na twoim dywanie z twoją bluzką w ręce. Deidara i Gaara popadli w panikę, a Pein, Sasori i Hidan się wkurzyli
-No to będę miała niezłą akcję-przeczesałam ręką włosy-Chwila...Przecież zostawiłam kartkę na stole w kuchni...
-Ale nikt oprócz ciebie tam nie zagląda-wybuchłyśmy śmiechem-Oni żywią się tymi zepsutymi jogurcikami, pizzą lub zupkami błyskawicznymi bez wody
Resztę drogi przeszłyśmy śmiejąc się i rozmawiając o wszystkim. Opowiedziałam jej o moim problemie z Sasuke, a ona przyznała, że muszę pogadać z zarządem. A w razie czego może wykonać ja za mnie. Rzuciłam się jej na szyję z wielkim bananem na ustach. Weszłyśmy do bazy po drabinie
-Kim jesteście?-jak zwykle szorstki głos przywitał nas na wejście. Powinni dać kogoś z milszym głosem
-Papierowy Anioł!-krzyknęła w stronę północnego korytarza-Jest ze mną...-przerwałam jej
-Trzymać gardę idioci!-ryknęłam wściekle w każdym kierunku-Księżniczka Demów!
Atmosfera tego miejsca wprawiała mnie w furię, od zawszę tak było. Ale dzisiaj kiedy dowiedziałam się, że przetrząsnęli całą bazę oprócz tej cholernej kuchni moja złość była niewyobrażalna! Usłyszałyśmy bieg i po chwili przed nami stanęła szóstka debili
-Gdzieś ty była?!-wydarł się Pain-Szukaliśmy wszędzie! Nawet nie zostawiłaś jakiejś kartki!
-A w kuchni sprawdzałeś?!-warknęłam wściekle-Najwidoczniej nie! Bo tam była ta 'jakaś kartka'!
-Saku my...-speszył się Deidara ale mu przerwałam
-Zamknij się i prowadź do szefa!
Spełnili moją prośbę i po 10 minutach maszerowania labiryntem korytarza zatrzymaliśmy się przed mosiężnymi drzwiami mojego szefa. Zapukałam i po chwili weszłam razem z Konan i Pain'em. Swoją drogą między tą dwójką ewidentnie coś iskrzy
-Sakura? Co to była za akcja z rana?-starzec wstał i podszedł do mnie-Dzisiaj kiedy oni biegali w panice po lesie znalazłem w kuchni tą oto kartkę, ale nie miałem okazji jej nikomu dać
Pokazał liścik Pain'owi, a Kon zaglądając mu przez ramię też przeczytała jego teść. Niebieskowłosa zaśmiała się z miny rudego, który spalił buraka
-Coś się stało?-spytał zwracając moją uwagę-Po twoim zmartwionym obliczu widzę, że cierpisz
Odprawił dwójkę na korytarz. Ja po chwili opadłam na kanapę w rogu gabinetu, on usiadł na przeciwko mnie w pasującym do zestawu fotelu. Położyłam się na czarnej skórze plecami i wgapiałam się tępo w sufit
-Danzō ja...-zacięłam się po czym westchnęłam-Ja...nie chcę wykonywać mojej misji
-Dlaczego?-jego spokojny głos uspokajał mnie, a on należał do niewiecu osób, które były cierpliwe na moje kaprysy-Czy posunął się za daleko? A może nie idzie po twojej myśli?
-Nie w tym rzecz-machnęłam dziwnie ręką-Chodzi o to, że ja...Dowiedział się, że to mój przyjaciel z dzieciństwa...
-Rozumiem-westchnął-Zakochałaś się
-Że jak?-siadłam gwałtownie na kanapie-Nie wydaje mi się...
-Zaprzeczasz-uśmiechnął się ciepło-Twoje serce skradł morderca twojej kuzynki...-przerwałam mu
-Nie on ją zabił-warknęłam-To nie on nacisnął spust tego jeb(?)anego pistoletu!
-Ale był tam! Siedział na drzewie!-wstałam ze złości-Poza tym...
-Powiedziałam nie!-ryknęłam-Nie obchodzą mnie twoje domysły! Nawet jeżeli są zgodne z prawdą! Masz rację Danzō zakochałam się! I nie skrzywdzę go, nie potrafię! Niech Papierowy Anioł to zrobi! Też jest dziewczyną i do tego ładną! Chcę zniknąć...-rozkleiłam się i głos mi się załamywał
-Nie masz wyjścia-podszedł do mnie i pogładził mnie po włosach-Musisz powiedzieć ciotce prawdę i przenieście się do Kyoto. Mamy tam bazę więc nic ci się nie stanie. Jadę z wami, więc będę cię miał na oku. To się w końcu skończyć musiało, ale nie przypuszczałem, że w ten sposób. Wyruszamy do Kyoto za dwa tygodnie, ale wiesz że będziesz musiała być na tym jak to się stanie?
-Dziękuje Danzō-wtuliłam się w niego będąc u kresu łez-Za wszystko dziękuje. Lepiej będzie jak zniknę, niż będę widzieć jego czarne włosy. Jego kuszące usta i te piękne ciemne oczy, które są niczym nieskończona otchłań
-Jejku miłość jest ślepa, głucha i głupia-pogłaskał mnie po raz kolejny po głowie-I zmusza ludzi twardych takich jak ty do płaczu
-Po prostu idiotyzm-zaśmiałam się przez łzy-Ciekawe co za psychol ją wymyślił...
-Jakiś psychiczny-odpowiedział starzec
Zaśmialiśmy się i wpuściliśmy do gabinetu resztę osób aby wyjaśnić im zmianę planów. Po całej tej rzeźni, która ma się odbyć za dwa miesiące mam zamieszkać już na stałe w Kyoto
Telefonowałem do Orochimaru przez dobrą godzinę, jednak nie odbierał, a po 15 minutach sam oddzwonił
-Co ci odwaliło?-krzyknął-Coś nie tak z różową czy jak?
-Nie zrobię tego!-warknąłem wściekły-Weź do tej roboty Suigetsu, a nie mnie!
-Uuuu ostro-zaśmiał się kpiąco-Zabujałeś się czy jak?
-Nie twój interes!-mój ton głosu nie zmienił się-Przenieś mnie do innej bazy...-przerwał mi
-Do niby której?
-Na przykład do tej w Kyoto!-ryknąłem-Jedziesz tam za nie długo, weź mnie ze sobą!
-Dobrze-jęknął-Ale wrócisz na mordowanie, załatwię ci bilet w pierwszym rzędzie. Zakochańcu
Rozłączył się, a ja w jakimś tam stopniu odetchnąłem z ulgom. Przynajmniej to nie ja ją zabiję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz