...

„Gdzie jest miłość, tam jest ryzyko nienawiści.” ~Sasuke Uchiha

poniedziałek, 25 maja 2015

13. To przez cały czas byłeś ty...Krzaczory

 1. Miałam straszny kłopot z napisaniem tego rozdziału, dlatego jest tak późno
 2. Jest was 431! Nie wiem jak wyrazić moją radość więc napiszę uśmieszek :DDDDDDD
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Rano obudziłam się na ziemi, bolał mnie strasznie kark. Podniosłam się na łokciach i przelotnie rozejrzałam się po pokoju, nie znajdując punku na którym mogłabym zawiesić wzrok wstałam i otrzepałam się z kurzu. Weszłam do łazienki i wykonałam poranne czynności. W drodze na śniadanie chwyciłam mój telefon. Zatrzymałam się widząc godzinę: 3.27. W kuchni i jadalni nikogo nie będzie. Weszłam tam i chwyciłam butelkę wody znajdującej się w lodówce. Wkroczyłam na korytarz, życie w siedzibie zaczynało się o 4, więc zdążę wyjść niezauważona. Niby na straży są ludzie ale oni albo śpią, albo mnie wypuszczą bez pozwolenia. Moje chiche kroki odbijały się echem od korytarzy, mój oddech był jak niespokojny szum. Moje włosy falowały z każdym moim krokiem. W ręce trzymałam czerwony płaszcz, muszę się przewietrzyć. Wyszłam jednym z hangarów, znajdujących się na granicy lasu. Moje nogi same wiedziały gdzie iść, nie szłam do domu, nie szłam na ławkę która była w mojej pamięci. Szłam na małą polanę, tam mogłam pomyśleć. Czułam że to miejsce stało się początkiem końca. Skręciłam w prawo idąc znaną mi uliczką, padał śnieg przez co chodniki jak i wszystko inne były pod białym puchem. Jest grudzień, zostały mi jeszcze dwa miesiące. Nie myśl o tym! Podniosłam wzrok, trzy kroki prosto. Potem dwa na skos i znowu dwa przed siebie. Stałam idealnie w miejscu Mikodo, tak jak ona ponad rok temu. Łzy cisnęły mi się do oczu, nie panowałam nad nimi. Chłód szczypał mnie w policzki, ale mimo tego ani one ani mój nos nie miały barwy szkarłatu. Nie myśląc o panującej minusowej temperaturze położyłam się na śnieg. Ona leżała tu gdzie ja, była taka spokojna i uśmiechała się. Ja tak nie potrafię. Trzeba dopisać to do listy 'Rzeczy w których Mikodo była lepsza'. Miałam taką listę od zawszę, liczyła ponad dwie zapisane kartki. Śnieg był wyjątkowo zimny, ale mi to nie przeszkadzało. Nawet nie ruszyłam się słysząc szelest w pobliskich krzakach

Ale tu zimno! Los Angeles w grudniu jest okropnie chłodne. Temperatura na minusie, padający śnieg zniechęcały mnie. Ale wystarczyło spojrzeć na tapetę w telefonie, a już masz największą motywację-Sakura. Ta niepozorna istota pojawiła się tak nagle, niszcząc mur codzienności. Była jak dodatkowa droga podczas wędrówki zwanej życiem. Była niczym kolorowy człowiek w szarym świecie-wystarczyło za nią podążyć. Z tą dziewczyną wszystko było grą, a każdy jej uśmiech był nagrodą. Szlajam się w nieznanym sobie kierunku, w dodatku już dawno chodzę po krzakach
-Cholera-syknąłem kiedy nadepnąłem na gałąź, która pod moim ciężarem złamała się
Nie mam już siły do tych krzaczorów. Wyszedłem na jakąś polanę...chwila. To nie była JAKAŚ polana, to było tutaj. Miałem wrażenie, że to na prawdę Mikodo leżała na ziemi. Jeżeli moje wyobrażenie wygląda w połowie tak jak było na prawdę, to Mikodo była naprawdę prześliczną dziewczyną.

 
Myślałem że to wzrok płata mi figla jednak kiedy podszedłem bliżej, zauważyłem że klatka dziewczyny powoli unosi się i opada. Skoro Mikodo nie żyję, a ona i Haruno były identyczne to to jest...
-Sakura!-krzyknąłem i niemal natychmiastowo znalazłem się koło niej-Ja tak strasznie przepraszam! Ja wiem że żartujesz, no wstawaj! Saku błagam cię powiedz coś!

Było mi tak zimno, zignorowanie odgłosu w krzakach mogło być błędem. Nie czułam już nóg i dłoni, czy to Uchiha krzyczy mi do ucha? Chyba tak...Delikatnie otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się lekko
-Sasuke-wyszeptałam-Myśłałam że sobie odpuścisz zazdrośniku
-Ciebie?-spytał z uśmiechem-Nigdy
Wziął mnie na ręce i zaczęliśmy iść w kierunku lasu, nie ufałam jego intuicji w terenie
-Gdzie ty idziesz?-wysiliłam się na chichy śmiech-Jeżeli do mnie, to nie tędy
Dałam mu potrzebne informację, musiał wiedzieć jak wyjść z lasu. Potem sam trafił, drzwi były zamknięte ale zapasowy klucz zawsze był pod wycieraczką. Sasuke to jednak uparty osioł, uparł się że da sobie radę. Tak więc ze mną na rękach schylił się po klucze i z trudem otworzył drzwi. W środku położył mnie na kanapie w salonie, było tu czysto. W duchu dziękowałam chłopakom że jednak czasem przyjdą ogarnąć ten bałagan. Czarnooki zaraz potem przykrył mnie trzema kocami i rozpalił w kominku. Było mi coraz cieplej, on usiadł na podłodze centralnie na wysokości mojej twarzy
-Ja...ja musiałam coś przemyśleć-nie byłam w stanie patrzeć w te cudne czarne oczy
-Ale czemu aż w Los Angeles?-zaśmiał się delikatnie-Nie dało się w Tokio, posiedzieć w domu i przez tydzień nie przychodzić do szkoły. Za to ty jak spłoszony ptak uciekasz do LA żeby poleżeć na śniegu
-Zawsze wolałam wyróżniać się z tłumu-uśmiechnęłam się siadając-Błagam cię przynieś mi...-nie skończyłam
Dopiero po miesiącu znajomości zobaczyłam, że nosi niemal identyczną bransoletkę jak ja. Jakby wrócić do innych wypadów to Naruto też taką ma, przypadek? Nie wierze w nie. Chwyciłam delikatnie dłoń z bransoletką i przejechałam po białych pałeczkach. Przybliżyłam twarz do niej
-Czym jest S+N+S?-spytałam widząc taki napis na niej
-Wiesz...-usiadł koło mnie na białej kanapie-Na pewno Sasuke+Naruto ale...-przerwałam mu
-A to drugie S?
-Tego właśnie nie wiem-podrapał się z tyłu głowy-Wiesz że kiedyś mieszkałem całkiem nie daleko? Ale kiedy to było, chodziłem w tedy do przedszkola, no i tak poznałem Naruto
-Ja tu też kiedyś mieszkałam-westchnęłam-To miasto jest spowite kłamstwami i nienawiścią, wychowałam się tu
-Nie rozumiem
-Podobno kiedyś w przedszkolu miałam dwóch najlepszych przyjaciół-zaczęłam opowiadać historię mojego złego życia-Ale oni wyjechali bo mnie nienawidzili. W podstawówce razem z Hinatą byłyśmy dręczone przez dwóch bliźniaków-Marco i Paul. Kiedy postawiłam się Marco, który znęcał się nad Hinatą uwolniłam ją od piekła sama tam wchodząc. Oboje zaczęli mnie prześladować, wszystko się skończyło kiedy jednemu z nich dałam w pysk. On żądny zemsty razem z bratem rzucili się na mnie, a w tedy pomogli mi moi przyjaciele, no wiesz Pain, Sasori, Hidan, Gaara i Deidara. W jakim stopniu też Hinata, ale w trzeciej klasie przeprowadziła się. Razem z chłopakami byliśmy coraz bardziej zżyci i tylko im ufałam, przez całe moje dzieciństwo była przy mnie Mikodo. Była jedyną osobą, której powierzyłam wszystkie tajemnice, wspierała mnie i pocieszała, mniejsza o to. Kiedy miałam niecałe 15 lat zabito ją, wpadłam w nałogi i tylko chłopcy pomogli mi z nich wyjść. Ojciec stracił pracę i nie mieliśmy pieniędzy, żeby wyjść z tej nędznicy zaczęłam brać udział w nielegalnych bójkach i wyścigach, kiedy wygrywałam dostawałam pieniądze. Nie patyczkowali się ze mną, musiałam startować z chłopakami. Powoli wszystko wracało do normy. I wtedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, też miałam w nim zginąć jednak udało mi się przeżyć. Wracałam do formy razem z chłopakami, znowu zaczęłam jeździć w wyścigach-wzięłam głęboki wdech i kontynuowałam rozmowę-To na jednym z nich poznałam Itachi'ego. Minęły dwa miesiące od śmierci rodziców, a ja dalej mieszkałam sama, nagle przyjechała po mnie ciocia Tsunade i zabrała ze sobą. Strasznie tego nie chciałam, bo bałam się zostawiać chłopaków samych sobie. Jednak pożegnałam się z LA i pojechałam do Tokio. Tam spotkałam Hinatę i poznałam Ino, Ten no i Temari. Drugiego dnia od rozpoczęcia szkoły pokłóciłam się z Tsunade, a ona w złości mnie uderzyła. Uciekłam w tedy i spotkałam ciebie na placu zabaw, potem zjawił się Naruto. Pobiłam się z Karin, trafiłam do szpitala. Niedługo wcześniej do Tokio przyjechali chłopaki, cieszyłam się jak głupia ale wiedziałam, że to przepowiada kłopoty. Nie myliłam się, wpadli w jakiś pieprzony układ z nieznaną nam mafią, wciągając mnie w to-skłamałam-Muszę się z tego wyplątać dopóki jest czas. Ty i chłopcy się nienawidzicie i punkt kulminacyjny był na imprezie u Naruto więc musiałam wrócić, no i ty znalazłeś mnie zamarzającą na śniegu i zaniosłeś tutaj. Tu historia ma swój koniec!
-Wow-mruknął i przytulił mnie, wściekłam się nie miłosiernie-Wybacz mi
Ja tu gadam i gadam a ten tylko 'wow', no chyba mnie krew zaleje! Ja już nie mogę! Siedzieliśmy w uścisku, który skończyłam. Wstałam i podeszłam do komody w której miałam jedno zdjęcie z dzieciństwa

 Usiadłam znowu na starym miejscu i pokazałam mu fotografie
-To jeden z nich-uśmiechnęłam się blado-Niestety nie pamiętam go, widocznie bardzo go lubiłam

Patrzyłem na to jedno, nic nie znaczące zdjęcie. Gówno prawda. Znaczyło i to dużo. Ta dziewczynka to na pewno Sakura, ale dlaczego ten chłopak wygląda jak...Ja? To nie możliwe...Przecież ja jej nie...Chwila, mam zdjęcie od mojej mamy...
Wyciągnąłem je z kieszeni i pokazałem dziewczynie, chwyciła je w dłonie i spojrzała na mnie. Widziałem zdziwienie i radość w jej oczach
-Sasuke?-spytała po chwili
-Tak Saku?
-Czy ten chłopak z identycznymi włosami do twoich, to ty?-wskazała smukłym palcem na postać
-Tak-powiedziałem pewny swojej odpowiedzi-A co?
-Bo widzisz...-zaczęła nieśmiało z widocznym ale uroczym rumieńcem na twarzy-...Ta dziewczynka to na pewno ja...
Oddała mi zdjęcie, a ja spaliłem buraka. Patrzyliśmy się przed siebie co chwila zerkając na siebie, jednak oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem, który przerwał niezręczną sytuację. Objąłem Sakure ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Leżałem na oparciu kanapy a ona na mnie, dalej się śmialiśmy
-Co ty robisz Sasuke?-spytała rumieniąc się
-Pocałuj mnie-zaśmiałem się
-Że co?-uśmiechnęła się szerzej z bardziej widocznym rumieńcem
-Dobrze słyszałaś-wzruszyłam ramionami z rozbawieniem-Pocałuj mnie
Dziewczyna podciągnęła się wyżej i złożyła delikatny, niczym muśnięcie motyla pocałunek. Odsunęła się trochę od mojej twarzy i mogłem spojrzeć w jej pełne radości zielone oczy, w które tak kochałem się wpatrywać. Tym razem to ja podniosłem lekko głowę i złączyłem nasze usta w pocałunku. Po chwili pogłębiłem pocałunek, przejechałem językiem po jej wardze prosząc o dostęp. Kidy go otrzymałem nasze języki zaczęły bitwę o dominację. Podniosłem nas do pozycji siedzącej, dziewczyna usadziła się wygodniej na moich kolanach, nie przerywając pocałunku. Wplotła palce w moje hebanowe włosy, a ja dłońmi błądziłem po jej plechach. Oderwaliśmy się od siebie kiedy zabrakło nam oddechu, spojrzałem znowu na jej prześliczne oczy i od tak przytuliłem ją. Chciałbym żeby chwile takie jak te trwały wieczność
-Sasuke?-jej głos był delikatny niczym aksamit
-Hmm?
-Pójdziemy się przejść? No wiesz powspominać stare czasy i ogółem poznać się jeszcze lepiej-jej nieśmiały głos był tak samo uroczy jak ona-Ale jeżeli nie...-przerwałem jej
-Spokojnie-zaśmiałem się-Chętnie z tobą pójdę się przejść

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz